Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Loading...

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

niedziela, 26 października 2014

139. Czy Kościół się zmieni? - Refleksje po nadzwyczajnym synodzie Franciszka


Po synodzie dotyczącym spraw rodziny, który zakończył się 19 października br., w Rzymie, widać wyraźnie, że Kościół współczesny podzielił się na tych, którzy - używając słów samego papieża Franciszka - chcą zmienić kamień w chleb, aby nakarmić nim głodujących, i na tych, którzy chcą zmienić chleb w kamień, aby rzucać nim w grzeszników.

Czy synod przyniósł konkretne zmiany i nowości? Nic nowego w sferze antykoncepcji i in vitro. Żadnego oficjalnego przyzwolenia na związki partnerskie – choć to one znalazły się w centrum refleksji całego dokumentu końcowego. Żadnej dobrej nowiny dla rozwodników - ani w formie długo oczekiwanego zezwolenia na udział w Eucharystii, ani nawet w komunii duchowej - bo godzi to w sakrament ślubu (Co Bóg złączył, niech człowiek nie waży się rozłączyć). Nie dla ślubów i rodzin jednopłciowych, choć wreszcie była mowa o szacunku dla osób homoseksualnych.
Coś jednak drgnęło w Kościele. Ale co z tego będzie - chleb, czy kamień?
  
Czy można spodziewać się, by Kościół zmienił swoją tysiącletnią doktrynę w ciągu niespełna dwóch tygodni? Nie. Czy można liczyć na to, że ją kiedykolwiek zmieni...?
"Relatio Synodi" zawierające 62 paragrafy i przegłosowane przez biskupów biorących udział w synodzie nadzwyczajnym zwołanym w Watykanie przez Franciszka w październiku br., to tylko dokument wstępny, który ma zostać poddany szerszej konsultacji.
Konkluzje dotyczące tematów ujętych w "Relatio Synodi" zostaną przyjęte dopiero na synodzie zwyczajnym, którego datę papież wyznaczył na 4-25 października 2015 r. Ostatnie słowo w kwestii zmian doktrynalnych będzie należeć jednak do Bergoglia, zgodnie z dogmatem o nieomylności papieskiej.
W synodzie, na którym dyskutowano o współczesnych wyzwaniach Kościoła katolickiego związanych z rodziną, wzięło udział blisko 190 biskupów przybyłych do Rzymu z całego świata. Jest to organ doradczy papieża, który może zwoływać zgodnie z własną wolą.
Kolegialne obrady z udziałem przedstawicieli kościołów lokalnych ustanowił Paweł VI - papież, któremu zawdzięcza się kontynuację Soboru Watykańskiego II, otwartego przez Jana XXIII. Już na Soborze Watykańskim II poruszono pewne ważne kwestie doktrynalne jak: celibat, kapłaństwo kobiet, otwarcie na homoseksualistów, kolegialność biskupów i Eucharystia dla rozwodników. Z tego właśnie powodu zamknięcie pierwszego nadzwyczajnego synodu Franciszka zbiegło się z beatyfikacją Pawła VI (20 października 2014 r.).
Do tej pory organ doradczy papieża spotykał się 25 razy. Dwa inne synody nadzwyczajne odbyły się w 1969 i 1985 r. Nie był to też pierwszy synod poświęcony rodzinie. O jej problemach dyskutowano już na synodzie zwołanym przez Jana Pawła II w 1980 r., którego owocem była adhortacja apostolska "Familiaris Consortio", w której Wojtyła dokonał małego otwarcia w stosunku do rozwodników, zezwalając by brali oni udział w niektórych czynnościach życia wspólnotowego - na przykład we mszy. Jednak zezwolenie na przyjmowanie komunii świętej rozwiedzionym, którzy powtórnie weszli w cywilny związek małżeński - było i jest nie do przyjęcia dla Kościoła katolickiego i jego wiernych. Ten krok podkopuje fundament sakramentu ślubu - czyli jego nierozwiązywalności oraz przysięgę wierności małżeńskiej aż do śmierci. Miłosierne otwarcie Kościoła na ludzi, którzy powtórnie ułożyli sobie życie małżeńskie, a nadal czują się i chcą być praktykującymi katolikami - otwarcie, którego od początku swojego pontyfikatu chce papież Franciszek – w katolicyzmie może być nigdy nie możliwe, gdyż wprowadza niejasności i dylematy dotyczące natury grzechu.

Rozwodnicy i homoseksualiści

Trudno się więc dziwić, że wśród trzech paragrafów z "Relatio Synodi", które nie uzyskały 2/3 głosów potrzebnych do ich akceptacji - tym, który napotkał na największy opór (104 głosy za i 74 przeciw) było dopuszczenie rozwodników do Eucharystii (paragraf 52). To kwestia sprawiająca katolickim sumieniom najwięcej problemów. Jak się okazuje sakrament ślubu jest dla katolików fundamentalny - rozwodnik jest grzesznikiem i takim pozostać powinien. Świadczy o tym również fakt, że paragraf 53 mówiący o przyzwoleniu rozwiedzionym na komunię duchową nie uzyskał kworum (112 głosów za i 64 przeciw). Komunia duchowa, która mogłaby zastąpić komunię materialną - budzi znaki zapytania, bo jeśli grzesznicy mogą przystępować do komunii duchowej, to dlaczego nie do tej prawdziwej, sakramentalnej?
Na synodzie większości kwalifikowanej nie zdobył także paragraf 55 proponujący otwarcie się Kościoła na rodziny homoseksualne. Choć mówi on jasno o tym, że "nie ma żadnej, nawet najbardziej odległej możliwości, aby związki homoseksualne zostały w jakimkolwiek stopniu zrównane z rodziną lub stały się jej fundamentem" - w punkcie tym była mowa, że "osoby homoseksualne muszą być traktowane z szacunkiem i delikatnością" oraz że "w stosunku do nich należy unikać wszelkich oznak niesprawiedliwej dyskryminacji”. Za przyjęciem paragrafu 55 głosowało 118 biskupów – przeciwko 62.
Papież Franciszek uczestniczył w obradach synodu, choć nie zabierał głosu. Najprawdopodobniej spodziewał się większej otwartości mentalnej ze strony głów lokalnych kościołów i niektórych ważnych hierarchów watykańskich. Jak wyjaśnił rzecznik Watykanu – ojciec Federico Lombardi – publikacja Relatio – zarówno tego przygotowującego podsumowanie obrad, jak i końcowego – jest w tradycji Kościoła. Nowością było jednak to, że papież nakazał również ujawnienie do publicznej wiadomości ilości głosów, którymi zostały zatwierdzone lub nie, wszystkie 62 paragrafy.
Choć synod odbywał się za zamkniętymi drzwiami – wiele informacji przeciekało do prasy. Na obradach – a zwłaszcza w kuluarach było burzliwie. Temat rozwodników i homoseksualistów rozpalił serca, głowy, a także języki niektórych biskupów.

Spory wokół "Relatio post disceptationem"

Burzę w Watykanie wywołała nadinterpretacja medialna dokumentu podsumowującego pierwszy tydzień obrad synodu - "Relatio post disceptationem", przygotowanego przez węgierskiego kardynała Pétera Erdő i podanego do wiadomości publicznej. Czołowe światowe media pisały o tym, że Kościół otwiera się na homoseksualistów. Zamieszanie wywołało zdanie zawarte w jednym z paragrafów dokumentu: "Osoby homoseksualne posiadają zalety i dary, które mogą zaoferować wspólnocie chrześcijańskiej".
Jak wynika z doniesień kuluarowych – synod podzielił się na reformatorów i konserwatorów. Do pierwszej grupy należeli Walter Kasper, Bruno Forte, Damasceno Assis (kardynał brazylijski, który osobiście napisał fragmenty Relatio dotyczące homoseksualistów),  Christop Schonborn, Antonio Spadaro. Konserwatorom przewodził kard. Raymond Leo Burke (kierujący Najwyższym Trybunałem Sygnatury Apostolskiej), Gerhard Ludwig Müller (prefekt Kongregacji Nauki Wiary), kard. Carlo Caffarra z Bolonii, kard. George Pell, kard. Andre Vingt-Trois, do których dołączył także abp. Stanisław Gądecki (przewodniczący KEP) oraz abp. Zbigniew Stankiewicz z Rygi. To Gądecki jako pierwszy zaczął bić na alarm z głośników polskiej sekcji Radia Watykańskiego, że "Relatio post disceptationem" jest odejściem od nauk Jana Pawła II i zawiera elementy „ideologii antymałżeńskiej” oraz „przedstawia naukę Kościoła tak, jakby do tej pory była nieludzka, a teraz stała się miłosierna”.
Hierarchowie watykańscy posunęli się jednak do czegoś gorszego. Delegacja konserwatorów udała się do rezydencji papieża emeryta Benedykta XVI, by prosić go o interwencję. Ratzinger – który przez lata stał na straży doktryny katolickiej jako prefekt byłego Sant’Uffizio - odpowiedział im, że nie on jest papieżem i przekazał dyskretnie pisemną informację o „puczu” do Bergoglia. Benedykta XVI pokazał, że lojalnie stoi po stronie Franciszka.
Papież przybyły z Ameryki Łacińskiej, gdzie od kilku lat toczy się rewolucja światopoglądowa i gdzie w Argentynie oraz Brazylii wprowadzono już śluby par homoseksualnych – nie spodziewał się, że w katolickiej Europie panuje nadal tak konserwatywny beton i że niektórzy jego obrońcy są gotowi wymówić mu posłuszeństwo lub doprowadzić do schizmy. Teraz już wie – i jako doświadczony jezuita będzie jeszcze bardziej ostrożny.

Nihil novum

Choć watykańscy obserwatorzy podkreślają, że konserwatorzy są w mniejszości i że synodowi jednak przyświecał duch otwartości na rozwodników i homoseksualistów – w dokumencie końcowym brak śmiałych tez, które zastąpiły same ogólniki. W „Relatio Synodi” zniknęło wiele sformułowań proponowanych w "Relatio post disceptationem". Co prawda z paragrafu 56 zniknęło również słowo „gender” - nazbyt trywialne, aby znaleźć się w dokumencie watykańskim (synod uważa, że jest "nie do przyjęcia", iż "instytucje międzynarodowe udzielają pomocy finansowej mającej na celu wprowadzanie ustawodawstwa inspirowanego przez ideologię gender") – przesłanie tego paragrafu pozostało: „Jest całkowicie nie do przyjęcia, żeby pasterze Kościoła cierpieli presje w tej sprawie (związki homoseksualne – przyp.aut) i że organy międzynarodowe udzielają pomocy finansowej dla biednych krajów, mającej na celu wprowadzenie przepisów, które ustanawiają "małżeństwa" między osobami tej samej płci”. Widząc, że paragraf 55 - mówiący o szacunku dla homoseksualistów – nie uzyskał kworum, wszystko co dotyczy osób o odmiennej orientacji seksualnej niż ta hetero, w dokumencie końcowym synodu sprowadza się tylko do tego… Trudno się dziwić, że katolickie środowiska LGBT są rozczarowane.
Czy obrady były rzeczywiście rewolucyjne pod wieloma względami? Ten synod pokazał na pewno, że papież Franciszek jako Biskup Rzymu chce powrócić do kolegialności. Po raz pierwszy po blisko 27 latach pontyfikatu Jana Pawła II i kolejnych 7 Benedykta XVI, widać wyraźnie, że Kościół katolicki ma wiele dusz - że są w nim konserwatorzy, ale także rośnie skrzydło reformatorskie. Synod nadzwyczajny udowodnił również, iż Kościół katolicki nie jest tylko monarchią absolutystyczną, zarządzaną przez autorytet papieża. Ujawnił, że istnieje Kościół Powszechny, który chce szukać dialogu. Ważne jest również to, że po raz pierwszy w historii obrady biskupów dotyczące problemów rodziny poprzedziła ankieta, którą episkopaty wszystkich krajów miały przeprowadzić wśród wiernych, i w której padły pytania o antykoncepcję, związki partnerskie, homoseksualizm i rozwodników.
Niestety, jak widać po „Relatio Synodi”, nie tylko biskupi – ale przede wszystkim sami katolicy nie chcą zmienić swojej doktryny w sferze moralnej: większość z nich nadal nie akceptuje homoseksualistów, rozwód uważa za grzech śmiertelny, sakrament ślubu za świętość, nie zgadza się na żadną formę antykoncepcji, jest przeciw in vitro i akceptuje życie w związkach partnerskich jedynie z powodów ekonomicznych, ale zawsze z docelową perspektywą ślubu kościelnego. Co może zrobić sam jeden papież Franciszek? Aby zmienić Kościół, musiałby najpierw zmienić mentalność samych katolików. Ma na to rok, do następnego synodu – ale czy 360 dni wystarczy…?

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

dla


piątek, 26 września 2014

138. Sprawa Wesołowskiego to test dla papieża Franciszka

Zakrzewicz: Sprawa Wesołowskiego to test dla papieża Franciszka
,

  
Czy polska prokuratura otrzyma z Watykanu dokumenty dotyczące abp. Wesołowskiego?
Były nuncjusz Wesołowski mieszkał w Domus Internationalis „Paulus VI” na ulicy Scrofa 70, w samym centrum Rzymu, dwa kroki od Placu Navona. Przestrzenne i wygodne pokoje w antycznym pałacu, całkowita gwarancja prywatności, nocleg z całodniowym wyżywieniem – 85 euro dziennie. Kto za to płacił? Jeszcze nie wiemy.

– Dzień dobry. Jak długo były arcybiskup Wesołowski u was mieszkał? – pytam i słyszę, że głos po przeciwnej stronie zamiera w słuchawce.
– Hm… Nie jestem upoważniony udzielić żadnej informacji na to pytanie – odpowiada mi człowiek z portierni hotelu dla hierarchów kościelnych, a po kilku innych pytaniach mówi: – Ja tu pracuję krótko…
– Może od trzech godzin – komentuję z przekąsem…
– Tak. Pracuję tu od trzech godzin… – podchwytuje natychmiast.

Gdzie ukrywał się były nuncjusz papieski, którego Watykan sam zaaresztował? Nie uwierzycie! W tym samym hotelu, do którego Jorge Mario Bergoglio przyjeżdżał jako kardynał. Pamiętacie tę wzruszającą scenę, kiedy nowo wybrany papież argentyński zabiera swoją walizkę i płaci sam rachunek?

Właśnie tam mieszkał sobie były ambasador Stolicy Apostolskiej, aż do momentu, w którym biskup pomocniczy Dominikany Victor Masalles nie „wyćwierkał” na Twitterze: „Było dla mnie niespodzianką widzieć Wesołowskiego, jak przechadza się po ulicy Scrofa w Rzymie. Milczenie Kościoła zraniło Lud Boży”.

Czy Franciszkowi ktoś doniósł o tym, że jego podwładny najwyższej jak dotąd rangi umoczony po uszy w pedofilii i pedofilskiej pornografii, zamieszkuje jego ulubiony hotel? Chyba tak. Jak mówi Giacomo Galeazzi – watykanista „La Stampa” i „Vatican Insider”: „Wesołowski, który przechadza się po Rzymie i do tego mieszka w ulubionym hotelu papieskim, był zagrożeniem dla wizerunku Watykanu”.

Ktoś jednak musiał też pomóc Wesołowskiemu, skoro w dzień aresztowania, kiedy było już wiadomo, że Franciszek podpisał nakaz – były nuncjusz na progu Kongregacji Nauki Wiary pojawił się ze wszystkimi dokumentami, które wskazują na to, że jako stary schorowany człowiek nie może iść do więzienia, ale co najwyżej do aresztu domowego.


Spartańskie warunki

Wiadomość o aresztowaniu Wesołowskiego przez żandarmerię watykańską podał jako pierwszy włoski dziennik „La7”. Jak potwierdza Galeazzi, nastąpiło ono z woli papieża. Były dyplomata papieski został osadzony w Kolegium Penitencjarzy w Watykanie, zajmującym dwa piętra powyżej gmachu sądu, gdzie mieszka wspólnota 14 spowiedników z bazyliki watykańskiej wraz z rektorem ojcem Rocco Rizzo. Jest wśród nich kilku Polaków. Wszyscy pełnią dyżury w konfesjonałach bazyliki, spowiadając wiernych w kilku językach. Kolegium Penitencjarzy znajduje się bardzo blisko Domu świętej Marty, gdzie mieszka papież Franciszek.

Jak donosiły włoskie media, były nuncjusz papieski jest przybity, modli się i pokutuje.

Już 27 czerwca Kongregacja Doktryny Wiary podjęła decyzję o wydaleniu Wesołowskiego ze stanu duchownego. Wyrok miał się uprawomocnić po dwóch miesiącach i były arcybiskup złożył od niego odwołanie, zgodnie z przysługującym mu prawem. Jego proces apelacyjny miał rozpocząć się w październiku. Tymczasem papież Franciszek jako monarcha wydał nakaz aresztowania swojego obywatela – co zaskoczyło wszystkich. Co miało na to wpływ? Jak potwierdził ojciec Federico Lombardi – rzecznik Watykanu – groźba ucieczki. Do Stolicy Apostolskiej napłynęły też wszystkie dokumenty z Dominikany. Wesołowski jest oskarżony nie tylko o wykorzystanie 7 nieletnich, ale znaleziono u niego również pornografię dziecięcą. Oskarżonemu grozi od 6 do 7 lat więzienia i będzie sądzony przez watykański Trybunał Sprawiedliwości. Po procesie papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele będzie to druga sprawa karna w Watykanie – przed sądem stanie jednak po raz pierwszy dostojnik takiej rangi oskarżony o pedofilię i posiadanie pornografii dziecięcej. Proces karny ma się rozpocząć jak najszybciej – jeszcze przed końcem tego roku, ale najprawdopodobniej wszystko potrwa kilka miesięcy.

Były arcybiskup nie może być wydalony do Polski i tu sądzony, choć wszystkie media o tym mówią. Jak poinformował mnie Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, w Polsce jest prowadzone dochodzenie w sprawie abp. Wesołowskiego, bo nasz kraj ma prawo i obowiązek ścigać swoich obywateli za przestępstwa karne także za granicą. Niestety nie ma jednak podstaw do postawienia mu w Polsce zarzutów, bo prokuratura polska nie otrzymała dokumentów z Dominikany, które zostały wysłane do Watykanu. Polska zwróciła się do Watykanu z prośbą o współpracę prawną i udostępnienie dokumentów obciążających Wesołowskiego. Na razie jednak ich nie otrzymała.


Historia Wesołowskiego

Wiadomość o tym, że nuncjusz apostolski w Dominikanie arcybiskup Józef Wesołowski został odwołany ze stanowiska w związku z oskarżeniami o pedofilię, obiegła świat błyskawicznie w pierwszych dniach września 2013 roku. Informację podał należący do włoskiego dziennika „La Stampa” portal „Vatican Insider”. Potwierdził ją w końcu watykański rzecznik prasowy ojciec Lombardi, informując, że decyzję podjął papież Franciszek 21 sierpnia ubiegłego roku.

Polski duchowny został wezwany do Watykanu w celu wyjaśnienia stawianych mu zarzutów. O jego oddaleniu z urzędu informowała krótka nota, bez podania żadnych przyczyn.

Jak napisał „Vatican Insider”: „Potwierdziło się tylko to, co było wiadomo już od dłuższego czasu: że nuncjusz papieski miał inklinacje »non sanctas«. Od kilku miesięcy również w Rzymie krążyły plotki o skłonnościach alkoholowych prałata. Nic jednak nie zapowiadało oddalenia”.

Według włoskiego portalu bomba wybuchła już w lipcu 2013 roku, gdy arcybiskup Santo Domingo, kardynał Nicolás de Jesús López Rodríguez, wysłał do Stolicy Apostolskiej dokumentację z konkretnymi oskarżeniami. Sekretariat Stanu zajął się sprawą, poinformował papieża, a ten zdecydował o odwołaniu. Franciszek postąpił zgodnie z wypracowaną w ostatnich latach procedurą uruchamianą w przypadku oskarżeń duchownych o nadużycia seksualne wobec nieletnich: osobę oskarżoną odwołał z funkcji kościelnej i zarządził postępowanie wyjaśniające, które w takich przypadkach od 2002 roku prowadzi Kongregacja Nauki Wiary.

Dominikańskie Forum na Rzecz Świeckiego Państwa im. Eugenio Maria de Hostosa stwierdziło, że Wesołowskiemu pozwolono wyjechać z Dominikany bez postawienia mu zarzutów i bez pociągnięcia do odpowiedzialności. Ucieczkę umożliwił Kościół katolicki.

Ojciec Lombardi pytany o to na konferencji prasowej w Rzymie, odpowiedział, że Watykan nie ma intencji ukrywać nuncjusza Wesołowskiego i będzie współpracował z cywilnym wymiarem sprawiedliwości, jeśli oskarżenia się potwierdzą.


Prawda, a nie fałszywa afera medialna…

Abp. Wesołowskiego przez prawie rok śledzili dominikańscy dziennikarze. Skandal wybuchł po tym, jak lokalna telewizja wyemitowała reportaż Nurii Piera, szefowej kanału informacyjnego NCDN. Na filmie widać polskiego duchownego przebranego za turystę (w spodniach dresowych, białej koszulce i czapeczce), przechadzającego się w nadbrzeżnej dzielnicy Zona Colonial, w pobliżu plaży Montesinos, miejsca uznawanego za punkt spotkań prostytuujących się nieletnich i ich klientów. Pokazany jest też arcybiskup w cywilu pijący duże piwo. Dziennikarze z ukrytą kamerą rozmawiali z okolicznymi mieszkańcami, którzy widywali nuncjusza w tym znanym miejscu niecieszącym się dobrą sławą oraz z nieletnimi, którzy go poznali i otrzymywali od niego pieniądze. Odpowiadając na zarzut, że nie przedstawiła żadnego konkretnego dowodu, Piera przeprowadziła rozmowę z nieletnim, który był domniemaną ofiarą Wesołowskiego. Chłopak rozpoznał go na zdjęciu i twierdził, że znał polskiego duchownego jako „Giuseppe”. Nuria Piera podała też informację, że wiele światowych mediów nagłośniło sprawę, ale tylko polska prasa wysuwała wątpliwości co do prawdziwości oskarżeń.

W dominikańskich mediach pojawiły się doniesienia, że nuncjusz sypiał z dziećmi podczas jednego z obozów religijnych w Juan Dolio. Wybierał ponoć zawsze piątkę najmłodszych. Informacja ta była jednak dementowana przez miejscowy dziennik „Diario Libre”, który przytaczał oświadczenia rodziców twierdzących, że ich wypowiedzi zostały zmanipulowane.

„Diario Libre” przedrukował również artykuł Ismaela Rodrígueza Sáncheza, który w portorykańskim portalu elnuevodia.com przypominał, jak nuncjusz Wesołowski próbował ingerować w politykę Portoryko, stając po stronie nacjonalistycznej partii Partido Nuevo Progresista i wchodząc w poważny zatarg z abp. Roberto Octavio Nievesem, byłym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Portoryko w latach 2000-2007. Nieves pod koniec lat 80. był biskupem pomocniczym archidiecezji w Bostonie i przyjął sakrę biskupią z rąk kardynała Bernarda Francisa Lawa – oskarżonego o zatuszowanie jednego z największych skandali pedofilii klerykalnej. Również na portorykańskiego arcybiskupa zostały złożone doniesienia do Watykanu o tym, że ukrywał księży pedofilów. Okazały się one później fałszywe, a były rozpowszechniane właśnie przez sprzymierzeńców nuncjusza Polaka, chcących usunąć arcybiskupa San Juan di Porto Rico. Jak podał „Vatican Insider”, zaraz po odwołaniu Wesołowskiego sądzono, że jest ono związane właśnie z tą historią, szybko jednak wybuchł światowy skandal. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie?

Natomiast według dominikańskich mediów sprawa papieskiego dyplomaty z Polski, który otrzymał święcenia kapłańskie z rąk. kardynała Karola Wojtyły w 1972 roku, wiązała się też z dochodzeniem prowadzonym wobec innego jego rodaka, 36-letniego ks. Wojciecha Gila, proboszcza w Juncalito, znanego w Dominikanie jako „padre Alberto”.


Kluczowy skandal

Sprawa abp. Józefa Wesołowskiego jest bardzo delikatna i powinna zostać uczciwie wyjaśniona. 

Już po odwołaniu Wesołowskiego prymas Dominikany kardynał Nicolás de Jesús López Rodríguez wezwał wymiar sprawiedliwości do zdecydowanego działania w kwestii oskarżeń duchownych o pedofilię i zastosowania sankcji przewidzianych w kodeksie karnym. „Ten, kto źle czynił, niech odpowiedzialnie oczekuje na konsekwencje swych czynów” – napisał hierarcha w liście odczytanym na konferencji prasowej w siedzibie Konferencji Episkopatu Dominikany i poprosił o wybaczenie ewentualne ofiary „bezdusznych, którzy ich wykorzystywali”. Stwierdził, że konieczne jest oczyszczenie Kościoła przez wykluczenie z posługi kapłańskiej tych, którzy postępują niegodnie i „nie zasługują na miano kapłanów”, i prosił o pomoc w tym uczciwych duchownych.

To był pierwszy taki krok ze strony Kościoła w Ameryce Łacińskiej, bo do tej pory była ona białą plamą na mapie skandali pedofilskich. Molestowanie seksualne do dziś było tam tematem tabu, nie ma stowarzyszeń ofiar, nie prowadzi się statystyk i nie wybuchają większe skandale – oprócz sprawy Marciala Maciela Degollado.

Jak można przeczytać na jednym z blogów iberoamerykańskich Iglesia y pedofilia en el mundo – to właśnie statystyki zmuszają do pewnej refleksji: „Ponad 4150 duchownych zamieszanych w skandale seksualne, 10.123 ofiary, 3971 przypadków pedofilii na świecie odnotowanych przez Kościół do marca 2013 roku. Natomiast z danych podawanych przez różne organizacje pozarządowe jak bishop-accoutntability.org, Vunetnews czy Wikipedia wynika, że tylko w Stanach Zjednoczonych było 3777 przypadków pedofilii klerykalnej. To znaczy, że na resztę świata przypada ich tylko 194?".

Do tej pory wielkie skandale wybuchły w USA, Irlandii, Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii, Australii, Kanadzie, na Malcie i w tych krajach w jakimś stopniu z problemem się uporano, próbując wejść na drogę całkowitej jawności i prewencji. Sprawa nuncjusza Wesołowskiego może być przełomowa dla Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza że blisko 80 procent obywateli we wszystkich krajach tego kontynentu krytykuje milczenie Kościoła.


Co zrobi papież?

Afera z udziałem polskiego duchownego będzie też wielką próbą dla Franciszka, która pokaże, jak chce on walczyć z pedofilią. Czy jednak Bergoglio zdobędzie się na wielki krok i rzeczywiście doprowadzi do tego, by Kościół współpracował z cywilnymi organami sprawiedliwości poszczególnych państw oraz zezwoli na to, by duchowni, odpowiedzialni za gwałty i molestowanie nieletnich ponosili odpowiedzialność zgodnie z kodeksem karnym i byli wydalani do krajów, w których popełnili zbrodnie?

Czy też wysokiej rangi duchowny zostanie skazany przez trybunał watykański, a potem ułaskawiony przez papieża jak Paolo Gbrieli i spędzi resztę życia na pokucie jak Marcial Maciel Degollado?

W rezultacie nie będzie więc mógł nosić sutanny i odprawiać mszy świętej. Czy to adekwatna kara dla pedofila, który wykorzystywał ubogie dominikańskie dzieci?

Ze sprawą Wesołowskiego łączy się jeszcze jedna smutna refleksja dotycząca ukrywania duchownych o skłonnościach „non sanctas”, o których Kościół dobrze wiedział, na placówkach w dalekich krajach, w małych parafiach na końcu świata, z dala od tych, co wiedzą i widzą, a przede wszystkim od mediów.

Jak papież Franciszek rozwiąże całą sprawę? I czy polska prokuratura otrzyma dokumenty z Watykanu? – zobaczymy.


Czytaj także:
Arkadiusz Stempin: Walka z „trądem” w Watykanie

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20140925/zakrzewicz-sprawa-wesolowskiego-test-dla-papieza-franciszka

 

poniedziałek, 8 września 2014

Po raz pierwszy w Polsce hierarchowie Kościoła katolickiego będą zeznawać w sprawie ukrywania pedofilii

Warszawa, 08.09.2014
Maria Mucha
Ocaleni I Polish Survivors
www.ocaleni.org
+48 609 082 900
ocaleni.polska@gmail.com

Po raz pierwszy w Polsce hierarchowie Kościoła katolickiego będą zeznawać w sprawie ukrywania pedofilii

Precedensowa sprawa z powództwa ofiary księdza pedofila - Marcina K. z Kołobrzegu – to nie tylko pierwsza w Polsce rozprawa o odszkodowanie od Kościoła, ale także pierwszy raz, kiedy sąd w Polsce wzywa hierarchów do tłumaczenia się ws. zaniedbań dotyczących ich podwładnego – księdza.

Sprawa toczy się nie tylko przeciwko oprawcy Marcina K, księdzu Zbigniewowi Ryckiewiczowi (skazanemu za pedofilię wyrokiem prawomocnym 20.12.2012 roku na karę dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności), ale także przeciwko diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu, gdzie ks. Ryckiewicz piastował stanowisko proboszcza. Na najbliższej rozprawie, 12 września br., zostaną przesłuchani hierarchowie Kościoła: kard. Kazimierz Nycz Metropolita warszawski (biskup koszalińsko-kołobrzeski w latach 2004-2007) oraz abp Marian Gołębiewski Metropolita wrocławski (biskup koszalińsko-kołobrzeski w latach 1996-2004). Świadkowie ci zostaną przesłuchani za pomocą telekonferencji - złożyli taki wniosek, nie chcąc odpowiadać osobiście na pytania Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Hierarchowie boją się zeznawać w Koszalinie, gdzie będzie roiło się od dziennikarzy

Prosimy więc media o przybycie przed sądy, w których zeznawać będą hierarchowie. Rozprawa będzie jawna, dzięki czemu będą mieli Państwo możliwość wysłuchać na żywo zeznań świadków:

1.   kard. Kazimierz Nycz odpowiadać będzie w dniu 12 września o godz. 9.00 w Sądzie Okręgowym w Warszawie I Wydział Cywilny al. Solidarności 127, sala 464.

2.   abp Marian Gołębiewski 12 września o godz. 10 w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu I Wydział Cywilny ul. Sądowa 1, sala 103.

To już druga rozprawa

Przypominamy:

Pozew o zadośćuczynienie złożył Marcin K., reprezentowany pro bono przez mec. Wojciecha Dobkowskiego z ramienia Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. To pierwszy tego rodzaju proces w Polsce. Marcin K. domaga się od pozwanych - diecezji, parafii i księdza R. - zapłacenia solidarnie (jeśli jeden z pozwanych zapłaci żądaną sumę, uwolni pozostałych od roszczeń) 200 tys. zł zadośćuczynienia i opublikowania przeprosin na łamach "Newsweeka", "Polityki" i "Gazety Wyborczej".

Pozew oparto na podstawie artykułów 23, 24, 416 i 430 Kodeksu cywilnego. Dwa pierwsze przepisy mówią o ochronie dóbr osobistych. Dwa kolejne dotyczą obowiązku naprawienia przez osobę prawną - w tym przypadku diecezję i parafię - szkody wyrządzonej z jej winy oraz poniesienia odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez podlegającego kierownictwu przy wykonywaniu powierzonej czynności.

Mocne zarzuty

Podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się 13 czerwca br. W Sądzie Okręgowym w Koszalinie świadkiem był min. Robert Dziemba, dziennikarz kołobrzeski, który zeznał, że informował diecezję koszalińsko-kołobrzeską o innych przypadkach molestowania przez tego samego księdza, Zbigniewa Ryckiewicza, po zgłoszeniu się do niego rodziców innego skrzywdzonego. Przekazał te informacje księdzu, wysoko postawionemu pracownikowi kurii biskupiej w Koszalinie, który miał je przekazać ówczesnemu biskupowi ordynariuszowi Kazimierzowi Nyczowi. Świadek, powołując się na tajemnicę dziennikarską, nie ujawnił danych księdza z którym rozmawiał.

Zdaniem Marcina K., owym wysoko postawionym księdzem w kurii, który posiadł od Dziemby tę informację, był ks. Dariusz Jaślarz, były rzecznik prasowy Kurii koszalińsko – kołobrzeskiej, którego z Dziembą łączyła dobra znajomość. Ks. Jaślarz decyzją Sądu został wezwany do złożenia wyjaśnień w dniu 12 września o godz. 10.30

Szemrana linia obrony:Nie dostaliśmy sygnałów ws. pedofilii"

Kard. Kazimierz Nycz
Kard. Kazimierz Nycz odpiera zarzuty. Zapewnia, że nic nie wiedział o skłonnościach pedofilskich księdza Zbigniewa Ryckiewicza. "[Nycz] za pośrednictwem rzecznika kurii warszawskiej, ks. Rafała Markowskiego, przekazał, iż za jego czasów w Koszalinie nie istniał problem pedofilii w odniesieniu do księdza R., mówiono natomiast o jego skłonnościach homoseksualnych"- czytamy w tekście Konrada Sawickiego w "Tygodniku Powszechnym" [Tygodnik Powszechny - "W imię fałszywie pojętej troski" nr wyd. 17-18, 28.IV-5.V. 2013 rok].

Jednak na pewno o skargach na ks. Ryckiewicza wiedział przynajmniej jeden z księży pracujących w kurii, w czasie, gdy biskupem koszalińsko-kołobrzeskim był właśnie obecny metropolita warszawski - kard. Kazimierz Nycz (2004-2007). Tak wynika z zeznań świadka Roberta Dziemby.

Abp Marian Gołębiewski
Do kurii już wcześniej miały trafiać skargi na ks. Zbigniewa R. Marcin K. mówił sądowi o młodym wikarym, który już w 1999 r. (gdy na czele kurii stał abp Marian Gołębiewski) miał zawiadomić kurię o postępowaniu ks. R. Gdy nie spotkało się to z reakcją władz kościelnych, młody ksiądz porzucił kapłaństwo.

Ale abp Gołębiewski twierdzi, że takie informacje do niego nie dotarły: "Jeśli dobrze pamiętam, ks. Ryckiewicz otrzymał ode mnie upomnienie kanoniczne w roku 2001 z zagrożeniem kary kościelnej. Ponieważ postawa ks. Ryckiewicza zmieniła się po tym upomnieniu, pełnił dalej swoje funkcje. Upomnienie nie odnosiło się do kwestii pedofilii, ponieważ informacji o takich czynach w czasie pełnienia mojej posługi w Koszalinie nie posiadałem. Informacje takie pojawiły się później, już po moim odejściu z Koszalina" - czytamy w “TP”. [Tygodnik Powszechny - "W imię fałszywie pojętej troski" nr wyd. 17-18, 28.IV-5.V. 2013 rok].

Linia obrony - największe absurdy

1.Broniąc się przed żądaniami pozwu, parafia św. Wojciecha argumentuje, że Marcin K. „z całą pewnością nie wiedział, że sprawca czynu jest proboszczem, a tym bardziej, aby odróżniał proboszcza od innego księdza wykonującego posługę duszpasterską, a niebędącego proboszczem". Skąd ta pewność - nie wiadomo.

2.Odnosząc się do roszczeń niemajątkowych (przeprosiny na łamach dwóch ogólnopolskich gazet), parafia podkreśla, że sąd świecki nie ma żadnych uprawnień do jakichkolwiek ocen poczynań duchownych, bowiem ich dotyczy w tym zakresie wyłącznie prawo kanoniczne.

3.Przedstawiciele diecezji starają się przekonać sąd, że ks. Zbigniew R. wykorzystywał ofiarę „po pracy", a więc, że nie wykonywał w danym momencie żadnych obowiązków służbowych, czyli gwałcił go prywatnie i na własny rachunek. „Pierwsze spotkanie [z Marcinem K.] miało charakter całkowicie przypadkowy i nastąpiło na cmentarzu, skąd Zbigniew R. wracał po odprawieniu pogrzebu, a więc już po zakończeniu czynności kapłana. Za wykonywanie powierzonych czynności w żaden sposób nie może też zostać uznany sam fakt noszenia stroju charakterystycznego dla osoby duchownej, czy też zamieszkiwania na plebanii (gdzie jeszcze tego samego dnia doszło do pierwszego gwałtu)" – podkreślają cynicznie prawnicy pozwanej Diecezji.


4.Diecezja argumentuje ponadto, że stosunek podległości proboszcza wobec biskupa jest... bardzo luźny, o czym świadczy rzekomo kanon 396 Kodeksu prawa kanonicznego, z którego wynika, że kontrola prawidłowości funkcjonowania parafii ma być przez ordynariusza przeprowadzana jedynie raz na pięć lat.

Więcej informacji udzielą:
Dr Adam Bodnar, Prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka +48 603 608 400
Mecenas Wojciech Dobkowski +48 501 106 687

wtorek, 22 lipca 2014

Zbiórka na Dni Świeckości 2014

Zbiórka na Dni Świeckości 2014

Pomóż zorganizować Dni Świeckości!
Koalicja Postęp i Świeckość od 2012 roku organizuje w Krakowie Dni Świeckości, na których program składają się spotkania, debaty oraz wieńczący je Marsz na rzecz Świeckości. Gościliśmy już wielu panelistów i panelistek na tłumnie odwiedzanych dyskusjach, zorganizowaliśmy parę wystaw, lecz przede wszystkim maszerowaliśmy ulicami Krakowa, domagając się poszanowania świeckości państwa. Co roku poprzeczkę stawiamy sobie coraz wyżej, starając się poruszać jak najciekawsze tematy i zapraszać znanych publicystów, dziennikarzy, przedstawicieli świata akademickiego i polityki.
Z roku na rok obserwujemy z niepokojem narastającą klerykalizację polskiego życia publicznego. Ostatnie tygodnie to apogeum ofensywy zwolenników państwa wyznaniowego, w którym możemy wkrótce wszyscy się obudzić, o ile już teraz nie wyrazimy głośnego sprzeciwu. Sprzeciwu, który wyjdzie poza komentarze w Internecie. Aby ten głos był słyszalny, chcemy dotrzeć do liczniejszej grupy ludzi niż dotychczas.
Do tej pory organizowaliśmy Dni Świeckości, finansując je z naszych prywatnych środków. Chcemy jednak, aby Dni stawały się coraz większą imprezą, stymulującym intelektualnie świętem humanistów, wolnomyślicieli, ateistów i agnostyków, a również wierzących, którzy opowiadają się za świeckością. Dlatego apelujemy do wszystkich podzielających nasze przekonania – pomóżcie nam sfinansować organizację tegorocznych Dni Świeckości! Liczy się każda, nawet najdrobniejsza wpłata.
Jeśli uda się nam osiągnąć pułap:
2 000 złotych – sfinansujemy zakup porządnego „wędrownego” zestawu nagłaśniającego na Marsz Świeckości
5 000 złotych – pokryjemy wydatki związane z wynajmem sal na wydarzenia i kosztami podróży/noclegu zaproszonych gości
9 000 złotych – wykupimy czas reklamowy w telewizji komunikacji miejskiej i inne dostępne cenowo formy promocji
12 000 złotych – wyprodukujemy gadżety pamiątkowe dla wszystkich uczestników Dni i jeszcze starczy na billboard, bądź dwa :)
Wspierajcie, udostępniajcie ten apel i przyjeżdżajcie tłumnie do Krakowa w ostatni weekend września na III Dni Świeckości!
Wpłaty z dopiskiem „Dni Świeckości 2014 – darowizna” prosimy kierować na konto:
Stowarzyszenie Wszechnicy Oświeceniowo-Racjonalistycznej
76 1540 1115 2044 4972 6763 0001
(sprawozdanie ze zbiórki zostanie opublikowane 30 października)
Szczegółowy program tegorocznej imprezy będzie pojawiał się stopniowo na stronie internetowej www.kpis.pl oraz naszych stronach fb: https://www.facebook.com/kpis.kr & https://www.facebook.com/dniswieckosci
Pamiętajcie – nie ma wolności bez świeckości!

niedziela, 6 lipca 2014

137. Rozmowa z członkami Fundacji „Nie lękajcie się”, która zrzesza ofiary pedofilii klerykalnej



Marek Milewicz, Marysia Mucha, Marek Lisiński

Agnieszka Zakrzewicz: Dlaczego i w jakich okolicznościach powstała wasza organizacja? Jakie są jej cele?

Marek Lisiński: Nasza Fundacja powstała w odpowiedzi na istniejące zapotrzebowanie. Jesteśmy pierwszą w Polsce organizacją, która zrzesza ofiary pedofilii klerykalnej - Ocalonych. Wcześniej ofiary księży nie miały swojego przedstawicielstwa w Polsce, nie miały do kogo się zgłosić by uzyskać wsparcie, pomoc prawną, psychologiczną oraz pomoc w procesach kanonicznych.

Marek Mielewczyk: Założyciele Fundacji "Nie lękajcie się" poznali się przez Internet, na forum poświęconym ofiarom księży. Przez długi czas nosiliśmy się z zamiarem stworzenia oficjalnej organizacji charytatywnej dla Ocalonych i w końcu zrealizowaliśmy ten pomysł. Wielkim wsparciem było dla spotkanie ofiar księży z całego świata na konferencji SNAP w Irlandii w 2013 roku.

Marysia Mucha: Głównym celem Fundacji “Nie lękajcie się” jest pomoc ofiarom księży na czterech głównych płaszczyznach: tworzenie grup wsparcia dla Ocalonych, pomoc prawna, pomoc w procesach kanonicznych oraz psychoterapia. Na każdej z tych płaszczyzn już działamy. Już sam fakt, że Ocalony może porozmawiać z nami, podzielić się swoją historią, spotkać osobiście lub online kogoś, kto ma bardzo podobne przeżycia, jest ogromnym krokiem do przodu. Kościół nie integruje ze sobą ofiar księży – jeśli faktycznie udziela im jakiejkolwiek pomocy, to izoluje je od siebie.
Ważnym celem Fundacji jest także edukowanie społeczeństwa. W chwili obecnej jesteśmy jedyną organizacją w Polsce, która posiada tak dużą wiedze na temat pedofilii klerykalnej (poza samym Kościołem, ale on nie specjalnie chce ujawniać informacje). Coraz częściej występujemy w mediach nie tylko jako poszkodowani ze swoimi świadectwami, ale także jako eksperci z tej wąskiej dziedziny wiedzy. Jesteśmy również na drodze do opracowywania danych, które systematycznie do nas napływają. Polskie społeczeństwo ma bardzo małą wiedzę na temat pedofilii klerykalnej, ale to się zmienia na lepsze. Również dziennikarze, dzięki rozmowom z nami, coraz lepiej poznają temat i tworzą coraz lepsze materiały. Wiedzę czerpiemy z naszych doświadczeń, od najlepszych specjalistów i autorytetów, z którymi współpracujemy, a także od naszych zagranicznych partnerów. Bardzo dużo informacji można znaleźć na naszym FanPage'u oraz stronie internetowej http://nielekajciesie.org.pl/. W marcu zorganizowaliśmy naszą pierwszą konferencję na temat pedofilii klerykalnej w Polsce, a na jesień przewidujemy następną, tym razem o charakterze międzynarodowym.
Kolejnym celem naszej organizacji, za którego realizację również powoli się już zabieramy, to działania prewencyjne, mające na celu zapobieganie łamaniu praw dziecka w Kościele katolickim.


A.Z.: Ile osób pracuje w Fundacji i jak ona funkcjonuje?

Marek Mielewczyk: wszyscy członkowie Fundacji działają na zasadzie wolontariatu i nikt z nas nie pobiera wynagrodzeń za swoją pracę. Jak łatwo się domyślić, każdy z nas ma swoją, normalną pracę lub działalność, a Fundacją zajmujemy się w wolnym czasie. W zarządzie Fundacji działają trzy osoby: ja, Marek Lisiński I Marysia Mucha. Współpracuje z nami adwokat Jarosław Głuchowski, którego kancelaria udziela Ocalonym bezpłatnych konsultacji prawnych i który na każdym roku nas wspiera. Mamy też kilku wolontariuszy, są to głównie Ocaleni, którzy prace na rzecz Fundacji traktują jako część terapii.


A.Z.: Organizacjom pomagającym ofiarom pedofilii klerykalnej często zarzuca się, że robią to dla pieniędzy. Jak wygląda wasza sytuacja finansowa?

Marek Lisiński: Tak, jak wspominał Marek Mielewczyk - nie pobieramy wynagrodzeń za pracę w Fundacji, wszyscy jesteśmy wolontariuszami. Niestety bardzo trudno jest nam pozyskać jakiekolwiek dofinansowania czy darczyńców, więc na razie – poza drobnymi wpłatami od ludzi z dobrym sercem – sami finansujemy nasza działalność.

A.Z.: Dlaczego ofiary pedofilii powinny dostawać odszkodowania? Jak wygląda ich terapia?

Marek Lisiński: Każda z ofiar poniosła wielkie straty w życiu osobistym i zawodowym. W związku z tym bardzo trudno odnajduje się jej w życiu codziennym. Pieniądze są istotnym elementem powrotu do funkcjonowania, poprzez uczęszczanie na różnego rodzaju terapie, które są niestety bardzo kosztowne.
Terapia to szeroko pojęta pomoc psychologiczna, od terapii indywidualnej do grupowej. Jest to wieloletni proces powrotu do w miarę poukładanego życia. 

A.Z.: Jak można się do was zgłosić i Ile osób się zgłasza się z prośbą o pomoc?

Marek Mielewczyk: Do tej pory zgłosiło się już kilkadziesiąt osób, których przypadki zweryfikowaliśmy. Oczywiście wiemy, że tych osób jest więcej, prawie każdy Ocalony zna przynajmniej kilka innych ofiar swojego oprawcy.

Marysia Mucha: Do Fundacji zgłosić można się drogą e-mailową (info@nielekajciesie.org.pl), poprzez skype, na Facebooku (fb.com/NieLekajcieSie) i przez specjalny formularz na naszej stronie www.nielekajciesie.org.pl. Prawie 24h/dobę działa też nasza infolinia. Zdarzają się także zgłoszenia listowne, pocztą tradycyjną.
Drogą elektroniczną zgłaszają się do nas głównie młode osoby, często najpierw obserwują nas na Facebooku przez kilka tygodni, badają grunt. Oprócz typowych zgłoszeń dotyczących przestępstw i zbrodni seksualnych mamy także zgłoszenia od młodych ludzi, którzy w wieku wczesnej adolescencji (13, 14, 15 lat) byli uwikłani w długoletnie związki z księżmi, oparte o manipulację i nadużycia przemocowe.

A.Z.: Jaka jest waszym zdaniem skala pedofilii klerykalnej w Polsce?

Marysia Mucha: Dane na temat skali pedofilii klerykalnej szacować możemy na dwa sposoby. Pierwszy to odniesienie sytuacji polskiej do sytuacji w krajach, w których problem pedofilii klerykalnej został głęboko przeanalizowany, np. w Belgii, Holandii czy Irlandii. Na tej podstawie kalkulujemy, że wśród duchownych mamy ok 6-9% pedofilów, a liczbę ofiar na minimum kilkanaście tysięcy. Drugi sposób szacowania danych, to analiza zebranych dotychczas przypadków przez Fundację - jesteśmy w trakcie ich opracowywania.

A.Z: Nie jesteście już sami - nawiązaliście współpracę międzynarodową. Jak ona się rozwija i kim są wasi partnerzy?

Marek Mielewczyk: Oficjalnie - na podstawie listów intencyjnych - współpracujemy z amerykańskim SNAP, holenderskim KLOKK oraz włoskim Dobrym Cukierkiem. Wymieniamy się doświadczeniami w dziedzinie pomocy prawnej i psychologicznej. Jak zachowywać się w pierwszym kontakcie z ofiarą itp. Wieloletnie doświadczenie organizacji zagranicznych pozwolą nam nie popełniać już poważnych błędów. Ich doświadczenie daje nam poczucie że można wiele, potrzeba tylko czasu i odwagi.

A.Z.: Braliście udział w sesji ONZ - co mówił końcowy dokument krytykujący Watykan?

Marek Lisiński:
Dokument ten pokazuje wieloletnie, karygodne zaniedbania Kościoła odnośnie pedofilii wśród kleru, ukrywanie i tuszowanie czynów pedofilskich. Kościół  w większości nie stosuje się do konwencji ochrony praw dziecka którą podpisał. Raport pokazuje nie tylko problemy molestowania seksualnego, ale też znęcania się fizycznego i psychicznego nad dziećmi.

A.Z.: Jak oceniacie dotychczasowe działania podjęte przez Watykan w celu zaradzenia problemowi w skali światowej?

Marysia Mucha: Watykan powołał Papieską Komisję ds. Pedofilii, ale nie ma ona jeszcze na swoim koncie żadnych dokonań.  Pozytywnym działaniem Watykanu było stworzenie wytycznych dla poszczególnych episkopatów, dotyczących postępowania w przypadku pedofilii - dzięki temu, od niedawna, polski Kościół musi proponować poszkodowanym terapie psychologiczne. Natomiast w dokumencie tym nie ma informacji o zadośćuczynieniach dla Ocalonych ani konieczności informowania organów państwowych w przypadku wiedzy na temat łamania praw dziecka przez osobę duchowną. Watykan powinien to jakoś ujednolicić, aby Ocaleni w Polsce też otrzymywali odszkodowania i aby biskupi mieli nakaz zgłaszania przypadków molestowania do prokuratury. To trochę dziwne, że Watykan pozwala na dzielenie Ocalonych na gorszych i lepszych, w zależności od tego, w jakim kraju mieszkają.

A.Z.: Jak oceniacie działania papieża Franciszka dotyczące przeciwdziałania pedofilii w Kościele i karania księży pedofilów?

Marek Lisiński: doceniamy je i mamy nadzieję, że papież wytrwa w swoich działaniach.

Marysia Mucha: Ja to widzę trochę inaczej. Działania Franciszka są działaniami mocno PR-owymi, na pokaz, a brakuje konkretnych ruchów np. ekstradycji biskupów posądzonych o pedofilię - w tym momencie są ukrywani w Watykanie, a Wesołowski jest jednym z nich (mimo wydalenia ze stanu duchownego).

A.Z.: Co robi polski Kościół? Czy śledzi wytyczne Watykanu? Czy zajął się już poważnie sprawą, czy w dalszym ciągu robi tylko działania na pokaz?

Marek Mielewczyk: Kościół w Polsce działa ewidentnie  na pokaz i w dodatku bardzo opieszale.  Wytyczne Watykanu są wypełniane połowiczne, gdyż przykładowo według tych wytycznych ofiar księży nie wolno ignorować, a to się cały czas dzieje... Ostatnio jeden Ocalony, zgłaszając sprawę do kurii, otrzymał krótką odpowiedź: ten ksiądz nie należy już do naszej diecezji.

Marysia Mucha: Czasem mamy wrażenie, że w Polsce nadal obowiązuje Crimen Sollicitationis!

Marek Lisiński: Najważniejsi polscy hierarchowie odmówili nam spotkania, co jest najlepszym dowodem na to, że polski Kościół nie chce podjąć dialogu z ofiarami, najważniejszymi osobami w całej sprawie.

A.Z.: Co waszym zdaniem powinno zostać zrobione w Polsce aby problem  nadużyć seksualnych w polskim Kościele został rozwiązany na poziomie innych krajów jak USA czy Niemcy, a ofiary doznały wymiernego zadośćuczynienia?

Marek Lisiński: Jesteśmy w trakcie redagowania naszych wytycznych dla Kościoła. Przy ich tworzeniu poprosiliśmy o pomoc Ocalonych. Bardzo ważnym punktem jest powołanie niezależnej komisji ekspertów świeckich, którzy będą czuwali nad obiektywną analizą danych kościelnych - jeśli Kościół otworzy przed nimi swoje archiwa. Takie działania miały miejsce między innymi w USA, Irlandii, Holandii, Belgii, obecnie w Niemczech i zaowocowały szokującymi raportami.

Marysia Mucha: Kościół w Polsce na razie odmawia wzięcia instytucjonalnej odpowiedzialności za ukrywanie sprawców i wypłacanie odszkodowań, ale mamy nadzieję, że to się w końcu zmieni. Obecnie najważniejszym wydarzeniem w Kościele, z punktu widzenia Ocalonych, jest bezprecedensowa sprawa Marcina K. o ochronę dóbr osobistych i zadośćuczynienie ze strony pozwanych: diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii św. Wojciecha w Kołobrzegu i skazanego za pedofilię ks. Grzegorza R. (Sąd Okręgowy w Koszalinie sygnatura akt IC79/14). Jest ona prowadzona przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Planujemy także kolejne sprawy o odszkodowanie. Oczywiście docelowo chcielibyśmy, aby ofiary nie musiały domagać się odszkodowania na drodze sądowej i aby otrzymywały zadośćuczynienie na mocy ugód proponowanych przez Kościół.

A.Z.: Jakie są wasze potrzeby jako organizacji i jakie plany?

Marysia Mucha: Główne potrzeby Fundacji, to potrzeby finansowe. Liczy się każda, nawet symboliczna złotówka. Szukamy też do współpracy osób, które mają doświadczenie w pozyskiwaniu grantów, dofinansowań, w tym dofinansowań unijnych.
   
Marek Lisiński: Obecnie naszym głównym celem jest pomoc Oclaonym, poprzez umożliwienie podjęcia terapii grupowych. Po drugie: wywalczenie przeprosin i odszkodowań dla każdej z ofiar. Mamy w planach również działania prewencyjne (akcje dla rodziców, młodzieży) i edukacyjne dla lokalnych społeczności, aby wiedzieli, że wina nie leży po stronie ofiar.
Czekamy na wszystkich, którzy chcieliby z nami współpracować i prosimy o wsparcie finansowe, aby osobom poszkodowanym, które się do nas zgłaszają umożliwić rozpoczęcie terapii.