Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

środa, 21 maja 2014

131. Kardynałowie nie chcą być biedni


Miodowy rok pontyfikatu papieża Franciszka chyba się skończył. Za Spiżową Bramą znowu latają czarne kruki, które kraczą do ucha dziennikarzom za murami. Wiadomo, że coraz większej grupie dostojników watykańskich nie podoba się polityka i styl Bergoglia, który chce aby Watykan przestał być monarchią absolutną i przypominał szpital polowy w batalii o wiarę. Niektórzy kardynałowie postanowili siłą inercji hamować zapał szefa, a w ciszy i za jego plecami robić swoje. Wielu liczy na to, że pontyfikat Argentyńczyka potrwa krótko i szybko przeminie.

 Apartament kardynała Bertonego

Podczas gdy świat był zajęty podwójną kanonizacją Jana Pawła II i Jana XXIII, w Watykanie zajmowano się innymi, nie mniej ważnymi sprawami. Watykańskie kruki doniosły włoskim dziennikarzom, że były sekretarz stanu kardynał Tarcisio Bertone przeprowadzi się w krótce do wspaniałego 700 m2 apartamentu z tarasem, na ostatnim piętrze Pałacu San Carlo. Będzie miał więc lokum 10 razy większe niż skromne dwupokojowe mieszkanie papieża Franciszka w Domu Świętej Marty. Także nowy sekretarz stanu Pietro Parolin, który wziął przykład z Bergoglia, by dać go innym duchownym, mieszka w małym  apartamencie o powierzchni 70 metrów kwadratowych, w hotelu przeznaczonym na rezydencje dla kardynałów podczas konklawe. Wszyscy trzej będą sąsiadami – bo Pałac San Carlo praktycznie przylega do Domu Świętej Marty, tuż na tyłach Bazyliki Świętego Piotra, po lewej stronie stojąc twarzą do fasady. Bertone w swojej rezydencji nie będzie mieszkał sam, lecz z trzema siostrami zakonnymi, które od dawna są u niego na posłudze.
Jak kruki doniosły włoskiemu dziennikowi „La Repubblica”, papieża Franciszka zdenerwował wystawny styl kardynała z szeregów Towarzystwa św. Franciszka Salezego i dał temu wyraz zarówno na Twitterze jak i podczas homilii w Wielki Czwartek mówiąc o wystawnie żyjących księżach, którzy zapominają o wymogu ubóstwa.
Po złożeniu dymisji na jesieni ubiegłego roku kard. Bertone musiał opuścić swój dotychczasowy apartament w Pałacu Apostolskim. Obecnie jest kamerlingiem Kościoła. Zostało mu więc przyznane nowe lokum, ale nikt chyba nie wiedział, że nowa rezydencja powstanie z połączenia dwóch apartamentów po zamarłych: byłym szefie Żandarmerii watykańskiej Camillo Cibinie oraz prałacie Bruno Bertagna i że dlatego od czterech miesięcy trwają tam prace remontowe.

Bertone nie widzi w tym nic złego

Kardynał salezjanin, który przez lata swojej kariery na szczycie hierarchii watykańskiej dał się poznać jako osoba o wielkim ego, którego lepiej nie urażać, poczuł się dotknięty krytyką mediów. Wziął więc pióro do ręki i napisał list otwarty do tygodników diecezjalnych w Vercelli i Genui, gdzie był arcybiskupem.
"W ostatnich dniach, niektóre media pisały złośliwie o mieszkaniu, które zajmę w Watykanie, i aby wywołać większy lincz medialny w stosunku do mojej osoby „informator” podwoił metraż apartamentu. Mówiło się też, że Papież jest na mnie wściekły za obnoszenie się z bogactwem. Aby je pokazać skonfrontowano nawet przestrzeń "mojego" mieszkania z domniemaną ciasnotą apartamentu Papieża. Jestem wdzięczny i poruszony czułym telefonem jaki otrzymałem od Ojca Świętego Franciszka, w dniu 23 kwietnia br., bo chciał on wyrazić mi swoją sympatię i swoje ubolewanie nad atakami na moją osobę w związku z nowym lokum, o którego przydzieleniu mi Papież był poinformowany od samego początku. Mieszkanie jest przestronne, jak to zwykle bywa w Watykanie, i zostało odnowione (na mój własny koszt), i w przyszłości będzie mogło być przeznaczone dla kogoś innego." – fragment listu Bertonego przedrukowały włoskie gazety, w tym „La Repubblica”.
Jak napisał Marco Ansaldo – jeden z pierwszych watykanistów, któremu o przepychu byłego sekretarza stanu doniosły kruki – Bertone na tłumaczenie się wybrał właśnie dzień kanonizacji dwóch papieży, aby nie wzbudzać zbyt dużej polemiki. Choć były sekretarz stanu twierdzi, że jego nowe lokum ma zaledwie 350 metrów kwadratowych – to z planimetrii watykańskiej wynikałoby, że te dwa apartamenty połączone razem dawałyby jednak właśnie powierzchnię, o której krakały watykańskie kruki. Ponadto rozmowa telefoniczna z Franciszkiem, o której napisał kardynał salezjanin miała miejsce 23 kwietnia, dzień przed tym jak Bergoglio wypuścił tweet: „Skromny styl życia nam służy i pozwala dzielić się z potrzebującymi”, który włoska agencja Ansa uznała za oznaki papieskiej wściekłości.
„Poza tym - co oznaczają słowa Bertonego: „skonfrontowano nawet przestrzeń "mojego" mieszkania z domniemaną ciasnotą apartamentu Papieża”? To, że Franciszek nie mieszka na 70 metrach kwadratowych? Dlaczego ciasnota jest domniemana? Czy to oby nie jest zatruta strzała w kierunku Papieża?” – zastanawiał się Ansaldo w swoim artykule opublikowanym 29 kwietnia br.
Nawet jeśli okaże s, że były sekretarz stanu będzie teraz mieszkał w apartamencie z tarasem mniejszym tylko 5, a nie 10 razy od tego, w którym mieszka papież – to ile kosztuje remont takiego wystawnego, ostatniego piętra renesansowego pałacu, za który Bertone płaci z własnej kieszeni? Dziesiątki tysięcy euro, jeśli nie setki… Do końca nie wiadomo ile wynosi tzw. „talerz kardynalski” – czyli pensja purpurata. Jedne źródła podają, że to 150 tys. euro rocznie – inne, że od 3 do 6 tys. euro miesięcznie.

Nie wiemy jeszcze całej prawdy o Vatileaks

Jak napisał inny włoski dziennikarz Antonio Grana z „Il Fatto Quotidiano” – w Watykanie list Bertonego wzbudził wielką dezaprobatę i został uznany za próbę pierwszego sabotażu ciężkiej pracy, jaką próbuje wykonać Bergoglio by zreformować Kurię Rzymską, a nawet jako atak na Franciszka. To właśnie ten dziennik włoski jako pierwszy na początku 2012 roku przedrukował dokumenty dotyczące konfliktu pomiędzy kardynałem Bertonem a arcybiskupem Carlem Marią Viganò, byłym sekretarzem Gubernatoratu Państwa Watykańskiego – od których zaczęła się afera znana jako Vatileaks, zakończona dymisją Benedykta XVI.  
Jak donosi „Il Fatto Quotidiano” – nie jest już tajemnicą, że obecność kamerlinga Bertonego jest „tolerowana” na wielkich uroczystościach liturgicznych na Placu Świętego Piotra lub w Bazylice Watykańskiej pod przewodnictwem Franciszka. To, że nowego papieża a starego sekretarza stanu nie łączy sympatia, dało się zrozumieć w grudniu ubiegłego roku, gdy Bergoglio odwiedził Szpital Dziecięcy "Bambin Gesu" w Rzymie, należący do Stolicy Apostolskiej. Na uroczystość przyszedł także kardynał salezjanin, aby u boku swojego następcy Pietro Parolina powitać Franciszka. Papież był jednak tak chłodny, że stary sekretarz odwrócił się na pięcie i wyszedł w połowie uroczystości. Widocznie Bergoglio ma ważkie powody by w Watykanie kogoś nie lubić, gdyż jako jedyny przeczytał sekretny raport trzech kardynałów (Juliána Herranza, Josefa Tomko, Salvatora De Giorgi), który kazał przygotować Ratzinger przed podjęciem decyzji o dymisji.
W okresie pontyfikatu Benedykta XVI - który poświęcał się przede wszystkim studiom teologicznym - to sekretarz stanu Tarcisio Bertone sprawował realną władzę. Decydował o nominacjach kardynałów i biskupów oraz obsadzał kluczowe miejsca swoimi zaufanymi ludźmi. Joseph Ratzinger był do niego bardzo przywiązany. To Bertone był jego najbliższym współpracownikiem jako sekretarz Kongregacji Nauki Wiary w latach 1995–2002. To dzięki niemu poprzedni papież intelektualista mógł pisać spokojnie swoje książki, nie interesując się przyziemnymi sprawami związanymi ze sprawowaniem władzy. 28 lutego 2013 roku skończył się nie tylko pontyfikat Benedykta XVI, ale przede wszystkim watykańskie rządy kardynała Tarcisio Bertonego.

Salezjańskie rządy – finanse i szpitale

Kłopoty w Watykanie zaczęły się gdy Benedykt postanowił zrobić porządek w finansach Stolicy Apostolskiej i powołał Urząd Informacji Finansowej (30 grudnia 2010 r.), który miał podlegać tylko papieżowi i tylko jemu zdawać relacje z dokonywanych kontroli. Kardynał Bertone zrobił wszystko, aby to on miał wpływ na kontrolowanie tego urzędu oraz rady kardynalskiej sprawującej nadzór nad bankiem watykańskim IOR. To były sekretarz stanu opierał się wymogom retroaktywności informacji finansowych – jednemu z najważniejszych warunków, który miał pozwolić wejść Stolicy Apostolskiej na tzw. „białą listę” państw przestrzegających międzynarodowych przepisów przejrzystości finansowej. Jak ujawniły dokumenty afery Vatileaks opublikowane w znanej książce Gianluigiego Nuzziego - to także Bertone miał wpływ na “awans” abp Viganò na nuncjusza apostolskiego w Stanach Zjednoczonych, po tym jak były sekretarz Gubernatoratu Państwa Watykańskiego napisał list do papieża, adresowany też do kard. Bertonego (i opublikowany przez włoski dziennik „Il Fatto Quotidiano”), w którym oskarżał dygnitarzy kościelnych o malwersacje finansów i dóbr watykańskich: kradzieże w willach za zgodą dyrektora Muzeów Watykańskich, fałszywe faktury na Uniwersytecie Laterańskim, oszustwa finansowe w „L’Osservatore Romano”, nierozsądne inwestycje przynoszące straty, udział niektórych kardynałów w spółkach zewnętrznych pracujących dla Watykanu i winnych mu pieniądze, a nawet zbyt kosztowne szopki bożonarodzeniowe.
Zanim jednak przedostatni sekretarz watykański zakończył swoje rządy – zdążył wiele zdziałać. Jak pisze Antonio Grana – „za pontyfikatu Ratzingera skrót SDB (Towarzystwo św. Franciszka Salezego) w Watykanie nabrał innego znaczenia: “siamo di Bertone” – czyli jesteśmy od Bertonego. Aktualny prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych – kard. Angelo Amato (kardynał od 20 listopada 2010 r.) to SDB pod każdym względem. Kard. Raffaele Farina (SDB), który przyjął święcenia biskupie z rąk Sekretarza Stanu kard. Tarcisia Bertonego i w 2007 roku zastąpił kard. Jean-Louis Taurana na stanowiskach archiwisty i bibliotekarza Świętego Kościoła Rzymskiego, a zarazem został podniesiony do godności arcybiskupa "ad personam", a następnie włączony do grona kardynałów – też jest od Bertonego. Dziś Farina – z nominacji Franciszka jest przewodniczącym grupy pięciorga doradców, którzy będą nadzorować Instytut Dzieł Religijnych. Lojalnym SDB jest także kard. Giuseppe Versaldi  mianowany w 2011 roku przewodniczącym Prefektury Ekonomicznych Spraw Stolicy Apostolskiej - odpowiedzialnej za zarządzanie i koordynację wszystkich spraw gospodarczych i finansowych Watykanu oraz za dokonywanie kontroli bilansów i budżetów poszczególnych dykasterii. Do SDB zalicza się również kard. Domenico Calcagno aktualnego przewodniczącego Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej – czyli APSA, będącej centralnym bankiem Watykanu odpowiedzialnym za zarządzanie, sprawy ekonomiczne i administrację dóbr Stolicy Apostolskiej. Calcagno zastąpił na tym stanowisku kard. Attilio Nicorę, który zrezygnował z kierowania APSA w 2011, aby stanąć na czele nowo powołanego AFI (Urzędu Informacji Finansowej). 30 stycznia 2014 roku Nicora poprosił papieża Franciszka o odwołanie go z tej funkcji.
Zdaniem dziennikarza z „Il Fatto Quottidiano” – tuż przed dymisją, Bertonowi udało się przekonać Ratzingera, aby zatwierdził przedłużenie składu komisji kardynalskiej nadzorującej IOR na następne 5 lat, związując tym ręce swojego następcy.
W tej sytuacji, gdy na kluczowych stanowiskach dotyczących finansów i gospodarki Watykanu nadal znajdują się ludzie od Bertonego, którzy jemu zawdzięczają kariery i purpurę – trudno się dziwić, że Franciszkowi nie będzie łatwo poradzić sobie z tym całym „labiryntem watykańskim”. Klan Bertonego jest nadal mocny.
Kardynał salezjanin oprócz kontrolowania watykańskiej kasy miał również pasję do prób kontrolowania katolickich klinik prywatnych, przynoszących spore dochody jak mediolański szpital San Raffaele założony przez Luigiego Verzè (zamieszanego w afery korupcyjne), czy szpital ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

Watykańskie wygody

Tarcisio Bertone został kardynałem w 2003 roku, gdy Jan Paweł II był już coraz bardziej chory, aby zdążyć na konklawe, które wybrało Benedykta XVI. Gdy jako wieloletni współpracownik Ratzingera w 2006 r. został sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, wiedział dobrze, że jego przełożony posuwa się w latach i że musi sobie zapewnić wpływy w Watykanie, gdy ten przestanie być papieżem. Robił więc wszystko by ograniczać rolę kard. Camillo Ruiniego, który wielokrotnie zwracał się do Benedykta XVI, aby wysłał Bertonego na zasłużoną emeryturę po ukończeniu 75 roku życia – zgodnie ze zwyczajem wprowadzonym przez Pawła VI, który obowiązuje biskupów, arcybiskupów i kardynałów – ale nie dotyczy papieża. Benedykt XVI pozostawił go jednak na swoim miejscu, gdyż Bertone był zawsze jego prawą ręką.
Kiedy kardynał salezjanin odszedł wreszcie wraz z nastaniem Franciszka – nie wycofał się z życia publicznego tak jak Ratzinger. Wręcz przeciwnie – 80-letni Bertone (starszy od Bergoglia o dwa lata) zaczął uczestniczyć w konferencjach, prezentacjach książek, pojawiać się na uroczystościach, udzielać wywiadów wzywając do siebie dziennikarzy i przede wszystkim przygotowywać dla siebie mieszkanie godne jego statusu i potrzebne do relacji publicznych na odpowiednim poziomie. Ma zamiar nawet napisać dwie książki: o wierze i sporcie, widząc, że jest kibicem Juventusu oraz wspomnienia, które pokażą aferę Vatileaks z innej strony.
Kamerling Świętego Kościoła Rzymskiego nie jest jedynym, który rezyduje na powierzchni kilkuset metrów kwadratowych w którymś z przepięknych pałaców watykańskich. Tygodnik „Panorama” zrobił zestawienie. Australijski kard. George Pell, który w lutym 2014 został pierwszym prefektem nowo powołanego Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej – mieszka w rezydencji w Ogrodach Watykańskich o powierzchni 300 m2. Kard. Gerhard Ludwig Müller prefekt Kongregacji Nauki Wiary od 2012 (uznawany za jednego z najbardziej zatwardziałych konserwatorów przeciwnych nowej polityce Franciszka), ma mieszkanie wielkości 400 m2 z olbrzymią biblioteką. Kard. Camillo Ruini, wieloletni sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Włoch i emerytowany wikariusz generalny Rzymu – przy tym jeden z najbardziej zaciekłych wrogów Bertonego – ma widokową rezydencję wielkości 500 m2 (widocznie kard. Bertone nie chce być gorszy). Wysoki urzędnik Kurii Rzymskiej kard. José Saraiva Martins również żyje na 500 m2 w dwupoziomowym apartamencie z widokiem na Bazylikę św. Piotra. Kard. Fernando Filoni, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów, mieszka poza Watykanem na wzgórzu Janiculum na 400 m2. Argentyński kardynał Leonardo Sandri, prefekt Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich, też mieszka poza Watykanem w penthausie o powierzchni 500 m2 z widokiem na Bazylikę i Plac. Już wspomniany wyże­j SDB – kard. Giuseppe Versaldi przewodniczący Prefektury Ekonomicznych Spraw Stolicy Apostolskiej, żyje stosunkowo skromnie bo zaledwie na 250 m2. Kard. Angelo Comastri archiprezbiter Bazyliki Watykańskiej i przewodniczący Fabryki Świętego Piotra oraz wikariusz generalny Państwa Watykańskiego, ma apartament wielkości 300 m2. Francuski kard. Paul Joseph Jean Poupard przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury oraz przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Dialogu Międzyreligijnego, mieszka niedaleko mnie na Zatybrzu w widokowym apartamencie o powierzchni 400 m2 z prywatną kaplicą. Emerytowany przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, kard. Elio Sgreccia – watykański specjalista w zakresie bioetyki oraz zagadnień związanych z nauczaniem Kościoła w dziedzinie życia rodzinnego – mieszka skromniej na 200 m2, ale za to z widokiem na kopułę San Pietro. Podobny metraż ma watykański dyplomata kard. Achille Silvestrini.
Tak więc apartament kard. Tarcisia Bertone, do którego się już wkrótce wprowadzi, nie odbiega od watykańskich norm przepychu i luksusu. To nowy papież Franciszek i jego sekretarz Parolin odstają od normy żyjąc w „domniemanej ciasnocie”.

Franciszek wśród wilków

Co prawda za Spiżową Bramą jak do tej pory nikt nie ma odwagi sprzeciwić się Franciszkowi otwarcie lub pokazać, że coś mu się nie podoba, ale wiadomo, iż rośnie milcząca opozycja przeciwko jego nowej polityce i franciszkańskiemu stylowi. Kardynałowie nie chcą słuchać kazań o wystawnie żyjących księżach, którzy zapominają o wymogu ubóstwa i nie mają zamiaru być biedni. Chodzą plotki, że wielu z nich przed Bergogliem udaje skromnych nawet w ubiorze, a jak papież się tylko odwróci – zakłada złote krzyże, drogie ubrania i wsiada do swoich luksusowych limuzyn. Niektórzy już oskarżają Franciszka za jego plecami, że osłabia Kościół chcąc go doprowadzić do ubóstwa.
Watykanista Marco Politi, który wydał właśnie nową książkę „Franciszek wśród wilków” mówi: „Coraz bardziej ewidentny jest fakt, że w Watykanie duża grupa hierarchów liczy na to, że pontyfikat Bergoglia będzie trwał stosunkowo krótko – gdyż poda się on do dymisji jak Benedykt, aby stało się obyczajem to, że papież w pewnym wieku odchodzi. W stanie całkowitej inercji chcą więc go przeczekać, licząc na to, że szybko przeminie i nie zdoła zrealizować tego wszystkiego co zamierza, a potem wszystko wróci do normy.”
Ile więc lat wytrzyma (dziś 78-letni) Bergoglio na 70 metrach kwadratowych w Domu Świętej Marty, osamotniony w swojej franciszkańskiej rewolucji i z kardynałem Bertonem mieszkającym w dziesięciokrotnie większym, luksusowym penthousie, tuż obok?

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

Tak wygląda sypialnia papieża. Foto: La Repubblica



Tekst został napisany dla miesięcznika


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz