Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

sobota, 26 kwietnia 2014

129. Ojciec Lombardi tłumaczy podwójną kanonizację


Ks. Federico Lombardi - rzecznik Watykanu. Foto: A. Zakrzewicz
Kościół katolicki nie rozpoczyna procesu kanonizacyjnego jeśli dana osoba nie ma tzw. „fama di santità” – czyli potocznie mówiąc „sławy świętości”. To znaczy: jest otaczana powszechnym kultem, wierni wierzą w jej heroiczność cnót, zwracają się do niej o wstawiennictwo i pomoc. Dopiero wtedy może rozpocząć się proces kanonizacyjny.

W przypadku tych dwóch papieży Jana XXIII i Jana Pawła II – i to jest warte podkreślenia – ich powszechny kult był już bardzo silny w momencie gdy umierali. Lud Boży kochał bardzo tych papieży, uważał, że były to wielkie osobowości, które zrobiły bardzo wiele zarówno dla wierzących jak i niewierzących na całym świecie – a więc w ich przypadku mieliśmy do czynienia z działaniem Boga szczególnie intensywnym.

Gdy umierał Jan XXIII – nie wszyscy to pamiętają – również na Placu św. Piotra zgromadziły się tłumy modląc się za niego bardzo gorliwie. Agonii papieża Angelo Roncallego towarzyszyły momenty wielkiego uniesienia. Od tamtego czasu papież ten cieszył się olbrzymim szacunkiem, był doceniany i wszyscy byli przekonani o fakcie, że to prawdziwy „Człowiek Boga”. Roncalli zmarł podczas Soboru Watykańskiego II, który powołał. Już wtedy niektórzy ojcowie soborowi chcieli go ogłosić świętym przez aklamację podczas obrad. Inni - bardziej ostrożni - uważali, że wszyscy powinni przejść drogę do świętości wyznaczoną przez Kościół. Paweł VI w swojej mądrości podjął decyzję o tym, aby jednak rozpocząć regularny proces beatyfikacyjny i otworzył go jeszcze podczas soboru. Chciał dać czas historykom i Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, aby dokładnie zbadali wszystkie dokumenty.
Jana XXIII od samego początku był uznawany za jednego z najlepszych papieży i nazywany „Papa buono”.
Również gdy zmarł papież Jan Paweł II – jak pamiętamy – na Placu św. Piotra zgromadziły się tłumy. Pojawiły się napisy „Santo subito!” i wierni podchwycili to hasło od razu. Lud Boży był przekonany od samego początku o świętości Wojtyły.
Tak więc w przypadku tych dwóch papieży „fama di santità” pojawiła się natychmiast po ich śmierci.

Proces beatyfikacji i kanonizacji wymaga, aby Kościół zapoznał się z całym dorobkiem kandydatów, ze wszystkim co napisali, czego dokonali. Zbierane są również świadectwa. Jest to więc proces krytyczny. Pierwszym krokiem jest ogłoszenie heroizmu cnót – czyli deklaracja, że dana osoba przeżyła swoje chrześcijańskie życie we wspaniały, heroiczny sposób – o wiele bardziej szczególny niż inni. Po zatwierdzeniu tego przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych papież ogłasza heroizm cnót chrześcijańskich poprzez specjalny dekret.

W przypadku kandydatów, którzy nie są męczennikami, Kościół chce zweryfikować czy wstawiennictwo u Boga osoby tak bardzo kochanej przez Lud Boży jest rzeczywiście skuteczne. To znaczy – czy modląc się do niego wierni dostępują łask i dobrodziejstw duchowych lub materialnych.

Ks. Federico Lombardi - rzecznik Watykanu. Foto: A. Zakrzewicz
Aby miała miejsce beatyfikacja konieczny jest jeden cud. Osób, które zgłaszają się utrzymując, że otrzymały łaskę, zostały uzdrowione lub stało się coś bardzo ważnego w ich życiu – np. narodziło się dziecko, którego nie mogli mieć – na skutek modlitwy do kandydata na błogosławionego jest bardzo wiele. Ludzi, którzy twierdzą, że otrzymali łaskę od Boga dzięki wstawiennictwu Jana Pawła II są setki. Wymagany jest jednak jeden bardzo specjalny cud – taki, którego nie może wytłumaczyć nauka. Taki cud jest uznawany za szczególną Bożą łaskę potwierdzającą skuteczne wstawiennictwo kandydata na błogosławionego. Chodzi głównie o uzdrowienia, które wychodzą poza kompetencje medycyny i są potwierdzone przez świadectwa. Po przestudiowaniu takiego przypadku, gdy dochodzi się do wniosku, że mamy do czynienia ze szczególną łaską, której inaczej nie można wytłumaczyć i miała ona miejsce dzięki modlitwie i wstawiennictwu oraz zatwierdzeniu tego przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych, może nastąpić beatyfikacja. Do kanonizacji potrzebny jest drugi cud.

W przypadku obu papieży Jana XXIII i Jana Pawła II – aż do ich beatyfikacji zostały zachowane te procedury. Został uznany cud w postaci uzdrowienia zarówno za wstawiennictwem Roncallego jak i Wojtyły. Jan XXIII w 2000 roku został ogłoszony błogosławionym właśnie przez Jana Pawła II. Do jego kanonizacji nie był jednak wymagany drugi cud – i to jest wyjątek.
W przypadku Jana Pawła II wyjątkiem było coś innego. Ponieważ entuzjazm wiernych był tak wielki – papież  Benedykt XVI zezwolił, aby proces beatyfikacyjny rozpoczął się od razu, bez pięcioletniego okresu oczekiwania, który normalnie jest wymagany. Kościół wprowadził ten pięcioletni okres, aby sprawdzić czy adoracja wiernych jest prawdziwa i długotrwała, czy tylko przechodnia, wywołana emocjami.   

Reszta procedur kanonicznych w przypadku Jana Pawła II była respektowana – tyle tylko, że beatyfikacja, jak i kanonizacja ruszyła „szybszą ścieżką”. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ma setki kandydatur do rozpatrzenia – gdyby Karol Wojtyła musiał czekać w kolejce jak inni nie wiadomo ile by to trwało. Dlatego ta sprawa stała się priorytetowa dla Kościoła w stosunku do innych. Kanonizacja Jana Pawła II miała więc przebieg regularny, ale przyśpieszony. W jego przypadku - pierwszym uznanym cudem było uzdrowienie francuskiej zakonnicy Marie Simon-Pierre Normand.  Tego samego dnia, w którym odbywała się beatyfikacja – 1 maja 2011 roku – miało miejsce inne wydarzenie: niewytłumaczalne ozdrowienie Floribeth Mory Diaz z Kostaryki. Po odpowiedniej weryfikacji tego przypadku przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych oraz przez lekarzy – uznano go za cud, który pozwolił na kanonizację.

Jeżeli chodzi natomiast o drugi ważny cud w przypadku Jana XXIII był on długo oczekiwany, choć wiele osób sygnalizowało, że po modlitwie do niego otrzymywało łaski duchowe i materialne. Przedstawiciele diecezji z Bergamo, z której pochodził Angelo Roncalli napisali więc do papieża Franciszka, prosząc go aby – jak to jest w jego mocy – dopuścił do kanonizacji bez konieczności potwierdzenia cudu. Dwa cudy w celu osiągnięcia świętości są wymagane przez regulamin Kościoła, a nie zapisane w Biblii – papież może więc dać dyspensę i zdecydować o kanonizacji. Motywacja tego gestu jest jasna: sława świętości Jana XXIII jest powszechna i nie podlega dyskusji, w wielu diecezjach świata jest rozpowszechniony jego kult i wielu wiernych modli się do niego, jest wiele kościołów poświęconych jemu – kult Roncallego jest więc uniwersalny. Minęło 50 lat od jego śmierci.  Upłynęło również pięćdziesiąt lat od Soboru Watykańskiego II, który był wielkim dziełem Jana XXIII, mającym pozytywny wpływ na Kościół i ludzkość. Postulator zwrócił się więc do papieża Franciszka z zapytaniem czy nie uważa, że kanonizacja Jana XXIII w rocznicę Soboru Watykańskiego II nie byłaby ważnym znakiem łaski.

Jak wiemy – Bergoglio rozpatrzył pozytywnie tę prośbę i zdecydował, że dwóch wielkich papieży XX wieku będzie kanonizowanych razem. Jan XXIII rozpoczął sobór, Jan Paweł II brał w nim udział jako młody biskup i podczas swojego pontyfikatu inspirował się nim. Ci dwaj papieże, którzy teraz zostaną świętymi są więc w sposób szczególny związani z Soborem Watykańskim II.
Wracając z Rio De Janeiro, Franciszek odpowiadał na pytania dziennikarzy, mówiąc, że Angelo Roncalli mu się podoba, ponieważ był zwykłym, prostym księdzem pochodzącym ze wsi i że musiała nim kierować wola Boża, gdyż powołanie soboru wymagało wielkiej odwagi. O Karolu Wojtyle mówił, że był wielkim misjonarzem jak św. Paweł i objechał niemal cały świat niosąc dobrą nowinę wszystkim, nawet w najdalszych zakątkach ziemi.
Ideą tej podwójnej kanonizacji bez wątpienia jest powrót Kościoła do korzeni Soboru Watykańskiego II.

 Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz