Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

piątek, 9 października 2015

154. Papież idzie zygzakiem


Rozpoczął się 15 synod zwyczajny, poświęcony rodzinie. Według wskazówek Franciszka ma być on kontynuacją ubiegłorocznego synodu nadzwyczajnego i odwoływać się do dwóch dokumentów Relatio Synodi i Instrumentum Laboris – jednak oficjalnymi dokumentami będą tylko homilie papieża na rozpoczęcie i zakończenie oraz relacja synodu. 

Obrady 240 Ojców synodalnych trwające od 4 do 25 października 2015 r., mają przynieść konkretne odpowiedzi na wiele palących problemów współczesnego Kościoła, który pozostaje w tyle za ludzką rzeczywistością. 

„Mówcie otwarcie i szczerze, mądrze, rozważnie i z sercem. To nie parlament, gdzie aby uzyskać większość wchodzi się w układy, negocjuje lub idzie się na kompromis.  Jedyną metodą jest słuchać Ducha św. z odwagą apostolską i pokorą ewangeliczną! – powiedział papież do zgromadzonych.

Dylemat – jak od wieków – pozostaje zawsze ten sam: otworzyć okna i drzwi na świat, przewietrzyć doktrynę i iść z duchem czasu? Czy zabarykadować się w Watykanie i żyć nadal w średniowieczu?

Coming out ks. Charamsy jak bomba w Watykanie

Krzysztof Charamsa - były drugi sekretarz eksperckiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej przy Kongregacji Nauki Wiary w Watykanie jest już poza Kościołem i zamknął się chwilowo w milczeniu. Dzień jego konferencji prasowej, poprzedzający otwarcie prac synodu, na którym ks. Charamsa oświadczył publicznie, że jest osobą o orientacji homoseksualnej i ma partnera, na pewno przejdzie do historii – ale nie do historii Kościoła.
"Kościół, z zamkniętymi drzwiami zdradza siebie i swoją misję, zamiast być mostem staje się barierą" – powiedział Franciszek dzień później – dodając, że "człowiek, który popełni błąd musi być zawsze rozumiany i kochany" i to "Kościół musi go szukać, przyjąć na własne łono, towarzyszyć mu”. Jak do tej pory te słowa chyba pozostają pierwszym – jeśli nie jedynym – komentarzem papieża w stosunku do gestu polskiego księdza pracującego od lat na wysokim stanowisku Kurii Rzymskiej. Jak je jednak interpretować? – skoro nadal trwają spekulacje co do słynnych słów Bergoglia wypowiedzianych 29 lipca 2013 r., w drodze powrotnej z pierwszej pielgrzymki do Rio de Janeiro: „Kim jestem, aby sądzić?”

Spekulacje trwają również na temat coming out ks. Charamsy… Dla jednych jest to gest, który można porównać jedynie z tym, co 500 lat temu zrobił Marcin Luter („Dziękuję za dobre rzeczy, jakie otrzymałem od mojego Kościoła, ale i wyzwalam się od Kościoła zaślepionego, opresyjnego i prześladującego ludzi, którzy mają odwagę albo tylko pragnienie, by być sobą. Wyzwalam się od Kościoła na oślep homofobicznego, przerażonego faktem, że wśród jego najlepszych funkcjonariuszy są geje. Kościoła, który nienawidzi osób homoseksualnych, lesbijek, transseksualistów, osób biseksualnych, i tak podsycając nienawiść do tych mniejszości, pozwala sobie na nienawiść do ludzkości, do człowieka, bezwstydnie prezentując siebie jako "eksperta od tego, co ludzkie"). Dla innych to skandaliczne i ekshibicjonistyczne wystąpienie osoby niezrównoważonej emocjonalnie, a może i psychicznie…

Jak stwierdził włoski kard. Camillo Ruini – sprawa Charamsy „nie spodoba się Ojcom synodalnym, ale nie będzie miała najmniejszego wpływu na przebieg synodu”. Jak twierdzą jeszcze inni – publiczne wystąpienie Charamsy to zamierzony atak lobby gejowskiego na papieża Franciszka, tuż przed synodem.
Inni odchodzą przecież bez rozgłosu – jak na przykład ks. Tomasz Kijowski – rzecznik prasowy Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, który oczekuje dziecka…


Lobby gejowskie w Watykanie

Słynne słowa Franciszka „Kim jestem, aby sądzić?” - były odpowiedzią na zapytania dziennikarzy właśnie o „lobby gejowskie” w Watykanie. Nie jest tajemnicą, zwłaszcza dziś, że już Benedykt XVI przed dymisją otrzymał raport specjalnej komisji kardynalskiej, że takowe lobby w Stolicy Piotrowej istnieje i ma się dobrze.
Ratzinger przekazał ów raport swojemu następcy z Argentyny – a Franciszek w prywatnej rozmowie z niektórymi członkami Konfederacji Zakonników Ameryki Łacińskiej i Karaibów, w czerwcu 2013 roku, mówił otwarcie o korupcji w Kurii Rzymskiej: "W Kurii są ludzie święci, święci rzeczywiście. Ale jest też obecna korupcja. Mówi się o „lobby gejowskim” i to prawda jest tam... Teraz musimy zobaczyć, co możemy zrobić."
Papież tłumacząc się z tamtej wypowiedzi dał do zrozumienia, że „żadne lobby nie jest dobre”, choć on nie ma osobiście nic przeciwko osobom homoseksualnym. Część mediów światowych ogłosiła wtedy cud, a znany amerykański magazyn homoseksualny „The Advocate” ogłosił nawet papieża Franciszka Człowiekiem Roku 2013.

Sam Jorge Maria Bergoglio do tej pory nie skomentował i nie sprostował swoich słów, pozwalając na ich dowolną interpretację… oraz dowolne naciąganie we wszystkie możliwe strony. Znane jest również jego stanowisko gdy był jeszcze arcybiskupem Buenos Aires, a w Argentynie dopuszczano śluby par jednopłciowych: „homoseksualizm istniał od zawsze, ale nigdy w historii nie miał statusu małżeństwa”.
Właśnie z tego powodu, że państwo argentyńskie wyprzedziło go w kwestii równouprawnienia osób o różnych orientacjach seksualnych – Franciszek boryka się od pierwszych miesięcy pontyfikatu z delikatną kwestią obecności gejów w społeczeństwie, a zwłaszcza w Kościele. I być może sam nie wie co z tym wszystkim zrobić…
Jak na przykład w przypadku francuskiego ambasadora w Watykanie - Laurenta Stefanini, którego Stolica Apostolska nie przyjęła jeszcze oficjalnie z powodu nieukrywanego homoseksualizmu, ale którego Paryż nie ma zamiaru zmienić…

Rozterkę i „zygzakowanie” papieża najlepiej chyba pokazuje jego ostatnia pielgrzymka do USA, gdzie Bergoglio spotkał się prywatnie najpierw z Kim Davis, kontrowersyjną urzędniczką w Kentucky, która trafiła do więzienia za odmowę udzielania ślubu parom homoseksualnym, a później z Yayo Grassim – swoim byłym uczniem z Argentyny, który jako zdeklarowany gej przyszedł do papieża ze swoim partnerem.
Oba spotkania miały być prywatne – aż do momentu gdy Kim Davis nie pochwaliła się publicznie szczególną audiencją. Wtedy Grassi też opowiedział, że jako homoseksualista został przyjęty przez papieża. Były uczeń Bergoglia jest zdania, że coming out byłego prałata Charamsy zaszkodził bardzo sprawie homoseksualistów w Kościele.

Andrea Rubera – prezes pierwszego włoskiego stowarzyszenia homoseksualistów katolickich (wziął ślub w Kanadzie ze swoim partnerem i mają dwójkę dzieci, ich związek cywilny został zarejestrowany również na rzymskim Kapitolu), jest zdania, że gest polskiego prałata przyniesie rzeczy pozytywne i negatywne. Pozytywne będzie to, że wreszcie rozpocznie się dyskusja o homoseksualizmie w Kościele i o wierzących homoseksualistach. Niestety skutkiem ubocznym będzie fakt, że konserwatywne skrzydło Kościoła zewrze szyki na synodzie.

Kościół za zamkniętymi drzwiami

W drugi dzień synodu papież Franciszek uznał za konieczne zabrać głos na początku obrad. Odnosząc się do wypowiedzi ojców synodalnych z poprzedniego dnia sprecyzował, że.: „Doktryna katolicka o małżeństwie nie jest kwestionowana”; „Nie należy zawężać horyzontów i sprowadzać całej dyskusji podczas synodu do Komunii eucharystycznej dla rozwiedzionych w powtórnych związkach cywilnych, jakoby był to jedyny temat synodu – równie ważne są kwestie homoseksualizmu, migracji, nowego języka ewangelizacji, ochrona kobiet”. Bergoglio stwierdził również, że Komisja Przygotowujące Relację końcową będzie pracowała podczas całego synodu (dziesięciu ojców papieskiej nominacji będzie śledzić prace Zgromadzenia), a nie dopiero w ostatnich dniach przed jego zakończeniem i zatwierdził system pracy synodu odbywający się w małych grupach językowych (tzw. circuli Minores), które na pewnym etapie będą łączone w większą całość. Papież wskazał też, że niektóre rozwiązania palących problemów Kościoła mogą następować etapami i lokalnie, a nie poprzez przyjęcie jednoznacznego i uniwersalnego stanowiska.

Jak widać Bergoglio próbuje robić wszystko, aby otworzyć drzwi Kościoła i wpuścić do niego trochę świeżego powietrza – nie ma jednak większości wśród Ojców synodalnych, którzy już dawno zwarli szyki i traktują 15 synod zwyczajny jak parlament. Papież Franciszek idzie więc zygzakiem – raz gest przypadający do gustu opinii publicznej nastawionej genderowo, raz homofobom… Raz sztuczka na ołtarzu, raz sroga mina…
Pomimo wypowiedzi, które wydostały się poza mury watykańskie budząc znowu wielkie nadzieje na otwarcie – jak ta kanadyjskiego bp Paul-André Durochera: "nie możemy stać się gettem lub sektą, która nie ma kontaktu ze światem, orędzie Jezusa jest darem, dobrą nowiną dla świata: jak pozostać wiernym nauce Jezusa Chrystusa i prowadzić dialog ze światem?” – już na konferencji prasowej dla dziennikarzy po pierwszym dniu obrad było jasne czym na synodzie się oddycha…

Podczas
briefingu rzecznik prasowy Watykanu ks. Federico Lombardi ujawnił, że Ojcowie synodalni dyskutowali o rewolucji kulturalnej współczesnego społeczeństwa, roli kapłanów muszących towarzyszyć małżeństwu, konkubinatach przedmałżeńskich, Ewangelii dla rodziny, migracji, prześladowaniu chrześcijan i innych trudnościach, przed którymi stoją dziś rodziny - takich jak ubóstwo i konflikty, przemoc domowa wobec kobiet czy poligamia w Afryce. Mówili o tym, jak znaleźć nowy "język miłosierdzia" w związku ze zbliżającym się Jubileusz Miłosierdzia, zwłaszcza w stosunku do homoseksualistów, zasługujących na "szacunek".
Jednak z obszernej relacji węgierskiego prymasa kard. Pétera Erdő – jednego z Przewodniczących synodu, który brał również udział w konferencji prasowej i nakreślił główne linie Instrumentum Laboris - wiadomo już jasno: nie ma mowy o jakimkolwiek naruszeniu dotychczasowych zasad – począwszy od nierozerwalności małżeństwa pomiędzy mężczyzną i kobietą, nie ma mowy o Komunii dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach (no chyba, że powstrzymają się od współżycia seksualnego). Nie ma mowy o przyzwoleniu na małżeństwa homoseksualne. Doktryna jest nietykalna! Grzech jest grzechem.

Arcybiskup Paryża kard. André Vingt-Trois wytłumaczył dziennikarzom jak stoją sprawy: „Jeżeli przyjechaliście do Watykanu z nadzieją na epokowe zmiany, będziecie rozczarowani. Nie trzeba było fatygować się aż na synod, wystarczyło słuchać uważnie katechez papieża każdej niedzieli. Jeżeli uważacie, że w Kościele znajdą kiedykolwiek zastosowanie teorie kard. Waltera Kaspera, głoszone nad Renem dwadzieścia lat temu, to jesteście w błędzie”.
Takie jasne postawienie sprawy przez francuskiego duchownego, wzbudziło aż naturalny opór Sekretarza Specjalnego Synodu, prałata Bruno Forte: "Ale synod nie zwołuje się przecież po to, aby niczego nie uchwalił… Jest to Synod duszpasterski, a nie doktrynalny, jak sobór. Szukanie nowych sposobów otwarcia się Kościoła czyni go bliższym mężczyznom i kobietom naszych czasów. Kościół nie może pozostać obojętny wobec wyzwań duszpasterskich. W wierności doktrynie musimy znaleźć sposoby, aby zbliżyć się do ludzi."

No cóż… Je
szcze zanim Ojcowie synodalni rozpoczęli na dobre debatę, możemy już stwierdzić, że 15 synod zwyczajny poświęcony rodzinie będzie przewietrzeniem pokoju, polegającym na chwilowym uchyleniu okna, a nie otwarciem drzwi Kościoła…

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz