Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

czwartek, 10 stycznia 2013

81. Chciałbym, aby także Polacy włączyli się w sprawę poszukiwania prawdy o zaginięciu Emanueli Orlandi



Pod tą petycją podpisało się już 100 tysięcy osób z całego świata.
Podpisz ją także ty!!! http://www.emanuelaorlandi.it/

TEKST PETYCJI
Prawda o Emanueli Orlandi



Do Kardynała Tarcisio Bertone
Sekretarza Stanu Papieża Benedykta XVI


Eminencjo,

              porwanie Emanueli Orlandi, obywatelki watykańskiej, które miało miejsce w 1983 roku, rzuciło cień i wątpliwości co do zachowania się Watykanu, który w ciągu ostatnich trzech dekad nie miał odwagi, by zburzyć mur milczenia i zapomnienia wzniesiony wokół tej historii.

Państwo Watykan całkowicie zrezygnowało z szukania swojej niewinnej obywatelki, wywołując oburzenie wielu ludzi i tych wszystkich kapłanów, którzy codziennie dedykują się temu, aby życie najsłabszych było poszanowane.

Nadszedł czas, aby wysłać silny sygnał zmiany.

Prosimy, aby zostało otwarte dochodzenie wewnątrz Watykanu, w sprawie porwania Emanueli Orlandi i aby ustanowiono Komisję Kardynalską, która  podejmie zobowiązanie, z uczciwością i dobrą wolą, aby wydobyć prawdę o tej haniebnej i nieludzkiej historii.

Niech ofiara Emanueli, żywej lub martwej oraz wieczyste męczeństwo jej rodziny, przyczyni się do głębokiej i radykalnej zmiany w umysłach tych, którzy na szczycie hierarchii kościelnej, prowadzą ten Kościół coraz dalej od nauk Jezusa .


Pietro Orlandi

18 października 2012


Podpisz petycję przez internet
Więcej informacji http://www.emanuelaorlandi.it/

Chciałbym, aby także Polacy włączyli się w sprawę poszukiwania prawdy o zaginięciu Emanueli Orlandi


Z Pietro Orlandi, bratem zaginionej Emanueli rozmawia Agnieszka Zakrzewicz


Nadal wiemy stosunkowo mało o sprawie Emanueli Orlandi, choć od jej zniknięcia upłynęło już 30 lat. Pana 15-letnia siostra zniknęła 22 czerwca 1983 roku, w dzień, w którym Jan Paweł II odbywał drugą pielgrzymkę (16 - 23 czerwca 1983 r.) do swojej ojczyzny objętej jeszcze stanem wojennym. "Przybywam, ażeby być z moimi rodakami w szczególnie trudnym momencie dziejów Polski po II wojnie światowej" – papież powiedział do generała Wojciecha Jaruzelskiego podczas spotkania w Belwederze. Wielkie symboliczne znaczenie miało też spotkanie w Tatrach, w Dolinie Chochołowskiej z Lechem Wałęsą, przywódcą Solidarności. Włoski dziennik „Corriere della Sera“ informował na pierwszej stronie: „Wałęsa zobaczy papieża“. Dla Polski to był ważny moment historyczny. Co natomiast Pan pamięta z tamtego dnia, w którym zaginęła Emanuela?
To był bardzo gorący, czerwcowy dzień, który nie różnił się niczym szczególnym od innych. Zjedliśmy wspólnie obiad i Emanuela miała iść na ostatnią lekcję do szkoły muzycznej przy Placu Sant'Apollinare w Rzymie.
Niestety mam przykre wspomnienie tego ostatniego razu gdy widziałem moją siostrę, gdyż pokłóciliśmy się i ona wyszła trzaskając drzwiami. Chciała, żebym odwiózł ją do szkoły na motorze, bo czasami to robiłem. Ja jednak byłem umówiony. Wiele razy w życiu żałowałem, że jej nie odwiozłem... Wszyscy mi mówią, że to, co miało się wydarzyć i tak by się wydarzyło, na przykład dzień później. Nie wiem...
Emanuela wyszła z domu i miała dwie możliwości: iść pieszo lub jechać autobusem. Dwie drogi były różne. Moja siostra wsiadła do autobusu, bo już było późno. Wysiadła na przystanku przy Corso Rinascimento i ostatni odcinek drogi poszła na piechotę. Wtedy, na wysokości Senatu zatrzymał ją mężczyzna w samochodzie, który zaoferował jej pracę - rozdawanie ulotek na pokazie mody Sióstr Fontana. Emanuela powiedziała, że musi zapytać rodziców. On ją uspokoił, mówiąc, że może przyprowadzić również ich. Zaoferował się, że poczeka na nią po lekcji i da jej materiały reklamowe, żeby pokazała w domu. Emanuela poszła na zajęcia i przed wyjściem ze szkoły zadzwoniła do domu, żeby o tym wszystkim opowiedzieć. Rodziców nie było, rozmawiała ze starszą siostrą, która powiedziała jej, że proponowane wynagrodzenie wydaje jej się zbyt wysokie i że lepiej jak porozmawia wieczorem z tatą.
Moja siostra wyszła po zajęciach i do 19.10 była w towarzystwie swojej koleżanki, która później pojechała do domu. Druga młodsza siostra, wraz z przyjaciółmi, czekała na nią dwieście metrów dalej. Widząc, że Emanuela nie pojawiła się o umówionej godzinie, poszli w kierunku szkoły, gdzie dotarli około 19.30. Już jej tam nie było. Od tego momentu wszelki ślad po niej zaginął. Wraz z moim ojcem poszliśmy od razu na policję złożyć zawiadomienie o zniknięciu naszej bliskiej. Nie chciano jednak go przyjąć, gdyż upłynęło zbyt mało czasu. Tłumaczono nam, że może oddaliła się dobrowolnie i tylko się spóźni
            Właśnie tego dnia Jan Paweł II był na pielgrzymce w Polsce. Do dziś zastanawia mnie fakt, że papież, został od razu poinformowany o "nietypowym spóźnieniu" 15-letniej obywatelki watykańskiej, gdy wsiadał do samolotu odlatującego do Rzymu. Watykan wiedział, że jest planowane porwanie i obawiał się go.

W październiku wystosował Pan petycję do watykańskiego sekretarza stanu, kard. Tarciso Bertone. Podpisało się pod nią już 100 tysięcy osób z całego świata. Powiedział mi Pan, że chciałby, aby także Polacy włączyli się w sprawę poszukiwania prawdy o zaginięciu Emanueli Orlandi, tak jak robi to już wiele osób innych narodowości. Pana zdaniem porwanie Emanueli ma bezpośredni związek z Polską?
Nie wiem, czy ma bezpośredni związek z Polską, ale ma z tym, co Jan Paweł II zrobił dla Polski w jej najtrudniejszym momencie historii po drugiej wojnie światowej. Ufam też w to, że może z Polski, od osób, które były najbliższe papieżowi, otrzymamy wreszcie jakąś wskazówkę dotyczącą tego, co stało się z Emanuelą.

"Fakt, iż tak uporczywie milczy się o sprawie Emanueli Orlandi, świadczy o tym, że prawda jeszcze przeszkadza komuś w Watykanie" – powiedział Pan te słowa. W książce Gianluigiego Nuzziego "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI", jest również ten, w którym odradza się papieżowi, by mówił publicznie o Emanueli Orlandi, gdyż to może sprawić wrażenie, że ma Pana rację.
Fakt, że nie chce się, aby papież choćby wymienił imię Emanueli świadczy o tym, że prawda o jej zniknięciu komuś w Watykanie nadal przeszkadza. Takie zachowanie wystawia Stolicę Apostolską na krytykę opinii publicznej, bo wystarczy zapytać kogokolwiek na ulicy o sprawę Emanueli Orlandi - odpowiada, że za Spiżową Bramą wiedzą wszystko i to ukrywają. Dlaczego ludzie tak myślą? Bo skłania ich do tego milczenie tej instytucji.
Jesteśmy coraz bliżej prawdy i wcześniej, czy później wyjdzie ona na jaw. Mam nadzieje, że stanie się to jak najszybciej. Nie boję się. Jestem zdeterminowany szukać do końca życia mojej siostry i czuję, że mam po mojej stronie opinię publiczną. Chcę poznać prawdę o jej zniknięciu, jakakolwiek by ona nie była.
Myślę, że dotąd, aż prawda nie wyjdzie na jaw, będzie ona wisieć nad głowami tych, którzy są odpowiedzialni za zniknięcie Emanueli, jak miecz Damoklesa.

Pomimo wszystko jest Pan nadal osobą wierzącą?
Jest to dość trudne. Chciałbym, aby ktoś pomógł mi wierzyć bardziej gorliwie. Co innego jednak jest wierzyć w Boga, a co innego wierzyć ludziom. Przez wszystkie te lata nie straciłem mojej wiary, nadal jestem praktykującym katolikiem.

Całość wywiadu z Pietro Orlandi przeczytacie w książce Agnieszki Zakrzewicz „Watykański labirynt“, wydanej przez wydawnictwo Czarna Owca w 2013 roku.

sobota, 13 października 2012

80. Vatileaks i proces papieskiego kamerdynera – rozmowa z watykanistą Sandro Magister*


Po publikacji książki Gianluigiego Nuzziego „Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI“ w Watykanie wybuchła afera Vatileaks, której konsekwencją był proces papieskiego kamerdynera Paola Gabriele oskarżonego o kradzież tajnych dokumentów papieża. Przewód sądowy trwał zaledwie tydzień i zakończył się 6 października 2012 roku wyrokiem 18 miesięcy więzienia oraz obarczeniem kosztami procesu. Jaka Pan ocenia całą  sprawę?
Wygląda na to, że proces Paolo Gabriele był tylko częścią szerszego postępowania sądowego dotyczącego większej ilości oskarżeń - w tym, między innymi zdrada tajemnicy państwowej, zdrada zaufania papieża. Oskarżenia te najprawdopodobniej będą wymagały dalszych dochodzeń i być może obejmą one także innych podejrzanych. Nie są to moje osobiste spekulacje - zostało to napisane w akcie oskarżenia, który wysyłał kamerdynera pod sąd, ponieważ przyznał się on do winy.
Majordomus w zasadzie został przyłapany na gorącym uczynku, gdyż tajne dokumenty znaleziono w jego domu. W przypadku Gabriele prokurator miał już wszystkie dowody, aby przeprowadzić proces sądowy dotyczący kradzieży. Praktycznie wszystko było jasne - dlatego rozprawy zakończyły się tak szybko. Nie jest powiedziane, że Paolo Gabriele w przyszłości nie będzie sądzony także z innego oskarżenia, w innym procesie.
Co do faktu, że kamerdyner sam jeden dokonał kradzieży tajnych dokumentów papieża raczej nie ma już wątpliwości - bo tylko on był w stanie zrobić to. Nie można jednak wykluczyć, że inne osoby wewnątrz Watykanu pomogły mu w upowszechnieniu ich lub namawiały go do tego. Skazanie majordomusa za kradzież to najprawdopodobniej pierwszy krok będący konsekwencją afery Vatileaks. Drugim będzie osądzenie informatyka pracującego w Sekretariacie Stanu -  Claudia Sciarpelletti, który jest oskarżony o pomocnictwo. Jak wynika z aktu oskarżenia przedstawionego w sierpniu 2012 roku - także inne osoby współdziałały zarówno z informatykiem, jak i z kamerdynerem.

Czy to znaczy, że w Watykanie miał miejsce spisek?
Spisek to chyba zbyt duże słowo - bo wymaga on tajnego porozumienia pomiędzy grupą osób, mającą jednego lub kilku przywódców i działającą aby osiągnąć konkretny cel. Moim zdaniem w Watykanie w ostatnim czasie wiele osób postępowało jak Paolo Gabriele, mając jednak na celu osobiste interesy - a te nie zawsze idą w parze z interesami innych. Moim zdaniem wszystko to, co stało się w ostatnim czasie w Watykanie wynika z przerostu ambicji wielu kardynałów, którzy działali przeciwko sobie i na przekór sobie. Afera Vatileaks wybuchła, gdyż już od dłuższego czasu został zerwany pakt lojalności, który obowiązuje ludzi należących do jednej instytucji. Jeżeli jest się częścią jakiejś struktury, nie działa się przecież umyślnie i z premedytacją na jej szkodę.
Przypadek Paola Gabriele jest emblematyczny bo to człowiek, który cieszył się najwyższym zaufaniem Ojca Świętego i zdradził go, niemal na jego oczach. Majordomus był laikiem najbliższym papieżowi ze wszystkich ludzi. Należał do Rodziny papieskiej, zasiadał i jadł z Jego Świętobliwością przy tym samym stole. Uczestniczył w życiu prywatnym Josepha Ratzingera i miał nieograniczony dostęp do wszystkich dokumentów, które leżały na jego biurku.  Paolo Gabriele po prostu zdradził papieża.

Z tego właśnie powodu największe wrażenie zrobiły jego słowa: "Zrobiłem to tylko i wyłącznie z głębokiej miłości do Kościoła Chrystusa i do jego ziemskiego Przywódcy. Nie czuję się złodziejem." Co Pan myśli o tym?
Nie mam wątpliwości, że Paolo Gabriele wypowiedział szczerze te słowa i jest święcie przekonany o słuszności swojego działania. Zarówno podczas dochodzenia, jak i podczas procesu Gabriele był szczery. Ta jego szczerość jednak odsłania nam osobę fanatyczną, przekonaną o swojej wielkiej misji, którą jest ratowanie Kościoła przechodzącego okres dekadencji. Człowiek ten z miłości do Kościoła był gotów czynić rzeczy nielegalne. Historia zna wiele takich przypadków, gdy osoby popełniające nawet ciężkie zbrodnie robiły to w imię wielkich i pięknych ideałów.
W sądzie kamerdyner robił wrażenie człowieka słabego wewnętrznie, podlegającego sugestiom innych. Pomimo przekonania o swojej wielkiej misji, miał potrzebę poparcia osób ważnych i szukał ich aprobaty. Zwierzał się i konsultował z innymi - wśród nich kardynałowie Angelo Comastri i Paolo Sardi, biskup Francesco Cavina oraz była guwernantka Ratzingera Ingrid Stampa.
Kardynał Sardi od 2009 jest Pro-Patronem Suwerennego Zakonu Maltańskiego, a wcześniej pełnił bardzo delikatną rolę, gdyż jako wicekamerling Kamery Apostolskiej zajmował się konfekcjonowaniem przemówień papieskich, zarówno Jana Pawła II jak i Benedykta XVI. Więc to osobistość bardzo ważna. Ingrid Stampa do tej pory jest odpowiedzialna za włoskojęzyczną wersję wszystkich tekstów papieża, pracuje w Sekretariacie Stanu i nadal ma wolny dostęp do apartamentów papieskich. Wszystkie wymienione postacie znały bardzo dobrze Paolo Gabriele i miały z nim bliskie relacje. Oczywiście osoby te nie zostały uznane za współwinne i nie uczestniczyły w żaden sposób w akcie kryminalnym kradzieży dokumentów, były tylko świadkami w procesie.

Najbardziej tajemniczą i kontrowersyjną postacią okazał się spowiednik Paola Gabriele. Wątek ojca duchowego i powiernika, pojawił się, gdy ujawniono w sierpniu fragmenty zeznań kamerdynera. Była w nich mowa o tajemniczym "księdzu B", który na jego prośbę przechowywał kopie tajnych dokumentów, wyniesionych zza Spiżowej Bramy, a następnie je spalił. Przez moment myślano nawet, że "księdzem B" mógł być Polak. Później sprawa się wyjaśniła?
Podczas ostatniej rozprawy ujawniono nazwisko spowiednika - to ksiądz Giovanni Luzi ze wspólnoty „Matka dobrego pastora" z Palestriny koło Rzymu. Jego rola w całej aferze Vatileaks jest dość zastanawiająca, bo podczas procesu wyszło na jaw, że Paolo Gabriele, który przechowywał w domu niezliczoną ilość dokumentów wykradanych latami z Watykanu, - kiedy zdecydował się dać część z nich dziennikarzowi Gianluigiemu Nuzziemu, przekazał ich kopie do przechowania także swojemu spowiednikowi. Ksiądz Luzi podczas przesłuchania mówił, że otrzymał pudło pełne dokumentów, ale po kilku dniach spalił wszystko, bo dowiedział się, że były owocem nielegalnej działalności. Co jednak powiedział jako "ojciec duchowy" Paolowi? Doradził mu, aby nigdy nie przyznawał się do winy, chyba, że poprosi go o to sam papież. Tak widocznie było - bo gdy wyszły na jaw ewidentne dowody winy majordomusa, gdyż sekretarz papieża ojciec Georg Gänswein odkrył w książce Nuzziego dokumenty, które mogły zostać zabrane tylko z jego biurka i wezwał na rozmowę podejrzanego, dając mu okazję do przyznania się - Gabriele zaprzeczył.
Spowiednika przesłuchiwano w charakterze świadka, ale trzeba przyznać, że jego rady spirytualne dla kamerdynera były co najmniej dziwne.

Przeczytał Pan książkę Gianluigiego Nuzziego "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI"? Jak Pan ocenia jej zawartość?
Oczywiście, że przeczytałem. Dokumenty opublikowane w książce są bardzo różne, pochodzą z różnych kongregacji i instytucji watykańskich. Jedne są ważne, inne mniej ważne. O wielu sprawach, zwłaszcza dotyczących Włoch już wiadomo było od dawna - w książce znalazły się dokumenty potwierdzające fakty. Ich publikacja nie wzbudziła więc dodatkowych polemik za Spiżową Bramą.
Moim zdaniem prawdziwym problemem dla Watykanu jest właśnie zerwanie paktu lojalności. To prawie śmiertelny cios dla Kurii. Kiedy zdrada jest na tak wysokim szczeblu, nikt nie ma już do siebie zaufania.
Vatileaks to masowe wyjście tajnych dokumentów z najważniejszych biur Stolicy Apostolskiej. W Kościele katolickim sekret sumienia i lojalność mają centralne znaczenie. W obliczu takiej zdrady, każdy kto chciałby zwrócić się do papieża w formie poufnej, będzie się bał, że jego tajemnice mogą wyjść na jaw. Vatileaks zniszczył przywilej raportu konfidencyjnego z papieżem - to największy problem w tej całej historii.

Co afera Vatileaks mówi nam o współczesnym Kościele i o rządach Benedykta XVI?
Na pewno ta afera ujawniła stan dezintegracji centralnego rządu Kościoła, co jest faktem bardzo oczywistym. Naturalnie Kościół Powszechny nie jest całkowicie uzależniony od funkcjonowania władzy centralnej, bo został powołany do życia przez Jezusa Chrystusa, ma swoją misję i wykracza ona poza sprawy biurokratyczne. Problemy w Kurii rzymskiej nie oznaczają, że cały Kościół jest w fazie rozkładu. Niezależnie od tego, co w Watykanie dzieje się na oczach wszystkich, zaufanie i szacunek do papieża Benedykta XVI rośnie.

Afera Vatileaks, zdrada Paolo Gabriele i książka Gianluigiego Nuzziego - wbrew pozorom to wszystko wzmocniło pozycję Benedykta XVI. Papież jest przecież "pozytywnym bohaterem" tej całej historii. Trudno się więc dziwić, że kamerdyner najprawdopodobniej zostanie przez niego ułaskawiony.
W pewnym sensie tak, gdyż wyszły na jaw wszystkie zmagania Benedykta XVI mające na celu wprowadzenie poważnych, strukturalnych reform w Kurii. Rząd centralny Kościoła przechodzi moment olbrzymich trudności - nie jest to jednak wina Josepha Ratzingera. Bałagan w Kurii niestety został odziedziczony z czasów jego poprzednika, bo Jan Paweł II - który bez wątpienia był wielkim papieżem pod wieloma względami - zupełnie nie zajmował się administrowaniem Watykanu. Kuria rzymska zdezintegrowała się właśnie podczas pontyfikatu Karola Wojtyły - podzieliła się na małe feuda, podległe różnym kardynałom czy arcybiskupom, z których każdy dbał o własne interesy, a te często były w konflikcie.
Benedykt XVI odziedziczył taki stan rzeczy. Stojąc na czele Kongregacji Doktryny Wiary przez wiele lat obserwował, co dzieje się w Kurii, choć on sam trzymał się zawsze na boku i nie należał do żadnej "kardynalskiej partii", ani sam nie miał swojej. Choć Ratzinger nie miał własnego klanu, wszyscy jednak bali się go i szanowali. Dlatego też był jedynym, prawdziwym kandydatem na papieża, który mógł przeprowadzić Kościół przez epokę postwojtyłową. Może się wydawać, że Benedykt XVI nie rządzi Watykanem lub nie radzi sobie z rządami. Jest jednak odwrotnie - to papież, który wprowadza reformy w Kurii i tego namacalnym dowodem jest właśnie Vatileaks.

*Sandro Magister – dziennikarz i pisarz włoski, wieloletni watykanista włoskiego tygodnika „L‘Espresso“. Studiował teologię, filozofię i historię na Uniwersytecie w Mediolanie i na Katolickim Uniwersytecie Świętego Serca w Rzymie. Współpracuje z telewizją Konferencji Episkopatu Włoch, dla której stworzył progrem „Niedziela z Benedyktem XVI“. Od lat prowadzi jeden z najpopularniejszych portali internetowych o Kościele i Watykanie - www.chiesa.espressonline.it



piątek, 28 września 2012

79. Vatileaks - w Watykanie rozpoczyna się proces przeciwko Paolo Gabriele i Claudio Sciarpelletti

 
W sobotę 29 września 2012 roku, o godz 9.30 w Watykanie rozpocznie się proces przeciwko Paolo Gabriele - papieskiemu kamerdynerowi oraz Claudio Sciarpelletti - technikowi informatycznemu w Sekretariacie Stanu. Majordomus aresztowany 23 maja pod zarzutem wyniesienia z apartamentów papieskich tajnych dokumentów jest oskarżony o kradzież, informatyk będzie odpowiadał za pomocnictwo. W domu Paola Gabriele, oprócz dokumentów, w trakcie przeszukania znaleziono również grudkę złota, czek na 100 tysięcy euro zapisany na papieża oraz piętnastowieczną księgę.
Skład trybunału watykańskiego to trzech sędziów: Giuseppe Dalla Torre (prezes watykańskiego sądu), Paolo Papanti Pelletier i Venerando Marano. Prawnik Nicola Picardi będzie nadal promotorem sprawiedliwości w procesie – funkcja ta jest odpowiednikiem prokuratora. Rzecznik prasowy Watykanu ksiądz Federico Lombardi, powiedział podczas konferencji prasowej, że trudno przewidzieć ile może trwać proces, ale "jest mało prawdopodobne, że zakończy się w ciągu jednego dnia".
Pod koniec sierpnia złożył rezygnację adwokat Carlo Fusco – główny obrońca majordomusa. Powodem była „różnica zdań z klientem“. Fusco przyjął linię ugodową, twierdząc, że Gabriele działał w dobrej wierze całkowicie sam i nie było żadnego spisku. Obrońcą jest teraz adwokatka Cristiana Arru, która wspomagała wcześniej Fusco. Nową linię obrony majordomusa poznamy dopiero w trakcie procesu. Adwokatem informatyka Sciarpelletti jest Gianluca Benedetti. Kalendarz rozpraw zostanie dopiero ustalony przez sędziego Della Torre. Proces, który odbędzie się w sali rozpraw Trybunału Państwa-Miasta Watykańskiego, będzie mogła obserwować tylko mała grupa dziennikarzy prasowych i agencyjnych. Telewizje i fotoreporterzy nie zostaną wpuszczeni na salę rozpraw.

Paolo Gabriele przyznał się, że rozpoczął kontakty z dziennikarzem Gianluigim Nuzzim w październiku lub listopadzie 2011 roku, szukając go poprzez redakcję telewizji „La7“. Po kilku spotkaniach nastąpiło przekazywanie fotokopii dokumentów, mające miejsce w kilku etapach. Majordomus w raz z innymi osobami zbierał je już od dawna - ilekroć fakty przedstawiane światu przez Watykan były inne niż prawda on odkładał dowody na jej potwierdzenie. Na przełomie stycznia i lutego udzielił Nuzziemu także wywiadu przed kamerą telewizyjną, który został nagrany w domu dziennikarza. Jego fragment wyemitowano 22 lutego b.r, w programie Nuzziego „Nietykalni“ w związku z oddaleniem z Kurii Watykańskiej abp. Carla Maria Viganò byłego sekretarza Gubernatoratu Państwa Watykańskiego. To dało początek aferze Vatileaks.
Paolo Gabriele miał zmieniony głos i ukrytą twarz – był więc nierozpoznawalny. Mówił, że działa ze względu na dobro papieża, że jest to próba oczyszczenia Watykanu od środka, gdyż w ostatnich latach jest coraz więcej skandali a hipokryzja króluje wszędzie oraz że jest przekonany, iż opublikowanie dokumentów przyśpieszy reformy rozpoczęte przez Benedykta XVI. Majordomus podkreślał, że nie działał sam, co wywołało podejrzenie o spisek i rozpoczęcie wewnętrznego dochodzenia w Watykanie.
Jak twierdzi znany amerykański watykanista John Allen z  National Catholic Reporter – „W interesie Watykanu jest udowodnić, że Paolo Gabriele działał sam i żadnego spisku nie było. Temu służy proces. Będzie to jednak bardzo trudne, gdyż nikt w to nie wierzy.“ Już sam fakt, że przed sądem został postawiony także informatyk Claudio Sciarpelletti, który przekazywał Gabriele koperty z różnymi dokumentami od osób trzecich, świadczy o tym, że o działaniu majordomusa wiedziało najprawdopodobniej więcej osób. Akt oskarżenia przedstawiony przez promotora sprawiedliwości Nicola Picardi jest pełen omissis, które ukrywają nazwiska. Proces watykański chyba nie będzie krótki i może przynieść wiele niespodzianek. Gaianluigi Nuzzi nie chce komentować tego co dzieje się w Watykanie. 

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

78. Vatileaks - Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze...


Podczas gdy jedyny oskarżony w aferze Vatileaks, Paolo Gabriele, oczekuje w watykańskim pokoju bezpieczeństwa na proces kanoniczny, wszyscy zastanawiają się o co chodzi. Za kradzież i złamanie tajemnicy papieskiej, majordomusowi Benedykta XVI grozi do 8 lat więzienia, zgodnie z kodeksem Zanardelli obowiązującym w Watykanie. Już jednak teraz mówi się o tym, że "Paoletto" może zostać ułaskawiony przez papieża,  bo współpracuje. 

Los papieskiego kamerdynera nie martwi wielu, gdyż albo był on zwykłą płotką, która skończyła jako kozioł ofiarny, albo podwójnym agentem, który od dłuższego czasu służył także interesom papieża. Dlaczego jednak zwolniono w trybie natychmiastowym bankiera Ettore Gotti Tedeschi? Jest to wydarzenie bez precedensu, bo nigdy wcześniej - ani w przypadku Paula Marcinkusa, ani Angelo Caloi (poprzednich bankierów IOR), których chciała przesłuchać włoska prokuratura - nie zastosowano kary tak surowej.
Zdaniem Gianluigiego Nuzziego, autora książki "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI", która wywołała watykańską aferę, Gotti Tedeschi chciał by Instytut Dzieł Religijnych przestrzegał zasad międzynarodowych i aby Watykan został wpisany na tzw. "białą listę" państw przestrzegających międzynarodowych przepisów przejrzystości finansowej. Kiedy w 2010 roku zatrzymano 23 miliony euro przelewane z IOR bez danych beneficjentów i Watykan był podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy, ten bankier - w odróżnieniu od swoich poprzedników - z własnej woli wyjaśniał sprawę w prokuraturze. Wydaje się, że profesor ekonomii był pierwszym, który na prawdę chciał, aby IOR przestał być rajem podatkowym i pralnią brudnych pieniędzy.
Był promotorem powstania Urzędu Nadzoru Informacji Finansowej (Autorità di Informazione Finanziaria, AIF), powołanego przez Benedykta XVI w grudniu 2010 roku, który miał kontrolować IOR i całą działalność ekonomiczną Watykanu. Przede wszystkim jednak był krytyczny w stosunku do nowej wersji ustawy 127 dotyczącej przejrzystości finansowej, zmodyfikowanej przez nowego gubernatora kard. Giuseppe Bertello, w wyniku uwag komisji Moneyval. (Ustawę wprowadzono 1 kwietnia 2011 r. i autorami pierwszej wersji byli prezydent Gubernatoratu Państwa Watykańskiego, kard. Giovanni Lajola, oraz ówczesny sekretarz Gubernatoratu, abp. Carl Maria Viganò).
Jak twierdzi inny włoski ekspert sekretów i afer finansowych Watykanu, Ferruccio Pinotti, Gotti Tedeschi był przeciwny nowej wersji ustawy 127, gdyż nie ograniczała ona nielegalnych operacji finansowych, jakie wykonywał bank watykański do tej pory. Zdaniem Pinottiego trzeba spróbować zrozumieć, czy watykańskiego bankiera wyrzucono z pracy dlatego, że chciał być zbyt uczciwy, czy też dlatego, że pod zarzutem inercji, jaki mu postawiono, kryje się jeszcze jakiś grubszy skandal, który dopiero wyjdzie na jaw. Natomiast Giacomo Galeazzi, watykanista dziennika "La Stampa", uważa, że bankier został zwolniony przez komisję kardynalską nadzorującą działalność IOR, ponieważ poprosił o audiencję prywatną u papieża, podczas której chciał ujawnić nazwiska tych wszystkich w Kurii Rzymskiej, którzy przeszkadzają mu we wprowadzeniu Watykanu na "białą listę".
Hipotezę Galeazziego potwierdza inna sensacyjna wiadomość, która dolewa oliwy do ognia afery Vatileaks. Podczas przeszukania w domu bankiera Gotti Tedeschi (z nakazu prokuratury włoskiej, która prowadzi dochodzenie w sprawie korupcji we włoskiej spółce zbrojeniowej Finmeccanica, które nie ma nic wspólnego z Watykanem), policja znalazła pamiętnik bankiera z okresu zarządzania IOR, który miał być jego gwarancją na życie. Już od dłuższego czasu Gotti Tedeschi bał się, że mu się coś stanie, do tego stopnia, że wynajął prywatną ochronę. W przypadku jego śmierci, pamiętnik powierzony zaufanemu adwokatowi miał dotrzeć do prokuratury, mediów i papieża. Ta wiadomość na pewno podniesie temperaturę watykańskiej afery i poziom walki, która toczy się za Spiżową Bramą. Historia zna już przypadki tajemniczych śmierci bankierów, którzy mieli do czynienia z Watykanem.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

77. Kto chce ustrzelić Benedykta XVI




Wszystko zaczęło się od książki Gianluigiego Nuzziego „Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI”. Publikacja ta zawiera i analizuje dokumenty przeznaczone do wiadomości Benedykta XVI i jego najbliższych współpracowników, które zostały przekazane autorowi. Chodzi o ważne listy, korespondencję między papieżem a sekretarzem stanu kard. Tarcisiem Bertonem, zapiski osobistego sekretarza, ks. Georga Gänsweina i dokumenty z różnych nuncjatur. Prawdziwość materiałów jest niepodważalna i jasno widać, że w Watykanie toczy się wojna o władzę i pieniądze. Niektórzy spekulują, że skończy się dymisją papieża.






– Moje źródło informacji odezwało się zaraz po wydaniu pierwszej książki, „Vaticano S.p.a” („Watykan sp. z o.o.”), która zawierała dokumenty z archiwum prałata Dardozziego i ujawniała skandale finansowe IOR (Istituto per le Opere di Religione – Instytut Dzieł Religijnych, tak oficjalnie nazywa się Bank Watykański – przyp. AZ), zaangażowanego w pranie brudnych pieniędzy oraz w wielką łapówkę Enimont dla włoskich polityków. Skontaktowano się ze mną przez starego znajomego. Zanim trafiłem do właściwego informatora, dwukrotnie spotkałem się z dwoma mężczyznami, którzy mnie „badali”, a ich zachowanie wskazywało na to, że są bardziej obyci z mundurem niż z sutanną. Spotkania ze źródłem informacji oraz przekazywanie dokumentów następowały systematycznie, w bezpiecznych miejscach. Żadnych telefonów, mejli, kontaktów bezpośrednich. Moje źródło informacji zostało nazwane Maryja, choć nie była to jedna osoba, tylko grupa, która postanowiła ujawnić zgniliznę Watykanu – mówi Nuzzi.

Polowanie na kruki

Watykan stwierdził, że książka Nuzziego jest niemoralnym owocem kradzieży i działaniem przestępczym. Trzy dni po premierze światowe media obiegła wiadomość o aresztowaniu przez żandarmerię watykańską papieskiego kamerdynera Paola Gabrielego. Zatrzymania dokonał szef żandarmerii Domenico Giani, którego nazwisko powtarza się w niewygodnej książce. Podobno w mieszkaniu kamerdynera znaleziono sejfy pełne dokumentów i urządzenia do ich kopiowania.
Majordomusa osadzono w „pokoju bezpieczeństwa”, ponieważ w Watykanie nie ma więzienia. Chciano mu postawić zarzut spowodowania zagrożenia dla osoby papieża, ale ograniczono się do oskarżenia go o kradzież tajnych dokumentów i ich ujawnienie.
O tym, że za Spiżową Bramą krążą tzw. kruki, które wykradają i rozpowszechniają tajne informacje, wiadomo od kilku miesięcy. Papież powołał komisję kardynalską mającą wykryć spiskowców, w której skład weszli Julian Herranz, Jozef Tomko i Salvatore De Giorgi.
W lutym br. do włoskiego dziennika „Il Fatto Quotidiano” przeciekł ściśle tajny dokument dotyczący planowanego zamachu na papieża. Arcybiskup Palermo Paolo Romeo po powrocie z Chin mówił o informacji na temat śmierci Benedykta XVI (najpóźniej w listopadzie 2012 r.) na podstawie anonimowego donosu z 30 grudnia 2011 r., który dostał się w jego ręce, a następnie został przekazany przez kard. Daría Castrillóna Hoyosa do Sekretariatu Stanu i osobistego sekretarza papieża. Następcą Benedykta XVI miałby zostać kard. Angelo Scola. Rzecznik Watykanu o. Federico Lombardi skwitował wszystko stwierdzeniem, że to niedorzeczności.
W Watykanie i poza jego murami wiele osób wątpi, by Gabriele był jedynym krukiem i informatorem Nuzziego. Raczej jest kozłem ofiarnym złożonym na ołtarzu kard. Bertonego, tak jak bankier IOR Ettore Gotti Tedeschi, zwolniony kilka dni wcześniej.

Zwolnienie bankiera

Zwolnienie Tedeschiego to wydarzenie bez precedensu, bo nigdy wcześniej – ani w przypadku Paula Marcinkusa, ani Angela Caloi (poprzednich bankierów IOR) – nie zastosowano kary tak surowej jak natychmiastowe oddalenie.
– Jaką winę ponosi Tedeschi? Chciał, by IOR przestrzegał zasad międzynarodowych i aby Watykan został wpisany na tzw. białą listę państw przestrzegających przepisów przejrzystości finansowej. Kiedy w 2010 r. zatrzymano 23 mln euro przelewane z IOR bez danych beneficjentów i Watykan był podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy, ten bankier – w odróżnieniu od poprzedników – z własnej woli wyjaśniał sprawę w prokuraturze. Chyba objął funkcję jako protegowany kard. Bertonego, a później, widząc, co się dzieje, przeszedł na stronę papieża i to go zgubiło – tłumaczy autor książki.
Podobno zwolnienia nie uzgodniono z Benedyktem XVI, a kiedy papież dowiedział się o tym – płakał. Rzecznik prasowy Watykanu oświadczył, że odejście Tedeschiego nie ma nic wspólnego z VatiLeaks (tak ochrzczono aferę w nawiązaniu do WikiLeaks Assange’a), nikt jednak w to nie wierzy. Kiedy komisja kardynalska nadzorująca bank zebrała się, aby parafować decyzję, rozpowszechniono list kard. Carla Andersona, w którym oskarżał on bankiera, że nie złożył dostatecznych wyjaśnień, dlaczego dokumenty przygotowane dla papieża znalazły się w książce Nuzziego.
W Watykanie już myśli się o następcy. Odrzucono wszystkich włoskich kandydatów, którzy mieli chrapkę na tę posadę, a których kariera nie jest przejrzysta, choć podobają się Bertonemu. Papież na stanowisku bankiera IOR widzi szefa Bundesbanku – 81-letniego Hansa Tietmeyera. Do kreatywnych finansistów włoskich nie ma zaufania.

Kardynalskie ambicje

Niełatwo zliczyć tych, którym naraził się kard. Bertone, wybrany przez Benedykta XVI na sekretarza stanu w 2006 r. Joseph Ratzinger darzył go jednak pełnym zaufaniem, gdyż był sekretarzem Kongregacji Nauki Wiary, gdy on nią kierował.
Bertonemu zarzuca się przede wszystkim to, że nie ma przeszłości dyplomatycznej, co przy tak ważnej funkcji jest konieczne, i że jest zbytnio uwikłany w politykę włoską. Kardynał był do końca watykańskim sponsorem premiera Berlusconiego, nawet gdy jego skandale obyczajowe wywołały oburzenie.
Powodów do niezadowolenia jest wiele, począwszy od tego, że sekretarz stanu zamiast współpracować z papieżem przy trzeciej encyklice, podróżował po świecie, popełniając przy tym gafy takie jak wypowiedź w Chile: „Nie ma żadnego związku pomiędzy celibatem i pedofilią, jest natomiast związek pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią”.
Zdaniem wielu kardynałów rola sekretarza stanu powinna polegać na oddanej służbie papieżowi i wykonywaniu jego poleceń. Bertone natomiast sam podejmuje inicjatywy, bez konsultacji z papieżem, ale w jego imieniu. Pozostali purpuraci mu nie dowierzają i kierują listy oraz skargi na ręce sekretarza Georga Gänsweina. Książka Nuzziego przedstawia sporo przykładów takiej korespondencji, świadczącej o bezwzględnej wojnie podjazdowej w Kurii Rzymskiej.
Największy problem stanowią jednak IOR i zarządzanie majątkiem watykańskim. Urząd Nadzoru Informacji Finansowej powołany w grudniu 2010 r. miał kontrolować finanse Stolicy Apostolskiej i podlegać jedynie papieżowi. Zdaje się, że od miesięcy kard. Bertone robi wszystko, aby kontrola pozostała w gestii Sekretariatu Stanu, oddalając z Watykanu wszystkich, którzy chcą reform – tak jak bankier Ettore Gotti Tedeschi czy abp Carl Maria Vigano, który otwarcie oskarżał dygnitarzy kościelnych m.in. o malwersacje, kradzieże w willach watykańskich za zgodą dyrektora Muzeów Watykańskich, oszustwa finansowe w „L’Osservatore Romano”, a nawet wydawanie zbyt wiele na szopki bożonarodzeniowe na placu św. Piotra. Abp. Vigano z woli kard. Bertonego został wysłany jako nuncjusz do USA.
Ambitny sekretarz stanu chciał utworzyć wielki katolicki ośrodek medyczny, przejmując zadłużony mediolański szpital San Raffaele. Przyczynił się również do usunięcia z funkcji prezydenta Instytutu im. Toniola kard. Dionigiego Tettamanziego i zastąpienia go kard. Angelem Scolą.

Watykańska zgnilizna

„W wielu przypadkach prawo łamane jest na różnych szczeblach. Nie są to sytuacje okazjonalne, wynikające z pomyłek, lecz systematyczny brak przestrzegania zasad i szacunku dla praworządności” – tak rozpoczyna się anonimowy donos jednego z kardynałów do papieża, opublikowany w książce „Jego Świątobliwość”. Te słowa wstrząsnęły już światową opinią publiczną, potwierdzając, że w Watykanie łamie się prawo na każdym kroku.
Po aresztowaniu papieskiego kamerdynera w dzienniku „La Repubblica” ukazał się wywiad z jednym z kruków. Osoba zamieszana w wykradanie tajnych dokumentów powiedziała, że operacja ta prowadzona była z chęci obrony Benedykta XVI przed kard. Bertonem. Anonimowy rozmówca potwierdził, że do grupy spiskowców należą kardynałowie i ich osobiści sekretarze, dostojnicy i płotki, kobiety i mężczyźni, prałaci i świeccy. Są też hierarchowie, ale Sekretariat Stanu nie może tego powiedzieć i każe aresztować majordomusa, który zaledwie dostarczył listy na prośbę innych. Celem akcji jest natomiast ujawnienie zgnilizny, która pojawiła się w Kościele, począwszy od lat 2009-2010. Niestety, dziś za Spiżową Bramą toczy się walka wszystkich ze wszystkimi, w której nie wiadomo, kto jest z kim, a przeciwko komu.
Watykan – ustami rzecznika – oczywiście zaprzeczył, jakoby trwało dochodzenie także przeciw kardynałom i że w sprawę są zamieszane kobiety. Jednak po książce Nuzziego nikt już w to nie wierzy.
– Zadzwonił do mnie informator i powiedział: „75% osób w Watykanie jest zadowolonych z tego, że książka się ukazała, 25% nie. Na twoim miejscu przez dłuższy czas nie piłbym kawy, bo może być zatruta” – mówi Nuzzi.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego papież nie oddali Bertonego, zamiast odsuwać osoby chcące reform. Przyczyną jest zapewne słabość Ratzingera, który nie potrafi rządzić twardą ręką i boi się rozłamu w Kurii Rzymskiej. Słabość ta prowadzi do spekulacji na temat ewentualnej dymisji samego Benedykta XVI.

VatiLeaks?

– Gdybym chciał dokonać takiej operacji jak Julian Assange, umieściłbym dokumenty w sieci bez selekcji. Zebrałem je natomiast w książce, przeanalizowałem i skomentowałem. To nieprawda, że ujawnione materiały mogą narazić życie kogokolwiek. Mówienie o VatiLeaks jest dużym uproszczeniem – tłumaczy Nuzzi.
Dlaczego jednak mury watykańskie zadrżały? Nuzzi ujawnia przede wszystkim listy prywatne dyrektora katolickiego dziennika „Avvenire”, Dina Boffa, pogrążonego przez fałszywą aferę medialną (dziennik należący do rodziny Berlusconich oskarżył go, że jest homoseksualnym gwałcicielem). Boffo ostro krytykował skandale seksualne premiera. O dostarczenie spreparowanych dokumentów o wyroku za molestowanie seksualne na dyrektora „Avvenire” podejrzewa się natomiast dyrektora „L’Osservatore Romano”, prof. Giovanniego Maria Viana, bliskiego kard. Bertonemu.
W „Jego Świątobliwości” opublikowane są także wszystkie listy abp. Carla Marii Vigana, wysłanego z woli Bertonego do USA jako nuncjusz apostolski. W listach tych Vigano opisuje wiele skandali i malwersacji. Wśród kwestii najbardziej palących, ujawnionych po raz pierwszy, jest dokumentacja dotycząca tajnych pertraktacji między Bertonem a byłym ministrem skarbu Giuliem Tremontim, dotyczących tego, jak uniknąć kary pieniężnej ze strony UE za uprzywilejowanie Kościoła w niepłaceniu podatku od nieruchomości, a jednocześnie jak zrobić, by Kościół go nie płacił. Są dokumenty, z których jasno wynika, że Watykan wspiera włoskich polityków w takich sprawach jak związki partnerskie, aborcja, uznanie praw mniejszości homoseksualnych, eutanazja, testament biologiczny.
Z książki Nuzziego możemy też się dowiedzieć, że wywiad watykański prowadził na terenie Włoch działania operacyjne, takie jak śledzenie, podsłuchiwanie i fotografowanie, bez zezwolenia – obserwowano m.in. osoby uczestniczące w manifestacji w sprawie zaginionej Emanueli Orlandi. Papieżowi doradzono również, aby w oficjalnych przemówieniach nigdy nie wymieniał jej nazwiska, by nie łączyć sprawy ze Stolicą Apostolską.
Jest zakaz nadania przez katolicką Wspólnotę Sant’Egidio wyróżnienia gubernatorowi Illinois, gdyż ten poparł ustawę o małżeństwach homoseksualnych i jest za aborcją.
W książce znajdują się też dwa dokumenty dotyczące Polski, które wstrząsną naszym krajem. To list nuncjusza apostolskiego w Warszawie abp. Celestina Migliorego do sekretarza stanu kard. Bertonego, w którym nuncjusz broni o. Rydzyka (i wyraźnie z nim sympatyzuje) po jego wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, podczas którego duchowny powiedział, że Polska jest krajem totalitarnym. Migliore krytykuje natomiast ostro reakcję min. Sikorskiego i przypomina, że polscy politycy Janusz Palikot i Grzegorz Napieralski spokojnie obrażają Kościół, nigdy nie przepraszając.
Włoski dziennikarz ujawnia również dokument z Ekwadoru dotyczący zabójstwa polskiego misjonarza, o. Mirosława Karczewskiego, w klasztorze w Santo Domingo de los Colorados. Według dokumentu franciszkanin, okrzyknięty męczennikiem za wiarę, wcale nie został zamordowany podczas napadu rabunkowego, lecz poderżnięto mu gardło w trakcie suto zakrapianej orgietki homoseksualnej na plebanii. Lokalna policja, za wstawiennictwem bp. Wilsona Moncaya, zatuszowała skandal.
Watykan grozi, że już wkrótce w sprawie kradzieży dokumentów rozpoczną się dochodzenia prokuratury także na terenie Włoch. – Ja się nie boję. Spełniłem dziennikarski obowiązek. Bardzo bym się cieszył, gdyby Watykan zaczął współpracować z włoską prokuraturą w sprawie mojej książki. Może wtedy prokuratura mogłaby poprosić Stolicę Apostolską o współpracę w sprawie zaginięcia Emanueli Orlandi i zabójstwa Roberta Calviego – skomentował Nuzzi.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu dla Tygodnika Przegląd

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/kto-chce-ustrzelic-benedykta-xvi

środa, 6 czerwca 2012

76. Jak zginął misjonarz Karczewski? - poderżnięto mu gardło podczas orgii zakrapianej alkoholem


Pamiętacie śmierć polskiego misjonarza, franciszkanina Mirosława Karczewskiego? Wiadomość o jego morderstwie obiegła polskie i światowe media.
Tak pisał o niej Super Express:

"Kochał Boga i ludzi, dlatego pojechał do dalekiego Ekwadoru, by głosić naukę Chrystusa. Misję Mirosława Karczewskiego (45 l.) zakończyła śmierć. Franciszkanin został brutalnie zamordowany w klasztorze św. Antoniego z Padwy w Santo Domingo de los Colorados.
Tego dnia był w klasztorze sam, bo jego dwaj współbracia wyjechali do innych parafii. Zbliżała się pora wieczornej mszy. W kościele, jak każdego dnia, zebrały się tłumy wiernych Ekwadorczyków, którzy czekali na nabożeństwo. Miał je odprawić ojciec Mirosław. Gdy franciszkanin nie przyszedł do świątyni, zaniepokojeni parafianie poszli sprawdzić do klasztoru co się stało. Na podłodze znaleźli zmasakrowane ciało polskiego księdza i kawałek zakrwawionego, złamanego noża.
Ze wstępnych ustaleń ekwadorskiej policji wynika, że w zabójstwie misjonarza z Polski uczestniczyły dwie lub trzy osoby. Prawdopodobny był motyw rabunkowy, bo z klasztoru zginął laptop i telefon ojca Mirka. Oprawcy zniszczyli też duży krzyż.
- Zwykli złodzieje kradną, ale nie zabijają i nie pastwią się nad ciałem - mówi ojciec Jan Łempicki (56 l.), franciszkanin, sekretarz ds. misji i przyjaciel zamordowanego misjonarza.
- Policja ustaliła, że jeszcze o godzinie 16 brat Mirek rozmawiał przez telefon. Z zapisu rozmowy wynika, że nie przeczuwał tragedii, która go spotka. Brat Mirek był pokornym księdzem. To dla nas wielka strata i ból. Modlimy się w jego intencji - dodaje ojciec Łempicki."

Tak zatuszowano fakty...

Jak wynika z tajnego, szyfrowanego listu wysłanego do Watykanu z nuncjatury Quito, który został skopiowany, wyniesiony poza Spiżową Bramę i skończył w książce Gianluigiego Nuzzi "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI" (konsekwencją jej wydania było aresztowanie papieskiego majordomusa i zwolnienie bankiera Gotti Tedeschi), ojciec Karczewski nie zginął jako niewinna ofiara napadu rabunkowego.
W dokumencie, noszącym datę 17/12/2010, można przeczytać: "na podstawie dowodów zebranych na miejscu zbrodni, pierwsze rezultaty śledztwa potwierdzają, że zabójstwo miało "carácter pasional", wyłączając w ten sposób napaść i kradzież".
Od samego początku odkrycia zwłok ojca Karczewskiego nie było wątpliwości, że poderżnięto mu gardło podczas orgii seksualnej, zakrapianej alkoholem.
Jak można przeczytać w ściśle tajnym dokumencie watykańskim:

"W swojej rozmowie telefonicznej, biskup (Wilson Moncayo - przyp.aut.) sprecyzował następujące fakty:
- ofiara znała swoich zabójców; najprawdopodobniej było ich trzech, gdyż duchowny, przed zajściem, kazał służącej przygotować na plebanii trzy pokoje dla gości;
- na miejscu zbrodni znaleziono cztery kieliszki i butelkę bliżej niesprecyzowanej wódki;
- dowody, zgodnie z relacją policji, pokazują, że osoby zaczęły konsumpcję alkoholu około godziny 14.00 w dniu zbrodni;
- scena zbrodni wskazuje na to, że duchowny i jego "goście" mieli stosunki seksualne, widząc, że na miejscu zbrodni znaleziono plamy spermy (bp. Moncayo poinformował mnie, że policja pokazała mu zdjęcia dotyczące tego szczegółu);
- telefon duchownego jest w posiadaniu policji, która egzaminując rozmowy telefoniczne, próbuje odnaleźć zabójców. Ze słów biskupa wynika, że zaginął także laptop. Jak mi powiedział biskup Moncayo, wydaje się, że policja znalazła właściwy ślad aby odkryć winnych;
- biskup powiedział mi, że policja otrzymała rozkazy "z góry", aby znaleźć rozwiązanie tej historii kryminalnej. Podczas rozmowy biskup nie ukrywał swojego zaniepokojenia, że wybuchnie skandal, gdy informacje te dotrą do mediów."

Jak widać policja dobrze zatuszowała wszystkie fakty, aby nic nie przedostało się do prasy, i aby nie wybuchł skandal. "Skradziony" telefon oraz laptop (powód napadu i zabójstwa) były w rękach stróżów prawa. Kto kazał ukryć prawdę? Ktoś wysoko postawiony w Ekwadorze, kto oddał przysługę biskupowi Wilsonowi Moncayo. Pytanie, czy o wszystkim wiedzieli także polscy księża, np. ojciec Jan Łempicki sekretarz ds. misji i przyjaciel zamordowanego misjonarza?

Jak często Kościół nie mówi prawdy?

Zamordowanie jakiejkolwiek osoby jest zawsze tragicznym wydarzeniem, niezależnie od okoliczności. Po skandalach, jakie niemal codziennie wychodzą na jaw, nikogo już nie dziwią księża, którzy pomimo złożonych ślubów czystości uprawiają seks hetero lub homoseksualny, dopuszczając się często czynów lubieżnych, perwersji a nawet przestępstwa, jak pedofilia.
Celem tego artykułu jest ujawnienie prawdy, a nie napiętnowanie zwyczajów ojca Karczewskiego, który podczas nieobecności swoich współbraci urządzał na plebanii w Ekwadorze orgie, a po odbytych stosunkach seksualnych (jak można się domyślać - homoseksualnych, choć dokument watykański tego nie precyzuje), celebrował mszę świętą i rozdawał Eucharystię. Jego przypadek nie jest odosobniony. Książki włoskiego dziennikarza Caramela Abbate "The sex and Vatican" i "Golgota" pokazały, że takich duchownych w Kościele katolickim jest wielu - zarówno w Rzymie, jak i na misjach w Ameryce Łacińskiej oraz w Afryce. Skutki represji seksualnej spowodowanej celibatem to problemem na tyle poważny, że Watykan nie może już sobie z nim poradzić - zawsze jednak ukrywa skandale.
Jak powiedział Gianluigi Nuzzi, autor książki "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI", której publikacja została uznana przez Watykan za akt niemoralny i kryminalny - przykład zatuszowania skandalu morderstwa polskiego misjonarza jest emblematyczny, gdyż pokazuje jasno w jaki sposób Kościół posuwa się często i chętnie do kłamstwa, aby ukryć niewygodne dla niego rzeczy.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

75. Vatileaks? - czyli "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI" Gianluigiego Nuzziego

Vatileaks?


- Gdybym chciał dokonać takiej operacji, jak Julian Assange, umieściłbym dokumenty w sieci bez żadnej selekcji oraz ich omówienia. Zebrałem je natomiast w książce, przeanalizowałem i skomentowałem. Jest też nieprawdą, że ujawnione materiały mogą narazić życie kogokolwiek, tak jak to było w przypadku WikiLeaks. Dlatego uważam, że nazwa "afera Vatileaks" jest dużym uproszczeniem. - tłumaczy Nuzzi.


Co jednak jest tak ważnego w jego książce, że aż zadrżały mury watykańskie?


Nuzzi ujawnia przede wszystkim listy prywatne dyrektora katolickiego dziennika "Avvenire" Dina Boffo, pogrążonego przez fałszywą aferę medialną (na łamach dziennika należącego do rodziny Berusconich został oskarżony o bycie homoseksualistą-gwałcicielem). Boffo krytykował ostro skandale seksualne premiera. O dostarczenie spreparowanych dokumentów o wyroku za molestowanie seksualne na dyrektora "Avvenire" podejrzewa się natomiast dyrektora "L'Osservatore Romano", prof. Giovanniego Maria Vian, bliskiego kardynałowi Bertone.


W "Jego Świątobliwości" są opublikowane także wszystkie listy abp. Carlo Maria Viganò, byłego sekretarza Gubernatoratu Państwa Watykańskiego i oddalonego z Watykanu z woli Bertonego, do Stanów Zjednoczonych w roli nuncjusza apostolskiego. W listach tych, Viganò ujawnia wiele skandali i malwersacji finansowych. Jest także korespondencja odkrywająca kulisy wojny podjazdowej o prezydenturę prestżowego Istytutu Toniolo i arcybiskupstwa Mediolanu oraz o próbę przejęcie szpitala San Raffaele w Mediolanie, dzięki pieniądzom IOR.


Wśród kwestii najbardziej palących, ujawnionych po raz pierwszy, jest dokumentacja dotycząca sekretnych pertraktacji pomiędzy kardynałem Bertone i byłym ministrem skarbu Giuglio Tremontim dotycząca tego, jak uniknąć kary pieniężnej ze strony UE za uprzywilejowanie Kościoła w niepłaceniu podatku od nieruchomości, a jednocześnie jak zrobić aby Kościół go nie płacił, pomimo trudnej sytuacji gospodarczej Włoch. Jest dossier skierowane do Ratzingera, w którym przekonuje się go, że afera z nieletnią Ruby to atak sędziów na Berlusconiego. Są dokumenty, z których wynika jasno, że Watykan kondycjonuje włoskich polityków w takich sprawach jak związki partnerskie, aborcja, uznanie praw mniejszości homoseksualnej, eutanazja, testament biologiczny. Są zapiski sekretarza osobistego papieża Georga Gänsweina po spotkaniu z jednym z najbliższych współpracowników Marcial Maciel Degollado, które wskazują na to, że Rafael Moreno donosił o skandalach już w 2003 roku - czyli za pontyfikatu Jana Pawła II, ale nikt w Watykanie nie chciał z nim rozmawiać.


Z książki Nuzziego możemy też dowiedzieć się, że wywiad watykański prowadził działania operacyjne jak śledzenie, podsłuchiwanie i fotografowanie, na terenie Włoch, bez zezwolenia - między innymi obserwując osoby uczestniczące w manifestacji na rzecz Emanueli Orlandi. Papieżowi doradzono również, aby nie wymieniał nigdy w przemówieniach oficjalnych nazwiska zaginionej, by nie łączyć w żaden sposób sprawy ze Stolicą Apostolską. Jest raport w sprawie samochodu agentów watykańskich, który został ostrzelany z pistoletu, gdy ci byli w restauracji.


Są również analizy globalnej strategii finansowej przygotowane przez bankiera Gotti Tedeschiego dla Benedykta XVI, w których doradza jak Watykan, który traci coraz więcej wpływów z datków wiernych, powinien zachować się podczas światowego kryzysu gospodarczego. Są także dokumenty dotyczące nowej "Ostpolitik" prowadzonej w Chinach. Jest zakaz nadania wyróżnienia gubernatorowi Illinois przez katolicką Wspólnotę Sant'Egidio, gdyż ten poparł ustawę o małżeństwach homoseksualnych i jest za aborcją.


W książce Gianluigiego Nuzziego znajdują się też dwa dokumenty dotyczące Polski, które na pewno wstrząsną naszym krajem. Jest list nuncjusza apostolskiego w Warszawie abp. Celestina Migliore do sekretarza stanu kard. Bertone, w którym nuncjusz broni ojca Rydzyka (i wyraźnie z nim sympatyzuje) po jego wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, podczas którego duchowny powiedział, że Polska jest krajem totalitarnym. Nuncjusz krytykuje natomiast ostro reakcję ministra Sikorskiego. Abp. Migliore przypomina także, że politycy polscy Janusz Palikot i Grzegorz Napieralski spokojnie obrażają Kościół, nigdy nie przepraszając.


Włoski dziennikarz ujawnia również dokument pochodzący z Ekwadoru i dotyczący zabójstwa polskiego misjonarza ojca Mirosława Karczewskiego w klasztorze w Santo Domingo de los Colorados. Otóż franciszkanin okrzyknięty męczennikiem za wiarę wcale nie został zamordowany podczas napadu rabunkowego lecz poderżnięto mu gardło w trakcie orgietki homoseksualnej na plebanii suto zakrapianej alkoholem. Lokalna policja, za wstawiennictwem biskupa Wilsona Moncayo, zatuszowała skandal. Wszystko to jest napisane czarno na białym w dokumencie szyfrowanym, przesłanym do Watykanu i który wykradziony przez "kruki" skończył w książce Nuzziego.


Stolica Apostolska grozi, że już wkrótce w sprawie kradzieży dokumentów rozpoczną się dochodzenia prokuratury także na terenie Włoch.


- Do tego Watykan, jako obce państwo, potrzebuje pomocy włoskiego państwa. Ja się nie boję. Spełniłem mój dziennikarski obowiązek. Bardzo bym się cieszył, gdyby Watykan zaczął wreszcie współpracować z włoską prokuraturą, w przypadku mojej książki. Może wtedy, włoska prokuratura - w ramach pomocy bilateralnej - mogłaby poprosić Stolicę Apostolską o współpracę w sprawie zaginięcia Emanueli Orlandi i zabójstwa Robero Calviego. - skomentował Nuzzi.


Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu