Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

sobota, 13 października 2012

80. Vatileaks i proces papieskiego kamerdynera – rozmowa z watykanistą Sandro Magister*


Po publikacji książki Gianluigiego Nuzziego „Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI“ w Watykanie wybuchła afera Vatileaks, której konsekwencją był proces papieskiego kamerdynera Paola Gabriele oskarżonego o kradzież tajnych dokumentów papieża. Przewód sądowy trwał zaledwie tydzień i zakończył się 6 października 2012 roku wyrokiem 18 miesięcy więzienia oraz obarczeniem kosztami procesu. Jaka Pan ocenia całą  sprawę?
Wygląda na to, że proces Paolo Gabriele był tylko częścią szerszego postępowania sądowego dotyczącego większej ilości oskarżeń - w tym, między innymi zdrada tajemnicy państwowej, zdrada zaufania papieża. Oskarżenia te najprawdopodobniej będą wymagały dalszych dochodzeń i być może obejmą one także innych podejrzanych. Nie są to moje osobiste spekulacje - zostało to napisane w akcie oskarżenia, który wysyłał kamerdynera pod sąd, ponieważ przyznał się on do winy.
Majordomus w zasadzie został przyłapany na gorącym uczynku, gdyż tajne dokumenty znaleziono w jego domu. W przypadku Gabriele prokurator miał już wszystkie dowody, aby przeprowadzić proces sądowy dotyczący kradzieży. Praktycznie wszystko było jasne - dlatego rozprawy zakończyły się tak szybko. Nie jest powiedziane, że Paolo Gabriele w przyszłości nie będzie sądzony także z innego oskarżenia, w innym procesie.
Co do faktu, że kamerdyner sam jeden dokonał kradzieży tajnych dokumentów papieża raczej nie ma już wątpliwości - bo tylko on był w stanie zrobić to. Nie można jednak wykluczyć, że inne osoby wewnątrz Watykanu pomogły mu w upowszechnieniu ich lub namawiały go do tego. Skazanie majordomusa za kradzież to najprawdopodobniej pierwszy krok będący konsekwencją afery Vatileaks. Drugim będzie osądzenie informatyka pracującego w Sekretariacie Stanu -  Claudia Sciarpelletti, który jest oskarżony o pomocnictwo. Jak wynika z aktu oskarżenia przedstawionego w sierpniu 2012 roku - także inne osoby współdziałały zarówno z informatykiem, jak i z kamerdynerem.

Czy to znaczy, że w Watykanie miał miejsce spisek?
Spisek to chyba zbyt duże słowo - bo wymaga on tajnego porozumienia pomiędzy grupą osób, mającą jednego lub kilku przywódców i działającą aby osiągnąć konkretny cel. Moim zdaniem w Watykanie w ostatnim czasie wiele osób postępowało jak Paolo Gabriele, mając jednak na celu osobiste interesy - a te nie zawsze idą w parze z interesami innych. Moim zdaniem wszystko to, co stało się w ostatnim czasie w Watykanie wynika z przerostu ambicji wielu kardynałów, którzy działali przeciwko sobie i na przekór sobie. Afera Vatileaks wybuchła, gdyż już od dłuższego czasu został zerwany pakt lojalności, który obowiązuje ludzi należących do jednej instytucji. Jeżeli jest się częścią jakiejś struktury, nie działa się przecież umyślnie i z premedytacją na jej szkodę.
Przypadek Paola Gabriele jest emblematyczny bo to człowiek, który cieszył się najwyższym zaufaniem Ojca Świętego i zdradził go, niemal na jego oczach. Majordomus był laikiem najbliższym papieżowi ze wszystkich ludzi. Należał do Rodziny papieskiej, zasiadał i jadł z Jego Świętobliwością przy tym samym stole. Uczestniczył w życiu prywatnym Josepha Ratzingera i miał nieograniczony dostęp do wszystkich dokumentów, które leżały na jego biurku.  Paolo Gabriele po prostu zdradził papieża.

Z tego właśnie powodu największe wrażenie zrobiły jego słowa: "Zrobiłem to tylko i wyłącznie z głębokiej miłości do Kościoła Chrystusa i do jego ziemskiego Przywódcy. Nie czuję się złodziejem." Co Pan myśli o tym?
Nie mam wątpliwości, że Paolo Gabriele wypowiedział szczerze te słowa i jest święcie przekonany o słuszności swojego działania. Zarówno podczas dochodzenia, jak i podczas procesu Gabriele był szczery. Ta jego szczerość jednak odsłania nam osobę fanatyczną, przekonaną o swojej wielkiej misji, którą jest ratowanie Kościoła przechodzącego okres dekadencji. Człowiek ten z miłości do Kościoła był gotów czynić rzeczy nielegalne. Historia zna wiele takich przypadków, gdy osoby popełniające nawet ciężkie zbrodnie robiły to w imię wielkich i pięknych ideałów.
W sądzie kamerdyner robił wrażenie człowieka słabego wewnętrznie, podlegającego sugestiom innych. Pomimo przekonania o swojej wielkiej misji, miał potrzebę poparcia osób ważnych i szukał ich aprobaty. Zwierzał się i konsultował z innymi - wśród nich kardynałowie Angelo Comastri i Paolo Sardi, biskup Francesco Cavina oraz była guwernantka Ratzingera Ingrid Stampa.
Kardynał Sardi od 2009 jest Pro-Patronem Suwerennego Zakonu Maltańskiego, a wcześniej pełnił bardzo delikatną rolę, gdyż jako wicekamerling Kamery Apostolskiej zajmował się konfekcjonowaniem przemówień papieskich, zarówno Jana Pawła II jak i Benedykta XVI. Więc to osobistość bardzo ważna. Ingrid Stampa do tej pory jest odpowiedzialna za włoskojęzyczną wersję wszystkich tekstów papieża, pracuje w Sekretariacie Stanu i nadal ma wolny dostęp do apartamentów papieskich. Wszystkie wymienione postacie znały bardzo dobrze Paolo Gabriele i miały z nim bliskie relacje. Oczywiście osoby te nie zostały uznane za współwinne i nie uczestniczyły w żaden sposób w akcie kryminalnym kradzieży dokumentów, były tylko świadkami w procesie.

Najbardziej tajemniczą i kontrowersyjną postacią okazał się spowiednik Paola Gabriele. Wątek ojca duchowego i powiernika, pojawił się, gdy ujawniono w sierpniu fragmenty zeznań kamerdynera. Była w nich mowa o tajemniczym "księdzu B", który na jego prośbę przechowywał kopie tajnych dokumentów, wyniesionych zza Spiżowej Bramy, a następnie je spalił. Przez moment myślano nawet, że "księdzem B" mógł być Polak. Później sprawa się wyjaśniła?
Podczas ostatniej rozprawy ujawniono nazwisko spowiednika - to ksiądz Giovanni Luzi ze wspólnoty „Matka dobrego pastora" z Palestriny koło Rzymu. Jego rola w całej aferze Vatileaks jest dość zastanawiająca, bo podczas procesu wyszło na jaw, że Paolo Gabriele, który przechowywał w domu niezliczoną ilość dokumentów wykradanych latami z Watykanu, - kiedy zdecydował się dać część z nich dziennikarzowi Gianluigiemu Nuzziemu, przekazał ich kopie do przechowania także swojemu spowiednikowi. Ksiądz Luzi podczas przesłuchania mówił, że otrzymał pudło pełne dokumentów, ale po kilku dniach spalił wszystko, bo dowiedział się, że były owocem nielegalnej działalności. Co jednak powiedział jako "ojciec duchowy" Paolowi? Doradził mu, aby nigdy nie przyznawał się do winy, chyba, że poprosi go o to sam papież. Tak widocznie było - bo gdy wyszły na jaw ewidentne dowody winy majordomusa, gdyż sekretarz papieża ojciec Georg Gänswein odkrył w książce Nuzziego dokumenty, które mogły zostać zabrane tylko z jego biurka i wezwał na rozmowę podejrzanego, dając mu okazję do przyznania się - Gabriele zaprzeczył.
Spowiednika przesłuchiwano w charakterze świadka, ale trzeba przyznać, że jego rady spirytualne dla kamerdynera były co najmniej dziwne.

Przeczytał Pan książkę Gianluigiego Nuzziego "Jego Świątobliwość. Tajne dokumenty Benedykta XVI"? Jak Pan ocenia jej zawartość?
Oczywiście, że przeczytałem. Dokumenty opublikowane w książce są bardzo różne, pochodzą z różnych kongregacji i instytucji watykańskich. Jedne są ważne, inne mniej ważne. O wielu sprawach, zwłaszcza dotyczących Włoch już wiadomo było od dawna - w książce znalazły się dokumenty potwierdzające fakty. Ich publikacja nie wzbudziła więc dodatkowych polemik za Spiżową Bramą.
Moim zdaniem prawdziwym problemem dla Watykanu jest właśnie zerwanie paktu lojalności. To prawie śmiertelny cios dla Kurii. Kiedy zdrada jest na tak wysokim szczeblu, nikt nie ma już do siebie zaufania.
Vatileaks to masowe wyjście tajnych dokumentów z najważniejszych biur Stolicy Apostolskiej. W Kościele katolickim sekret sumienia i lojalność mają centralne znaczenie. W obliczu takiej zdrady, każdy kto chciałby zwrócić się do papieża w formie poufnej, będzie się bał, że jego tajemnice mogą wyjść na jaw. Vatileaks zniszczył przywilej raportu konfidencyjnego z papieżem - to największy problem w tej całej historii.

Co afera Vatileaks mówi nam o współczesnym Kościele i o rządach Benedykta XVI?
Na pewno ta afera ujawniła stan dezintegracji centralnego rządu Kościoła, co jest faktem bardzo oczywistym. Naturalnie Kościół Powszechny nie jest całkowicie uzależniony od funkcjonowania władzy centralnej, bo został powołany do życia przez Jezusa Chrystusa, ma swoją misję i wykracza ona poza sprawy biurokratyczne. Problemy w Kurii rzymskiej nie oznaczają, że cały Kościół jest w fazie rozkładu. Niezależnie od tego, co w Watykanie dzieje się na oczach wszystkich, zaufanie i szacunek do papieża Benedykta XVI rośnie.

Afera Vatileaks, zdrada Paolo Gabriele i książka Gianluigiego Nuzziego - wbrew pozorom to wszystko wzmocniło pozycję Benedykta XVI. Papież jest przecież "pozytywnym bohaterem" tej całej historii. Trudno się więc dziwić, że kamerdyner najprawdopodobniej zostanie przez niego ułaskawiony.
W pewnym sensie tak, gdyż wyszły na jaw wszystkie zmagania Benedykta XVI mające na celu wprowadzenie poważnych, strukturalnych reform w Kurii. Rząd centralny Kościoła przechodzi moment olbrzymich trudności - nie jest to jednak wina Josepha Ratzingera. Bałagan w Kurii niestety został odziedziczony z czasów jego poprzednika, bo Jan Paweł II - który bez wątpienia był wielkim papieżem pod wieloma względami - zupełnie nie zajmował się administrowaniem Watykanu. Kuria rzymska zdezintegrowała się właśnie podczas pontyfikatu Karola Wojtyły - podzieliła się na małe feuda, podległe różnym kardynałom czy arcybiskupom, z których każdy dbał o własne interesy, a te często były w konflikcie.
Benedykt XVI odziedziczył taki stan rzeczy. Stojąc na czele Kongregacji Doktryny Wiary przez wiele lat obserwował, co dzieje się w Kurii, choć on sam trzymał się zawsze na boku i nie należał do żadnej "kardynalskiej partii", ani sam nie miał swojej. Choć Ratzinger nie miał własnego klanu, wszyscy jednak bali się go i szanowali. Dlatego też był jedynym, prawdziwym kandydatem na papieża, który mógł przeprowadzić Kościół przez epokę postwojtyłową. Może się wydawać, że Benedykt XVI nie rządzi Watykanem lub nie radzi sobie z rządami. Jest jednak odwrotnie - to papież, który wprowadza reformy w Kurii i tego namacalnym dowodem jest właśnie Vatileaks.

*Sandro Magister – dziennikarz i pisarz włoski, wieloletni watykanista włoskiego tygodnika „L‘Espresso“. Studiował teologię, filozofię i historię na Uniwersytecie w Mediolanie i na Katolickim Uniwersytecie Świętego Serca w Rzymie. Współpracuje z telewizją Konferencji Episkopatu Włoch, dla której stworzył progrem „Niedziela z Benedyktem XVI“. Od lat prowadzi jeden z najpopularniejszych portali internetowych o Kościele i Watykanie - www.chiesa.espressonline.it



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz