Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

czwartek, 16 maja 2019

Franciszek na rozdrożu - wywiad z Marco Politim / Newsweek Polska


Franciszek wśród wilków - AGNIESZKA ZAKRZEWICZ dla Krytyki Politycznej




Od czasów soboru watykańskiego II nie był widoczny w Kościele tak jaskrawy podział na skrzydła postępowe i ultrakonserwatywne. Korespondencja Agnieszki Zakrzewicz z Rzymu.
Parafrazując Nanniego Morettiego, papież Franciszek jest dziś jednym z niewielu światowych liderów, który „mówi coś lewicowego”, a może raczej chrześcijańskiego… Mimo krytyki ze strony środowisk lewicowych czy racjonalistycznych trudno nie zauważyć, że Bergoglio naucza równości i braterstwa, broni ubogich i imigrantów, występuje przeciwko nierównościom społecznym i rasizmowi, modli się za muzułmanów, nie potępia homoseksualizmu, rozgrzesza kobiety, które dokonały aborcji, i chce znaleźć dla nich miejsce w Kościele, walczy z pedofilią, występuje przeciwko Kurii Rzymskiej etc.

CZYTAJ DALEJ:

https://krytykapolityczna.pl/swiat/franciszek-konserwatywna-opozycja-kosciol/


Mea culpa Kościoła za pedofilię - AGNIESZKA ZAKRZEWICZ dla Krytyki Politycznej




Niestety spotkanie zwołane przez Franciszka i zorganizowane przez starannie dobranych współpracowników nie ma umocowań prawnych do podejmowania konkretnych decyzji, gdyż nie jest synodem biskupów ani soborem.
„Panie Jezu Chryste, wyznajemy, że jesteśmy grzesznikami. Wyznajemy, że biskupi, prezbiterzy, diakoni i zakonnicy dopuścili się przemocy wobec nieletnich i młodych ludzi i że nie udało nam się ochronić tych, którzy najbardziej potrzebują naszej opieki. Wyznajemy, że chroniliśmy winnych i uciszyliśmy tych, którzy zostali zranieni. Wyznajemy, że nie poznaliśmy cierpienia wielu ofiar i nie udzielaliśmy im pomocy, kiedy tego potrzebowały. Wyznajemy, że często my, biskupi, nie sprostaliśmy naszym obowiązkom” – wyznał papież Franciszek wraz z biskupami.

CZYTAJ DALEJ: 

https://krytykapolityczna.pl/swiat/mea-culpa-kosciola/ 

Wreszcie pękł wrzód... - refleksja wokół filmu Sekielskiego


Wreszcie pękł wrzód... - refleksja wokół filmu Sekielskiego


Obejrzałam film Marka Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” (a w zasadzie braci Sekielskich - Marka i Tomasza) i mogę powiedzieć o nim jedno – gdyby Polska była Ameryką, zostałby on nagrodzony statuetką Amerykańskiej Akademii i Wiedzy Filmowej za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny.
Film porusza do bólu, tak jak chciał reżyser. Przypomina mi „Siostry Magdalenki” Petera Mullana, „Przestępstwa seksualne i Watykan” Colma O’Gormana i oczywiście "Spotlight" Toma McCarthy’ego. Film Sekielskiego jest ich kontynuacją, bo opowiada kolejny kawałek historii globalnego skandalu nadużyć seksualnych w Kościele. I jeżeli spojrzymy na ten fenomen z właściwej perspektywy – „Tylko nie mów nikomu” jest tym samym, czym dla Irlandii, dla USA i praktycznie dla całego świata były właśnie te filmy. Momentem, w którym pękł wrzód i ropa się wylała…
Wysłuchałam już historii wielu ofiar i każda kolejna budzi we mnie głęboki smutek. W pewnym sensie są podobne, niezależnie od szerokości geograficznej – bo na tym polega właśnie globalny fenomen „skandalu pedofilii klerykalnej”. Każda jest jednak jednostkowa, bo kryje się za nią człowiek i jego cierpienie, ukrywane często przez większą część życia.

Co mnie zabolało w filmie Sekielskiego?

Zabolała mnie scena z księdzem Cybulą chodzącym o lasce, który w tak podeszłym wieku nie ma w sobie żadnej skruchy i mówi do swojej ofiary: “przecież ci się podobało, nie musiałem cię związywać”, i że całe molestowanie było czymś w rodzaju dowcipu, przy współudziale ofiary. Jest również święcie przekonany o tym, że nie było grzechu, bo nie było wytrysku.
Zabolał mnie ten popłoch na plebanii, kiedy ekipa dokumentalisty pyta o ks. Dariusza Olejniczaka, te krzyki proboszcza: „Jesteście hieny”. A przecież skazany za pedofilię Dariusz Olejniczak mimo zakazu kontaktu z nieletnimi, prowadził rekolekcje z udziałem dzieci i mówił do nich niewyobrażalne rzeczy „Kim chcielibyście zostać? Na pewno nie księdzem. Bo nas nie lubią, niektórzy to nawet chcieliby nas rozstrzelać”. Potrzeba było filmu Sekielskiego, aby taki człowiek przestał być wreszcie księdzem?
Zabolała mnie podobna scena, w której ksiądz – były pracownik Służby Więziennej broni oddanego pod jego opiekę innego skazanego księdza, mówiąc, że przecież odprawia mszę w jego prywatnej kaplicy, że wszyscy go tu znają, że wszyscy wiedzą co zrobił, że na mszę przychodzą tylko znajomi i pyta: “A wam nie szkoda całej niedzieli, żeby ścigać księdza?”
Zabolały mnie słowa mecenasa Artura Nowaka z fundacji Nie Lękajcie Się: „Nie spotkałem się z przypadkiem, aby taka osoba (ofiara) była poważnie potraktowana, aby zapytano jej czy potrzebuje jakiejś pomocy”.
Zabolała mnie historia Marka Milewczyka. Jego konfrontacja z ks. Andrzejem Srebrzyńskim, wizyta w Mszana, gdzie ksiądz ten przebywał prawie dwadzieścia lat i gdzie popełnił samobójstwo jeden z jego ministrantów. Zabolała mnie rozmowa pomiędzy ofiarą i oprawcą, w której ten, po latach, odpowiada jej butnie i bezkarnie: „przemyj uszy”.
Co mnie zabolało w filmie Sekielskieg? Bezkarność, pycha, obłuda, lekceważenie, prostactwo, buta, pogarda dla ofiar, którą pokazali przed kamerami członkowie polskiego Kościoła. Wszystko mnie zabolało w tym filmie, bo ten film boli. Musi boleć…

Wrzód nie pęka od razu

Marka Milewczyka poznałam w Łodzi, na spotkaniu „O problemie pedofilii w Kościele katolickim w Polsce i na świecie”, które wraz z Ekke Overbeekiem i fundacją Nie Lękajcie Się,  ze wsparciem Leszka Jażdżewskiego oraz innych osób z redakcji zorganizowaliśmy w siedzibie Liberté. Było to praktycznie pierwsze publiczne wystąpienie polskich ofiar. Marek Milewczyk powiedział mi wtedy: „Nie mogę się przywitać, bo ze strachu spociły mi się ręce”. „Nie martw się. Damy radę” – Ekke Overbeek poklepał go po ramieniu.
Z Ekkiem spotkaliśmy się pół roku wcześniej na debacie wokół naszych książek wydanych przez Czarną Owcę - „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” – Overbeeka i mojej – „Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach”, zorganizowanej z okazji Dni Świeckości w Krakowie pod tytułem „Kościół wątpliwy moralnie”. W obu przypadkach – jak to zwyczajowo bywa – wysłaliśmy komunikaty prasowe do wszystkich mediów i zaprosiliśmy dziennikarzy: „Jak to jest w Polsce z tym molestowaniem seksualnym przez księży?” – to pytanie zadaje sobie wiele osób. Śledząc doniesienia prasy, można odnieść wrażenie, że problem pedofilii klerykalnej dotyczy wielu krajów, ale nie Polski. Jak dotąd ojczyzna papieża Jana Pawła II wydawała się być krajem nieskazitelnym, tym lepszym miejscem, w którym pedofilia wśród duchownych nie miała miejsca. Czy tak jest naprawdę? Czy jesteśmy zieloną wyspą moralności, czy może raczej białą plamą na mapie wstydu, gdzie nie brakuje przemilczanych i skrzętnie ukrywanych ludzkich tragedii?”. Nikt nie przyszedł i nikt nie napisał słowa, bo sprawy nie było.

W grudniu 2014 r., zorganizowałam konferencję prasową fundacji Nie Lękajcie Się w Rzymie, w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Zagranicznych. Marek Lisiński spotkał się wtedy z dziennikarzami z międzynarodowych mediów i opowiedział o historiach polskich ofiar. Brał w niej udział również bardzo znany włoski adwokat Nino Marazzita, niosący od lat pomoc ofiarom pedofilii. Pomysł na założenie polskiej organizacji „ocalonych” przyszedł Lisińskiemu i Milewczykowi po uczestnictwie w Światowej Konferencji SNAP (Survivors Network of those Abused by Priests – Międzynarodowa Sieć Ofiar Molestowania przez Księży), w Irlandii w 2013 r. Łączył ich ważny cel: chęć uwolnienia się od lęku przed sprawcami i przed opinią publiczną, bo to ni oni skrzywdzili, lecz zostali skrzywdzeni.

Z członkami Survivor's Voice (Głos Ocalonych) spotkałam się w 2010 r., podczas pierwszego międzynarodowego protestu ofiar przed Watykanem. Wtedy to, po raz pierwszy wiele ofiar z całego świata spotkało się, rozmawiało ze sobą i zaczęło działać. Poznałam założyciela Głosu Ocalonych - Bernie MacDaida (pierwszą ofiarę nadużyć seksualnych w diecezji w Bostonie, z którą spotkał się papież Benedykt XVI), Sue Cox z Wielkiej Brytanii, Francesco Zanardiego z Włoch, a także Stowarzyszenie Niesłyszących “Antonio Provolo”, którego upośledzeni członkowie byli ofiarami straszliwych gwałtów w Weronie. Wszyscy opowiedzieli mi swoje wstrząsające historie w “Głosach spoza chóru”. Od 2010 r., przez kilka lat zajmowałam się problem nadużyć seksualnych w Kościele. Wraz z wieloma dziennikarzami z całego świata (wśród nich znani i cenieni watykaniści), śledziliśmy rozwój wypadków w Watykanie, protesty ofiar, wybuch skandali w różnych krajach świata, reakcje Stolicy Apostolskiej, która musiała w końcu zająć się problemem i spróbować go rozwiązać po wielu latach milczenia i ukrywania faktów.

Stowarzyszenie Niesłyszących “Antonio Provolo” zaprosiło mnie na swoją manifestację do Werony w 2012 r.. Widzieć tych głuchoniemych staruszków, którzy przez dziesięciolecia walczyli o swoje prawa i znać ich przerażające historie, było dla mnie ciężkim doświadczeniem. Był ze mną wtedy Maurizio Turco z Partii Radykalnej.
Kiedy zajęłam się sprawą Wesołowskiego i pojechałam na Santo Domingo, dziennikarka Nuria Piera, która ujawniła pedofilską aferę, powiedziała mi: “Przed panią było już trzech polskich dziennikarzy i każdy próbował udowodnić, że kłamię. Pani jedyna stawia rzetelnie pytania”. Niestety nikt w Polsce nie chciał kupić ode mnie tego reportażu. Pamiętam przy tej okazji rozmowę z pewną polską dziennikarką: „Gdyby to była prawda ja bym go wykastrowała”, ale sprawą Wesołowskiego się nie zajęła.

Z Markiem Lisińskim spotkaliśmy się ponownie w Rzymie, w październiku ub.r., na konferencji ECA (Ending Clergy Abuse), w której uczestniczyło już 15 stowarzyszeń ofiar nadużyć seksualnych z różnych krajów. Potem odbył się ich protest pod Watykanem. Jak zwykle był Maurizio Turco i kilku innych znajomych dziennikarzy z różnych stron świata. Marek miał wtedy smutną minę. „Tyle lat starań o to, aby prawda wyszła na jaw i nic się nie dzieje. Nie można przebić muru” - pomyślałam. Nikt nie spodziewał się, że zaledwie cztery miesiące później, w lutym b.r., Lisiński będzie pierwszą polską ofiarą, z którą spotka się papież Franciszek. Papież ucałował jego dłoń i był to piękny, symboliczny gest w stosunku do wszystkich polskich ofiar.

Film Tomasza Sekielskiego doprowadził do pęknięcia wrzodu, ale wrzód nie pęka od razu. Zanim do tego dojdzie, procesy zapalne toczą się w środku przez dłuży czas. Od 2013 roku członkowie fundacji Nie Lękajcie Się wykonali olbrzymią pracę oraz wykazali się niezwykłą odwagą i uporem w dochodzeniu prawa do godności polskich ofiar.


To sprawa nie tylko Kościoła, ale i społeczeństwa

„Robiąc ten film dokładnie widzicie jakie są opory ludzi z danej wsi, środowiska, miasteczka. To nie jest tak, że to jest jakiś dziwny fenomen związany z Watykanem, z Janem Pawłem II. Jest to po prostu pewnym zjawiskiem, że nie wierzy się, że wujek może być pedofilem… No jak to? Taki przyjemny wujek, zawsze przynosił słodycze!” – mówi w filmie Sekielskiego profesor Stanisław Obirek.

Ostatnia scena „Tylko nie mów nikomu” jest niezwykle wymowna. Dwóch bohaterów – Marek Milewczyk i mec. Artur Nowak jadą do Krakowa by spróbować spotkać się z kard. Dziwiszem. Czekają na niego, dzwoniąc kilkakrotnie do drzwi siedziby Metropolity Krakowskiego, jednak nikt nie odpowiada. W przerwie na obiad, kiedy siedzą w restauracji Nowak mówi do Milewczyka: “Wiesz chciałbym, żeby on tak po ludzku mi powiedział, patrząc prosto w oczy, czy nic nie wiedzieli co się dzieje na tym świecie, gazet nie czytali, nie przychodziły skargi do nich… czy może nie dochodziły i zostawały gdzieś po drodze. Powiem ci, że w tych polskich mediach, w normalnych mediach, to powinni stać u niego pod domem, dwadzieścia kamer… w normalnym kraju… i zadawać pytania”. Wieczorem, gdy ktoś wreszcie odpowiada, że kardynała nie ma i nie będzie, odchodzą z kwitkiem.

W sumie historia polskich ofiar i Polski nie różni się od innych krajów. Wybucha jakiś większy skandal, ale wszyscy go tuszują, bo nikt nie wierzy i nie chce wierzyć. Ofiary powoli zaczynają się ujawniać, ale trafiają na gumowy mur. Nikt nie interesuje się ich sprawami, nie są traktowani poważnie - ani przez otoczenie, ani przez Kościół, ani przez państwo. Dziennikarze unikają tematu, twierdząc, że jest mało interesujący, że nie ma dowodów. Tych, którzy sprawą się interesują oskarża się o atak na Kościół, o antyklerykalizm o działanie dla chęci zysku. Ofiar ujawnia się jednak coraz więcej. Powstaje wreszcie organizacja, która je zrzesza. Powoli przyłączają się do niej inni ludzie, prawnicy, działacze, politycy. Okazuje się, że skandali jest coraz więcej, że oprócz jednostkowych przypadków są również tzw. „przestępcy seryjni”, mający na sumieniu więcej ofiar i których przenosi się z parafii na parafię, ukrywa, często nie informując o tym, że mają zakaz pracy z dziećmi lub zostali już skazani. Działania te są tak oburzające i niebezpieczne, że powstaje w końcu mapa księży i miejsc. Wszystko zaczyna łączyć się w całość, wypływać, ujawniać, stawać tak oczywiste, że trudno temu zaprzeczać dłużej. Wtedy dzieje się coś, co wstrząsa opinią publiczną - tak jak filmy Mullana, O’Gormana, McCarthy’ego czy Sekielskiego. Oczywiście pierwszą reakcją jest: „to atak na Kościół i próba zniszczenia go”, „to tendencyjne i nieobiektywne”, „to byle co”...
Wrzód jednak pęka, ropa się wylewa i jest to dobroczynne dla całego organizmu - dla Kościoła, dla opinii publicznej, dla państwa, dla ofiar i nawet dla sprawców... Dopiero po tym, może nastąpić leczenie rany i uzdrowienie, ale to bardzo długi proces.
Jesteśmy w połowie drogi…

Agnieszka Zakrzewicz

środa, 27 lutego 2019

Ważne posunięcie papieża - Szczyt o ochronie nieletnich w Kościele




"Proszę was, proszę, o współpracę z wymiarem sprawiedliwości, o szczególną troskę o ofiary, aby to, co Papież robi w Chile, było powtarzane jako wzór w innych krajach świata. Każdego dnia widzimy  tylko wierzchołek lodowej góry. Pomimo, że Kościół mówi, że wszystko się skończyło, nadal pojawiają się nowe sprawy. Dlaczego? Dlatego, że w obliczu raka nie wystarczy tylko wyciąć guz. Potrzebne jest leczenie: chemioterapia i radioterapia, wiele zabiegów". Tymi słowami pierwsza z pięciu ofiar - mężczyzna pochodzący z Chile, zwracał się do 190 przedstawicieli episkopatów, którzy przybyli do Watykanu z całego świata na historyczny szczyt dotyczący ochrony nieletnich, który odbył się w dniach 21-24 lutego 2019 r.

Pięć świadectw wybranych i przygotowanych przez watykańskie biuro prasowe zostało przedstawionych w postaci krótkiego filmu, tuż po modlitwie otwierającej watykańskie obrady. Drugie z nich, młodej afrykańskiej kobiety, było naprawdę wstrząsające: "Od 15 roku życia, przez trzynaście lat, miałam stosunki seksualne z księdzem. Zaszłam w ciążę trzy razy i musiałam usunąć trzy razy, ponieważ on nie chciał używać prezerwatyw ani stosować innych metod antykoncepcyjnych. Na początku ufałem mu tak bardzo, że nie wiedziałem, iż może mnie znieważyć. Bałem się go, a gdy odmawiałem seksu, bił mnie. Byłem całkowicie zależna ekonomicznie od niego, znosiłam wszystkie upokorzenia, które mi zadawał. Mieliśmy relacje zarówno w moim domu, we wsi, jak i w diecezjalnym ośrodku. Nie miałem prawa mieć "chłopaków"; kiedy tylko miałem jakiegoś i on się o tym dowiedział, bił mnie. Dawał mi wszystko, co chciałem, kiedy zgadzałam się na seks; w przeciwnym razie zniewalał mnie”. Trzecie świadectwo złożył 53-letni włoski zakonnik, który obchodzi 25-lecie święceń kapłańskich. „Jako ministrant poszedłem do księdza uczyć się czytać Pismo Święte. On dotykał moich intymnych części. Spędziłem noc w jego łóżku. To mnie głęboko zraniło. Inną rzeczą, która mnie skrzywdziła, była reakcja biskupa, któremu po latach, jako dorosły, opowiadałem o tym incydencie, wraz z moim prowincjałem. Zakonnik napisał list do księdza, który go wykorzystywał i poinformował o fakcie  biskupa, a po braku reakcji - także nuncjusza. Nuncjusz okazał zrozumienie, natomiast biskup zaatakował go bezwzględnie.
Czwarty świadek, Amerykanin mówił o tym, że wciąż czuje ból w relacjach z rodziną i otoczeniem, gdyż stał się ofiarą księdza, który zdobył ich całkowite zaufanie. Możliwość ujawnienia tego w rozmowach z rodziną i przyjaciółmi oraz możliwość mówienia o tym wreszcie otwarcie pozwoliła mu odnaleźć nadzieję i uleczyć się.
Ostatnie świadectwo złożyła osoba z Azji wykorzystywana przez zakonnika: „Byłem nękany seksualnie przez długi czas, ponad sto razy. Te molestowania seksualne spowodowały u mnie traumę na całe życie i trudności w relacjach z ludźmi”. Ofiara wskazała na zmowę milczenia wewnątrz Kościoła, gdyż ilekroć zwracała się o pomoc do przełożonych, oni kryli sprawę i oprawców regularnie, gdyż łączyła ich przyjaźń. Świadek z Azji mówił: „Jeśli chcecie uratować Kościół trzeba wskazać sprawców z imienia i nazwiska. Nie możemy pozwolić, by wygrało kumoterstwo, ponieważ zniszczy to całe pokolenie dzieci. Jak mówił Jezus, musimy być czyści jak dzieci, a nie być oprawcami dzieci”.

Biskupi wreszcie wysłuchali ofiar

Przedstawienie tych pięciu świadectw pochodzących z pięciu kontynentów było ważnym, strategicznym posunięciem ze strony papieża Franciszka i jego współpracowników, którzy zorganizowali watykański szczyt dotyczący pedofilii. Wielu z biskupów przybyłych na szczyt do Watykanu do tej pory nie chciało spotykać się z ofiarami i ich słuchać lub zrobili to na wyraźną prośbę papieża w ostatnich miesiącach. Historie ofiar przez dziesięciolecia były ukrywane jako wstyd, później można było je czytać w książkach i pisały o nich media. W ostatnich latach ofiary, które nabrały odwagi protestowały przed Watykanem. Jednak te głosy skrzywdzonych i upokorzonych, które rozbrzmiały w końcu w samym sercu Watykanu były rozdzierająco bolesne.
Jak stwierdził prałat Charles Scicluna – arcybiskup maltański i sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary był to akcent bardzo silny i emocjonalny, bo słuchanie głosu ofiar pedofilii jest jak dotykanie ran Chrystusa. Ojciec Hans Zollner - niemiecki jezuita, przewodniczący Centrum ochrony dziecka  przy Uniwersytecie Gregoriańskim oraz członek Papieskiej Komisji ds. Ochrony Niepełnoletnich - podkreślał, że zeznania pięciu ofiar z pięciu kontynentów świadczą najlepiej o tym, że wykorzystywanie seksualne nieletnich to nie problem tylko w Zachodniej Europie czy w USA, ale dotyczy całego Kościoła i jest globalny. Natomiast arcybiskup Chicago kardynał Blase Cupich, jeszcze przed szczytem zwrócił uwagę na fakt, że  Papież Franciszek aby zapewnić ochronę dzieci przed seksualnymi nadużyciami duchowieństwa na całym świecie szuka "pełnego uczestnictwa Kościoła globalnego ".
Choć wybrano tylko pięć świadectw przedstawionych w krótkim filmie, zawierały one ból wszystkich ofiar i wybrzmiewało w nich wiele wspólnych elementów: odrzucenie, izolacja, poczucie krzywdy, podwójny gwałt – zarówno fizyczny jak i moralny spowodowany przez tuszowanie przestępstw w łonie Kościoła, niezabliźnione rany, konsekwencje społeczne i rodzinne, trudności emocjonalne i życiowe, z którymi będą się borykać do końca życia, a także wdzięczność za to, że ktoś im wreszcie dał głos i wysłuchał ich.
Zamknięcie przedstawicieli episkopatów z całego świata w Auli Synodu w Watykanie i skłonienie ich do wysłuchania świadectw ofiar – zarówno mężczyzn, jak i kobiet, z pięciu kontynentów, a także praca w duchu kolegialnym nad znalezieniem wspólnej, jednolitej i „globalnej” drogi rozwiązania problemu ochrony nieletnich w Kościele, wytrąciła broń z rąk wrogów Franciszka, utrzymujących, że pedofilia to problem, który zrodził się w Watykanie i za który Watykan – a więc i papież w pierwszej osobie odpowiada.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

piątek, 15 lutego 2019

165. Czy zapowiadana książka Federica Martela „Sodoma” to cykająca bomba? Jak twierdzi jej autor - 8 z 10 księży w Watykanie to geje.


Czy zapowiadana książka Federica Martela „Sodoma” to cykająca bomba? Jak twierdzi jej autor - 8 z 10 księży w Watykanie to geje. Martel spędził prawie cztery lata na rozmowach z mieszkańcami Państwa Watykańskiego (a jak wiadomo, to w większości mężczyźni), skupiając się na "korupcji i hipokryzji w jego sercu". Z zebranych materiałów powstała książka, która ma stać się międzynarodowym bestsellerem. We Włoszech jej premiera jest zapowiedziana na 21 lutego br.. Operacja wydawnicza ma miejsce w przeddzień watykańskiego szczytu dotyczącego pedofilii w Kościele katolickim. 

Jak wiadomo już z przecieków, które dostarczono do mediów Federic Martela przeprowadził blisko 1500 wywiadów z kardynałami, biskupami, szwajcarskimi gwardzistami, dyplomatami, księżmi i urzędnikami watykańskimi. Wiele osób zostało wymienionych w książce z imienia i nazwiska, inne wypowiedziały się anonimowo. Zdaniem autora „Sodomy” to właśnie ci najbardziej homofobiczni i mizoginiczni duchowni prowadzą podwójne życie - grzmią z ambony przeciwko gejom, aborcji, zepsuciu moralnemu i wszelkim grzesznikom, a w zaciszu swoich luksusowych komnat dopuszczają się sodomii. Według Martela przykładem tej podwójnej moralności miałby być zmarły biskup kolumbijski Alfonso Lopeza Truillo, który przez lata potępiał homoseksualizm i antykoncepcję, a sam rzekomo korzystał z usług męskich prostytutek.
Jak to się mówi - poczytamy, zobaczymy...

W książce Martela jednym z ważnych wątków jest to, że jakoby Watykan zdominowany przez gejów dzieli się na dwa obozy: w jednym siedzą geje otwarci, którzy akceptują swój homoseksualizm i mają partnerów, z którymi żyją w mniej lub bardziej jawnych związkach; w drugim obozie koczują natomiast kryptogeje nieakceptujący swojej orientacji i przez to homofobiczni.

Temat nie jest nowy - a raczej stary jak Sodoma i Gomora. Od lat mówi się o „lobby homoseksualnym”, które rządzi Watykanem. Do tej pory nikomu jednak nie udało się zebrać na to namacalnych dowodów.
Czy książka Federica Martela ich dostarczy? Poczytamy, zobaczymy...

Jak na razie papież Franciszek zignorował temat. Ma ważniejsze rzeczy na głowie: w dniach 21-24 lutego w Watykanie odbędzie się szczyt z udziałem przewodniczących episkopatów z całego świata na temat pedofilii.


Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu


niedziela, 20 listopada 2016

Zakończenie Roku Świętego 2016 wydaje mi się najlepszą okazją by pożegnać się z zawodem "watykanistki" wykonywanym przez 20 lat...

Zakończenie Roku Świętego 2016 wydaje mi się najlepszą okazją by pożegnać się z zawodem "watykanistki" wykonywanym przez 20 lat. Tak... Dwadzieścia lat i trzy pontyfikaty! Cztery książki o tematyce "watykańskiej" opublikowane w Polsce i jedna we Włoszech; kilkaset artykułów, tysiące zapisanych stron, blog autorski "W cieniu San Pietro".
We wstępie do mojej pierwszej książki "Papież i kobieta", opowiedziałam historię mojej pracy i problemy z nią związane. Kiedy zaczynałam - przez długi czas musiałam publikować moje teksty pod pseudonimem, choć opisywałam to samo, co moi zagraniczni koledzy. Pisałam o tym, co w Stolicy Apostolskiej działo się naprawdę, podając informacje jak wszystkie zagraniczne media. W Polsce informacje te były tematem tabu, a pisanie o nich grzechem... Fakt, że zwolniono mnie z Radia Watykańskiego, za to, że w audycji poświęconej artystycznej historii Watykanu wspomniałam o tym, że "Sąd Ostateczny" Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej został tuż przed jego śmiercią ocenzurowany i domalowano na nim słynne "majtki" świadczy najlepiej o poziomie polskiej bigoterii.

Przez dwadzieścia lat trochę się zmieniło - np. mogłam zacząć publikować pod własnym nazwiskiem, ale nie we wszystkich mediach. Do tej pory bawi mnie to, że jeszcze niedawno jakiś zacny, łysawy i znany polski publicysta napisał na mnie donos do pewnej redakcji, że moje nazwisko w żadnym wypadku nie powinno pojawiać się obok jego, gdyż jestem największą grzesznicą Polski. Z donosów na mnie pewnie będzie można usypać drugi Kopiec Kościuszki, bo Polacy lubują się w donoszeniu. Chętnie bym się z nimi zapoznała, ale część jest pewnie w dokumentach tajnych. Może potomni sobie poczytają.

Zawsze byłam czarną owcą Polski - oczywiście dla Polaków. Byli tacy, co nie chcieli mi podawać ręki, gdyż jestem niewierząca (np. były prezydent mojego rodzinnego miasta). I tacy, którzy bali się podawać mi rękę, bo stracą pracę. Zdarzyło mi się nawet spotkać osobę, która śmiertelnie zbladła i pisnęła ze strachu, gdy się sobie przedstawiliśmy, a potem błagała, żebym nikomu nie mówiła, że chodzi ze mną na jogę...

Wróćmy jednak do zmian. Dziś to, o czym musiałam pisać kiedyś pod pseudonimem (skandale watykańskie, malwersacje finansowe, pedofilia klerykalna, homofobia, homoseksualizm księży, poniżanie kobiet, pranie brudnych pieniędzy w banku watykańskim, skandale seksualne za Murami, brak reform, bezkrytyczne i głupie wypowiedzi duchownych na różnych szczeblach - jak np. ta o trzęsieniu ziemi, które jest karą za związki partnerskie), wreszcie podają media głównego nurtu w Polsce.

Papież Franciszek jest długo wyczekiwanym, dobrym, postępowym i światłym władcą Kościoła, więc nie bardzo wiadomo co o nim pisać. Lewica światowa zrobiła z niego swojego idola, ale i przywódcę. Prawica czeka już na jego następcę. Jakakolwiek krytyka Bergoglia jest więc nie na miejscu, a zresztą najlepiej uprawiają ją katoliccy integraliści, posuwając się niejednokrotnie do rzeczy, których ja o głowie Kościoła katolickiego i przywódcy państwa nigdy nie ośmieliłabym się ani powiedzieć, ani nawet pomyśleć jako ateistka.

W rezultacie o Watykanie i papieżu pisze się mniej. Zainteresowanie "watykanistyką" w Polsce (ale także w innych krajach) spadło. Informacje z pierwszej ręki można uzyskać śledząc bezpośrednio kanały Franciszka w mediach społecznościowych. Jego kontrowersyjne wypowiedzi przedrukowuje się jako informacje agencyjne lub cytując inne zagraniczne media - z dwudniowym lub trzydniowym opóźnieniem, jak już będzie wiadomo co i na pewno papież powiedział, i na ile to jest sprzeczne z naukami toruńskiego czy łagiewnickiego Kościoła.

Okazało się też, że Polska nie jest już bijącym sercem katolicyzmu, lecz leży na dalekich peryferiach Kościoła Powszechnego, który obrał nowy kierunek - oświeconej otwartości. Z byłej ojczyzny Karola Wielkiego coraz bardziej czuć brzydki zapach  obskurantyzmu, integralizmu i mrocznego średniowiecza. Nie to, żebym się bała deportacji, jako ateistka... Madagaskar mi nie straszny.
No ale cóż - "watykanistyka" to poważna sprawa. O historii współczesnej i przemianach Kościoła katolickiego oraz o tym, co dzieje się za watykańskimi Murami nie da się pisać raz na jakiś czas, z doskoku. Trzeba śledzić każdego dnia to, co dzieje się w Watykanie, aby mieć zawsze wszystkie informacje, poparte faktami. To nie hobby, to zawód. Jeżeli już dłużej z przyczyn ekonomicznych nie da się go wykonywać, lepiej zająć się gotowaniem i szydełkowaniem...

Myślę zresztą, że to dobrze, iż ja, ateistka i "największa polska grzesznica" przestanę wreszcie pisać o palących problemach współczesnego Kościoła. Przez 20 lat odwaliłam kawał dobrej roboty za polską średnią klasę katolicką, która całkowicie zaniedbała swoje katolickie obowiązki. Niestety w Polsce katolicy widzą z jednej strony kler a z drugiej ateistów - dwie strony konfliktu, które ze sobą walczą. Polscy katolicy - a zwłaszcza katoliccy intelektualiści stanęli  bezczynnie i wygodnie pośrodku, i zapomnieli zupełnie o tym, że to Wy wierni, a nie my (ateiści) "jesteście Kościołem".  Macie narodowy kościół, którego jesteście odbiciem i nie dziwcie się, że Jezus Chrystus został intronizowany na Króla Polski. Ja się temu nie dziwię...

Agnieszka Zakrzewicz z Zielonego Przylądka