Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

piątek, 2 maja 2014

130. Dwie kanonizacje

 
I wreszcie przyszedł wielki dzień! Dwóch papieży: Jan XXIII i Jan Paweł II zostało świętymi; mszę kanonizacyjną koncelebrowało również dwóch innych papieży: Franciszek i Benedykt XVI. Do Rzymu przybył milion pielgrzymów i dwa miliardy ludzi na świecie obejrzało uroczystości w telewizji i kinach.
Obserwując jednak całość miało się wrażenie, że były to dwie kanonizacje. W jednej uczestniczyli dostojnicy kościelni, koronowane głowy i politycy usadowieni wygodnie tuż przed Bazyliką oraz inne pomniejsze VIP-y (w tym upudrowani dziennikarze w studiach telewizyjnych na dachach i ich komentatorzy). W drugiej brał udział Lud Boży, który nocą spał na bruku ulic okalających Watykan, aby dostać się na Plac św. Piotra i modlić się żarliwie. Z jednej strony Kościół władzy, z drugiej pokory i miłosierdzia.

Koronowane głowy i politycy na kanonizacji

Wielu pielgrzymów spędziło całą noc na ulicy

"Santo subito!" - krzyczały tłumy zgromadzone na Placu św. Piotra, gdy umierał Karol Wojtyła. Podobne tłumy zgromadziły się pod papieskim oknem gdy oddawał ducha Angelo Roncalli. Choć pontyfikat papieża, który zwołał Sobór Watykański II, trwał tylko pięć lat i niewielu dziś go pamięta - to on jest uważany za jednego z najlepszych i najbardziej rewolucyjnych przywódców Kościoła katolickiego. "Kiedy wrócicie do domów pogłaszczcie  wasze dzieci po głowie i powiedzcie, że tę pieszczotę przesyła im papież" - mówił Jan XXIII do wiernych, podbijając swoją prostotą i dobrodusznością ich serca. Kiedy zmarł 3 czerwca 1963 roku, w trakcie obrad Soboru, niektórzy jego uczestnicy domagali się by został ogłoszony świętym przez aklamację.
Kim jest święty i dlaczego? Jaki sens i wymiar ma dziś świętość oraz kto na nią naprawdę zasługuje? - to pytania, na które warto odpowiedzieć przy okazji podwójnej kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II.

Ten co czyni cuda

Dla katolików święty to człowiek, który w sposób heroiczny realizuje wartości chrześcijańskie, stanowi wzorzec osobowy i jest otaczany kultem, gdyż jako ten, który na pewno wstąpił już do nieba, może wstawiać się do Boga o łaski dla wiernych, którzy się do niego modlą. Kościół katolicki ma ponad 10 tys. świętych. Sam Jan Paweł II ogłosił 482 świętych i 1338 błogosławionych, upraszczając procedury (np. zastępując figurę Adwokata Diabła przez Promotora Wiary) i umacniając - jak żaden inny jego poprzednik - kult świętych, kojarzący się niektórym z idolatrią. 
Jak tłumaczył rzecznik prasowy Watykanu, ojciec Federico Lombardi - "Kościół katolicki nie rozpoczyna procesu kanonizacyjnego jeśli dana osoba nie ma tzw. „fama di santità” – czyli potocznie mówiąc „sławy świętości”. To znaczy: jest otaczana powszechnym kultem, wierni wierzą w jej heroiczność cnót, zwracają się do niej o wstawiennictwo i pomoc. Dopiero wtedy może rozpocząć się proces kanonizacyjny".
Droga do świętości jest dość długa i skomplikowana, przynajmniej dla zwykłego kandydata. Najpierw należy odczekać pięć lat od śmierci, aby sprawdzić czy entuzjazm wiernych nie zmalał. Później papież ogłasza specjalnym dekretem heroiczność cnót kandydata na błogosławionego. Następnie Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych otwiera proces, podczas którego egzaminuje dorobek życiowy, przesłuchuje świadków i ocenia wartość cudów, którymi są przeważnie nagłe, niewytłumaczalne ozdrowienia. Jeżeli taki cud zostaje zatwierdzony przez komisję duchownych i lekarzy, kandydat na błogosławionego może zostać wyniesiony na ołtarze. Do tego, aby stał się świętym potrzebny jest dugi cud - więc procedura praktycznie się powtarza.
"W przypadku obu papieży Jana XXIII i Jana Pawła II – aż do ich beatyfikacji zostały zachowane wszystkie procedury. Został uznany cud w postaci uzdrowienia zarówno za wstawiennictwem Roncallego jak i Wojtyły. Jan XXIII w 2000 roku został ogłoszony błogosławionym właśnie przez Jana Pawła II." - tłumaczył ojciec Lombardi.
Cud, który przesądził o ogłoszeniu papieża Jana XXIII błogosławionym, miał miejsce w Neapolu 25 maja 1966 roku. Uzdrowiona została siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo – Caterina Capitani. Cierpiała na przewlekłe zapalenie błony śluzowej żołądka, jej stan się pogarszał i miała ogromne bóle. Siostry z jej zgromadzenia modliły się o wstawiennictwo do zmarłego papieża. Po wizji, podczas której chorej objawił się Roncalli, została ona uzdrowiona. Na drugi cud Jana XXIII czekano blisko pięćdziesiąt lat, ale się nie wydarzył.

Za cud, który wyniósł Karola Wojtyłę na ołtarze 1 maja 2011, uznano uzdrowienie francuskiej zakonnicy Marie Simon-Pierre Normand z Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego. Podobnie jak papież Polak cierpiała na Parkinsona i stan jej się pogarszał. W dwa miesiące po śmierci Jana Pawła II siostry zakonne modliły się za Marie do niego i w nocy z 2 na 3 czerwca 2005 wszystkie objawy choroby ustąpiły. Choć Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych uznała to ozdrowienie za cud - do dziś trwają polemiki na ten temat, gdyż przypuszcza się, że choroba zakonnicy została źle zdiagnozowana.

Święci lepszej i gorszej kategorii

Do kanonizacji Jana XXIII nie był wymagany drugi cud – jest to wyjątek, aczkolwiek nie bez precedensu. W związku z niepodważalną "sławą jego świętości", powszechnym kultem, szacunkiem wierzących i niewierzących, a przede wszystkim faktem, że od jego śmierci i od rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II (otwarty 11 października 1962 przez papieża Jana XXIII, zakończony 8 grudnia 1965 przez papieża Pawła VI), upłynęło już ponad 50 lat - zgodnie ze swą mocą - papież Franciszek zdecydował o powołaniu go do grona świętych, zwalniając z wymogów procedury kanonizacyjnej.
W przypadku Jana Pawła II drugi cud się wydarzył i historia ta jest już wszystkim znana. Floribeth Mory Diaz z Kostaryki, która miała krwiaka tętniczego w mózgu i praktycznie lekarze skazali ją na śmierć w domu, modliła się do niego w dzień jego beatyfikacji. Tak jak siostra Capitani (i wielu innych cudownie uzdrowionych), prawniczka z Kostaryki miała wizję, w której błogosławiony przemówił do niej, po czym ozdrowiała. Lekarze kostarykańscy i włoscy stwierdzili całkowite zniknięcie tętniaka. Medycyna i nauka nie jest w stanie jak na razie wytłumaczyć tego fenomenu.
Jak wytłumaczył natomiast rzecznik Watykanu: "W stosunku do Jana Pawła II entuzjazm wiernych był tak wielki, że papież  Benedykt XVI zezwolił, aby proces beatyfikacyjny rozpoczął się od razu, bez pięcioletniego okresu oczekiwania, który normalnie jest wymagany. Reszta procedur kanonicznych była respektowana – tyle tylko, że beatyfikacja, jak i kanonizacja ruszyła „szybszą ścieżką”. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ma setki kandydatur do rozpatrzenia – gdyby Karol Wojtyła musiał czekać w kolejce jak inni nie wiadomo ile by to trwało. Dlatego ta sprawa stała się priorytetowa dla Kościoła."
Floribeth Mory Diaz z Kostaryki z relikwią Jana Pawła II
Jak widać są święci, którzy szybciej trafiają na ołtarze i prosto do Raju, niż inni, którzy też czynią jakieś cuda, ale czekają cierpliwie na swój proces. Te przyśpieszone kanonizacje stały się normą za pontyfikatu Wojtyły - jak choćby w przypadku Matki Teresy z Kalkuty, której cud w postaci uzdrowienia Hinduski Moniki Besry również wzbudza wątpliwości.
W tej sytuacji nasuwa się pytanie, czy Raj to na pewno miejsce, gdzie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. Może i tam, jak w przypadku tej kanonizacji jest specjalny pass dla VIP-ów, a dla reszty miejsce na bruku?

Wierni oczekujący na kanonizację

Ważni goście wjeżdżają do Watykanu

Świętość a prawda historyczna o pontyfikacie

Czy wyniesienie na ołtarze jakiegoś papieża jest uświęceniem jego pontyfikatu? Nie! - i sprawie uciął głowę sam Karol Wojtyła, gdy w 2000 roku wraz z Janem XXIII beatyfikował Piusa IX i była to jedna z najbardziej kontrowersyjnych beatyfikacji ostatnich lat.
Już przed beatyfikacją Wojtyły rozpoczęła się poważna dyskusja nad zbytnim pośpiechem i nad tym, czy zasługuje on na świętość ze względu na to, że jako głowa Kościoła odpowiada za tuszowanie przypadków pedofilii oraz za uciszenie katolickich teologów i zlikwidowanie teologii wyzwolenia. Giovanni Franzoni - znany włoski były duchowny i teolog, w 2005 roku podpisał się pod słynnym "Apelem o jasność w sprawie beatyfikacji Jana Pawła II" i zeznawał podczas procesu beatyfikacyjnego Wojtyły jako przysłowiowy już "adwokat diabła", a lista jego oskarżeń przeciwko papieżowi Polakowi była długa i bolesna. Już wtedy europejskie gazety pisały o nadmiernej skłonności Jana Pawła II do ściskania rąk krwawych dyktatorów z Ameryki Południowej, a prasa amerykańska rozpisywała się o przypadku Marcial Maciel Degollado, pytając się "czy przyśpieszona beatyfikacja nie jest przypadkiem próbą zamknięcia skandalu pedofilii?".
Tym razem przed kanonizacją New York Times przypuścił na Wojtyłę atak frontalny. W artykule Maureen Dowd pod tytułem: "A Saint, He Ain't" padło oskarżenie bez precedensu: "Odwrócił głowę w chwili największego kryzysu moralnego. Kościół czyni świętą osobę, która mogła to wszystko zatrzymać, a nic nie zrobiła". Tak surowa ocena jednego z najważniejszych dzienników świata nie mogła pozostać bez echa i zmusiła wszystkie media - nawet te polskie - do wzmianki lub do poważniejszej dyskusji publicznej na temat pedofilii w Kościele.
W obronie papieża Polaka wystąpił jego były rzecznik prasowy Joaquin Navarro-Valls, który powiedział, że Jan Paweł II ubolewał nad problemem pedofilii i w tym celu zwołał na obrady wszystkich biskupów amerykańskich do Rzymu oraz że chciał oddalić Maciela.
Słowa Navarro-Vallsa zostały przyjęte z dużym zaskoczeniem, gdyż dziś wszyscy już dobrze wiedzą, że pierwszy proces kanoniczny przeciwko Macielowi został umorzony, że papież pogratulował mu z okazji 60-rocznicy kapłaństwa jeszcze w 2004 r., i że dopiero po śmierci Wojtyły - wykorzystując chwilowy chaos władzy watykańskiej, kardynałowi Josephowi Ratzingerowi (jeszcze w roli prefekta byłego Sant'Uffizio) udało się wreszcie otworzyć drugie dochodzenia e potem definitywnie załatwić sprawę założyciela Legionu Chrystusa, który tyle miał na sumieniu. Wszyscy wiedzą też, że Wojtyła nie pozwolił by jakiekolwiek konsekwencje zostały wyciągnięte w stosunku do jego przyjaciela - arcybiskupa Wiednia Hansa Hermanna Groëra, po wybuchu skandalu nigdy nie otworzono dochodzenia w jego sprawie. Pamiętają też, że autoryzował w 2001 r. (zaledwie kilka miesięcy po podpisaniu Delicta Gravoria), wysłanie listu z gratulacjami do biskupa Pierre Picana z Bayeux-Lisieux, który nie zadenuncjował księdza pedofila Renè Bissey ze swojej diecezji. „Po konsultacji z papieżem, któremu pokazałem list, wysłałem go do biskupa, gratulując mu, że jest modelem ojca, który nie wydaje swoich synów“ - przyznał w 2010 roku kard. Dario Castrillon Hoyos - prefekt Kongregacji do Spraw Duchowieństwa.
Aktualny rzecznik Watykanu - jak to jezuita - w rozmowie z dziennikarzami zagranicznymi był bardziej ostrożny: "Podczas swoich rządów - a te Jana Pawła II trwały 27 lat - papież może też popełnić jakieś błędy. Na ołtarze zostaje wyniesiony człowiek, którego Lud Boży uważa za świętego, a nie jego pontyfikat." - tłumaczył Lombardi odpowiadając na niewygodne pytania.
John L. Allen Jr. - amerykański dziennikarz z agencji „National Catholic Reporter" piszący dla Newsweek i Vatican Insider, uważa, że proces kanonizacyjny powinien być bardziej demokratyczny i że gdyby ogłoszono wybory na świętego Wojtyła wygrałby je bez wątpienia - o czym świadczy najlepiej milion pielgrzymów przybyłych do Rzymu na kanonizację. To, że został świętym nie znaczy jednak, że jego pontyfikat ma same blaski - ma również głębokie cienie. Amerykanie zresztą w większości uważają, że instytucja świętego jest już mocno antykwaryczna i przestarzałe są procedury - zwłaszcza konieczność uznania cudu. Amerykański Washington Post położył na to naciski w artykule jezuity Jamesa Martina pt.: "Czy potrzebujemy jeszcze świętych?", podkreślając, że sceptycyzm panuje również wśród katolików.

Amerykańscy duchowni przyglądają się z drobnego dystansu

Watykan jednak z drogi wyznaczonej przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych zejść nie może, bo ten milion wiernych, uczestniczący we mszy kanonizacyjnej i inne setki milionów modlących się do Wojtyły, oczekują od niego wstawiennictwa do Boga i wyproszenie łask oraz cudów: uleczenie z chorób, posiadanie dzieci, wyjście z nałogów, pomoc w rozwiązaniu rodzinnych problemów, zdrowie dla bliskich. I tych antycznych rytuałów nikt nie zmieni - święci są od tego, żeby czynić cuda.
I nie ma sensu bić głową w mur, że Wojtyła został świętym, a nie powinien, gdyż ukrywał księży pedofilów, fotografował się z Pinochetem, przyczynił się do śmierci biskupa Öscara Romero, zamykał oczy na skandale finansowe w banku watykańskim IOR i zamknął ostatecznie kobietom drogę do kapłaństwa. Ludu Bożego, który wierzy w cuda to nie obchodzi. Już setki osób twierdzą, że otrzymały łaski za wstawiennictwem świętego Karola Wojtyły. To tak, jak tłumaczyć przesądnemu, aby nie łapał się za guzik gdy widzi kominiarza, albo nie przechodził na drugą stronę ulicy na widok czarnego kota.
Kult świętych dotyczy jedynie osób wierzących i jest to kult głęboko ludowy i antyczny. Niewierzących czy ateistów nie powinno w ogóle obchodzić kto zostaje katolickim świętym - bo świętość Jana Pawła II i prawda historyczna o jego pontyfikacie to dwie różne rzeczy. Do badania tej drugiej mają prawo i dziennikarze, i historycy, zarówno wierzący, jak i niewierzący.
Jest tylko jeden problem - zgodnie z wiarą katolicką święty idzie prosto do Raju. Świętego kanonizuje papież, a ponieważ jest on nieomylny - katolicy nie mają prawa krytykować jego świętości, ale jak twierdzi ojciec Lombardi - mogą go nie lubić. Dlatego jest tylu świętych, bo jedni są dla niektórych sympatyczni, inni antypatyczni.

Pielgrzymi z Kostaryki

Operacja polityczna godna jezuity

Papież Franciszek dokonując swojej pierwszej ważnej i podwójnej kanonizacji dokonał wielkiej operacji politycznej wskazującej drogę, którą potoczy się jego pontyfikat. Bergoglio wybrał swoich dwóch poprzedników, którzy są mu najbliżsi - przede wszystkim dlatego, że byli to władcy Kościoła popularni i kochani przez Lud Boży. 

Papież Franciszek z pastorałem Pawła VI
Jan XXIII był prostym księdzem ze wsi, który zdobył się na wielką odwagę by rozpocząć reformę Kościoła poprzez zwołanie Soboru Watykańskiego II. Jan Paweł II też był zwykłym człowiekiem, który w soborze uczestniczył jako młody biskup i w pierwszych latach pontyfikatu fascynował się jego osiągnięciami. Jak zauważyli to włoscy watykaniści - aby podkreślić jaką wagę podczas tej kanonizacji miał Sobór Watykański II, papież Franciszek posłużył się pastorałem Pawła VI, którego od dawna nikt nie używał. Gest ten podkreśla ciągłość pomiędzy Janem XXIII, który sobór zwołał, Pawłem VI, który go dokończył, Janem Pawłem II, dla którego jego poprzednik był wzorem w wielu sprawach - i Franciszkiem, który czuje się spadkobiercą tych wszystkich papieży i do wielkich reform soborowych chce powrócić w czasie swojego pontyfikatu. Niektórzy watykaniści żartowali nawet, że Bergoglio nie wyniósł na ołtarze dwóch świętych papieży ale Sobór Watykański II.
Jan XXIII otworzył Watykan na świat, a Jan Paweł II otworzył świat na Watykan, w swojej nieustającej pielgrzymce był jak św. Paweł, który głosił Dobrą Nowinę wychodząc do ludu. Bergoglio jest zafascynowany tymi dwoma aspektami, chce je połączyć i wcielić w życie. Bez wątpienia cechą charakterystyczną tych dwóch wielkich papieży XX wieku była empatia - potrafili podbić serca ludzi i przyciągnąć do Kościoła tłumy i Franciszek bierze z nich przykład.

Wierni siedzący na bruku, którym nie udało się wejść nawet na Via della Conciliazione

Media na dachu Via della Conciliazione
Na kanonizacji 27 kwietnia 2014 roku zobaczyliśmy jednak dwa Kościoły. Jeden masowy - ludowy wręcz - który koczował na ulicach Rzymu, aby oddać hołd swoim świętym i modlić się do nich żarliwie. Drugi Kościół władzy: dostojnicy duchowni, koronowane głowy, dygnitarze państwowi, arystokracja, polityczna i medialna śmietanka, dumna z tego, że dzięki zaproszeniom i specjalnym passom mogła dostać się jak najbliżej ołtarza, do strefy VIP-ów. Z jednej strony ubogi Kościół miłosierdzia i pokory, z drugiej Kościół wybranych, tych którym wydaje się, że zasługują na to, by stać bliżej świętych, a więc mieć bliżej do Boga.
Jak uważa Massimo Franco – autor książki „Watykan według Franciszka” - choć nowy papież wszystkim poleca z okna "Misericordinę" i chce naśladować świętego z Asyżu będzie potrafił rządzić tymi dwoma Kościołami wykorzystując je do własnych politycznych celów, jak na jezuitę przystało. Poprzez kanonizację dwóch wielkich papieży, którą koncelebrował z papieżem emerytem Benedyktem XVI, Bergoglio chce pokazać, że jego celem jest przezwyciężenie podziałów wewnątrz hierarchii, które nastąpiły w ostatnich czasach i praca nad jednością w Kurii i w Kościele Powszechnym.   

Papież emeryt na kanonizacji

Choć papież z Argentyny połączył w świadomości wiernych tych dwóch świętych, w rzeczywistości pomiędzy Janem XIII i Janem Pawłem II jest więcej różnic, niż zbieżności. Pierwszy był duchownym postępowym, drugi konserwatywnym. Roncalli chciał by Kościół zmierzył się wreszcie z modernizmem i zreformował zgodnie z duchem czasu. Wojtyła, choć był zafascynowany duchem soborowym, niektórych jego postanowień nigdy nie wprowadził. Za Roncallego mówiło się już o kapłaństwie kobiet, zniesieniu celibatu, zmianie podejścia do ludzkiej seksualności. Za Wojtyły tematy te były jeszcze na wokandzie, ale tylko po to, aby całkowicie zniknąć i zostać zdemonizowane jak w Średniowieczu. Jan XXIII otworzył Sobór Watykański II, Jan Paweł II praktycznie go pogrzebał.

Jest jednak jedna rzecz, która łączy tych dwóch papieży i o której niewielu chce dziś pamiętać. To Jan XXIII w 1962 roku zdecydował o przedruku instrukcji Crimen sollicitationis z 1922 roku (ujednolicającej procedury postępowania wobec kapłanów Kościoła katolickiego, oskarżonych m.in. o wykorzystywanie sakramentu pokuty do solicytacji, czyli składania propozycji seksualnych penitentom), z dodatkiem na temat procedur w przypadkach dotyczących zakonników. Egzemplarze tekstu, podpisanego przez kardynała Alfreda Ottavianiego, sekretarza Świętego Oficjum, miały być rozdane biskupom podczas Soboru Watykańskiego II (1962-1965), ale było ich zbyt mało - rozesłano je więc po diecezjach. Dokumentem Crimen sollicitationis posługiwano się, aż do wprowadzenia nowych norm, zawartych w motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela wydanym przez Jana Pawła II w 2001 roku.
Tak więc dwóch nowych świętych jednoczy nie tyle Sobór Watykański II, co milczenie Kościoła w sprawie pedofilii, której wcale nie zamyka podwójna kanonizacja.

Rzeźba Enrica Job w Cevo, która przed kanonizacją zabiła chłopca
 
Tragedia przed kanonizacją wstrząsnęła ludźmi

Jeżeli Bóg istnieje i dzięki wstawiennictwu świętych czyni łaski i cuda, jak zinterpretować tę nieszczęśliwą tragedię, która wydarzyła się przed kanonizacją i wstrząsnęła tak wieloma ludźmi, choć szybko mignęła w tle? Niepełnosprawny dwudziestoletni Marco Gusmini zginął podczas pielgrzymki do doliny Valcamonica w Lombardii, przygnieciony przez wielki krzyż poświęcony Janowi Pawłowi II. Jak na ironię losu chłopak mieszkał na ulicy Jana XXIII w Lovere, w prowincji Bergamo. Wielki krzyż (rzeźba autorstwa Enrica Job) został wzniesiony w miejscowości Cevo koło Bresci, aby upamiętnić wizytę duszpasterską Karola Wojtyły w 1998 roku w Alpach, z okazji setnej rocznicy urodzin papieża Pawła VI (ur. 26 września 1897 r. w Concesio w prowincji Bresci). Olbrzymia rzeźba, której część runęła na grupę młodzieży modlącej się pod nią właśnie w podziękowaniu za kanonizację tych dwóch świętych papieży – miała formę pastorału Pawła VI użytego przez Franciszka podczas tej wielkiej uroczystości: krzyż wygięty w łuk pod wpływem ciężaru ludzkich grzechów, które musi odkupić Chrystus. Marco Giusmini nie mógł uciekać jak inni – dlatego najprawdopodobniej zginął. Straszna tragedia, nieszczęśliwy wypadek, który rzucił przez moment cień na radosną atmosferę kanonizacji i dał do myślenia wielu katolikom, bardziej niż wszystkie inne zarzuty i oskarżenia.



Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu



Artykuł został napisany dla miesięcznika 


1 komentarz:

  1. Jak zawsze celnie pani Agnieszko! Zwrocila Pani uwage na te tragedie, o ktorej bylo naprawde cicho w mediach, a ktora powinna wielu dac wiele do myslenia.

    OdpowiedzUsuń