Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

wtorek, 1 listopada 2011

62. Kryzys w Piolandii


Biznes na Ojcu Pio już się nie kręci. Przydałby się jakiś cud. Choć gigantyczny kościół świętego w San Giovanni Rotondo to czwarta meta turystyki religijnej na świecie i przybytek zaprojektowany przez Renza Piano jest na 31 miejscu na liście "cudów wszech czasów" New York Timesa - kryzys zawitał także i w te progi. Hotele świecą pustkami, a lotnisko Gino Lisa w Foggi się zamyka, bo władze regionu Apulii nie chcą dopłacać do niego 4,8 mln euro rocznie.


Ojciec Pio jest świętym najbardziej uwielbianym przez Włochów - wynika z sondażu przeprowadzonego przez znany portal casa.it, dotyczącego dewocjonaliów familijnych. We włoskich domach można częściej spotkać obrazek, czy figurkę kapucyna z Pietrelciny, niż krzyż czy obraz Chrystusa, Matki Boskiej lub Jana Pawła II. Także w bunkrach mafiozów i kamorrystów, oraz w więziennych celach bossów jest zawsze ołtarzyk św. Pia - bo dla wielu wiernych to prorektor bardziej wszechmocny niż sam Bóg.

Choć dla Agostina Gemelliego - jednego z najbardziej znanych włoskich lekarzy - Francesco Forgione był psychopatą i hochsztaplerem, dla Karola Wojtyły był on gigantem Kościoła, błogosławionym oraz świętym.


Nową bazylikę zaprojektowaną przez Renza Piano zainaugurowano w 2004 r. Gigantycznej świątyni chcieli kapucyni, aby pomieścić gigantyczną masę pielgrzymów, tłoczącą się w kościele Santa Maria delle Grazie, który dziś - przy nowym sanktuarium wygląda jak pudełko zapałek.

6 tys. metrów kwadratowych może pomieścić 7 tys. wiernych w środku, a kolejne 40 tys. może stać na dziedzińcu. Bazylika ma 3 sale konferencyjne i 31 konfesjonałów. 40 metrowy krzyż z pozłacanego brązu, który widać z odległości 100 km - to dzieło wielkiego artysty współczesnego Arnalda Pomodoro. W krypcie znajduje się 2 tys m2 złoconych mozaiek Ivana Rupnika, na które przetopiono 3 kg złota. Budowa gigantycznego sanktuarium kosztowała ponad 40 mln euro.

Ale Piolandia to nie tylko świątynia, to także wszystko to, co dzieje się tuż za jej murami...


Nalewka, lody i koka


Giełda relikwii świętego trwa już blisko sto lat. Zaledwie pojawiły się stygmaty na ciele Francesco Forgione, zaczęto sprzedawać fałszywe szmatki z krwią Pia, choć prawdziwość ran kapucyna była wielokrotnie poddawana w wątpliwość. Także Sant Uffizio podejrzewało, że zakonnik wypalił je sobie sam kwasem.

Dziś mówi się o "Spółce akcyjnej św. Pio". Kolosalny biznes przynosi górę pieniędzy wielką jak nowa bazylika. Mamona pochodzi z ofiar wiernych; funduszy na szpital; wpływów ze sprzedaży książek, biletów, gazet oraz z reklam w kapucyńskiej telewizji, radiu i portalach internetowych; a także z gadżetów oraz pamiątek świętych. Tylko merchandising daje 200 mln euro rocznie!

Co prawda stragany z pamiątkami nie stoją przy samej świątyni, lecz 200-300 metrów dalej, ale są nieodłączną częścią Piolandii, bo zakup pamiątek jest fundamentalnym celem każdego turysty religijnego.


Na straganach, prowadzonych przez mieszkańców okolicy, którzy oczywiście otrzymali na to licencję, można kupić wszystko: magnesy na lodówkę z podobizną Ojca Pio lub z aniołkami chroniącymi dzieci za 4 euro; bryloczki do kluczy samochodowych, chroniące samochód przed złodziejami za 6 euro; figurki kapucyna ze świeczką z 8 euro oraz te służące jako pojemniki na wodę święconą za 9 euro; ołtarzyk z obrazkiem świętego za 10 euro; zegarki z brodatym zakonnikiem za 15 euro; a nawet wierny model w miniaturze wozu pogrzebowego, jakim przewożono zwłoki Francesca Forgione po jego śmierci. Oprócz gadżetów i pamiątek na straganach leżą też delicje dla podniebienia: ser, pasta, wina. Istnieje nalewka z cytryn "Padre Pio" i można też polizać "lody św. Pia".


Na bazarze przed świątynią naprawdę niczego nie brakuje. W styczniu br. włoska policja rozbiła szajkę miejscowych dilerów, którzy rozprowadzali narkotyki. Operacja "Life Style" ujawniła, że kioski, w których sprzedawano święte pamiątki były tylko przykrywką dla dystrybucji kokainy na szeroką skalę i spotkań bossów mafijnych. Aresztowano 33 osoby. To nie pierwszy raz, kiedy oprócz nalewki i lodów, w Piolandii handluje się koką. Podobna akcja policyjna odbyła się już w 2004 r.


- Fenomen kupiectwa, który rozwijał się wokół świątyń jest stary jak religia. Biznes świętości istnieje od zawsze i będzie istniał zawsze. W Ziemi Świętej, rozkradziono i sprzedano fragmenty grobu pańskiego oraz kupczono nawet samą ziemią z tego miejsca. Dewocjonalia sprzedaje się zarówno w świątyniach buddyjskich, muzułmańskich, jak i żydowskich. W San Giovanni Rotondo stragany i kościół to dwie różne rzeczywistości. Na dziedzińcu sanktuarium Ojca Pio nie sprzedajemy nawet różańców. - tłumaczył się później ks. Alessandro Rocchetti, sekretarz arcybiskupa Manfredonii.


Makabryczne przedstawienie przyciągnęło wiernych turystów


Dzięki biznesowi religijnemu zmieniło się miasto San Giovanni Rotondo i okolice Foggi. Otworzono hotele, restauracje, bary, bed & breakfast, wybudowano lotnisko. Dla Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO), Piolandia to czwarta meta turystyki religijnej na świecie. Przez kilka lat z rzędu odbywała się tu giełda tego sektora - Bitrel. Kiedy w 1999 r., Ojciec Pio był wynoszony na ołtarze przez Jana Pawła II, mówiło się o 7 milionach pielgrzymów, którzy będą przyjeżdżać tu każdego roku. W Piolandii wszystko było więc budowane na wyrost: 166 hoteli i hostelików, łącznie 8 tys. łóżek do dyspozycji każdego dnia.


I nalot wiernych turystów rzeczywiście miał miejsce - przez półtora roku, gdy trwała makabryczna ekspozycja zwłok ekshumowanych po 40 latach, w nocy z 2 na 3 marca 2008 r. Nie przeszkadzało, że twarz Francesca Forgione była w takim stanie rozkładu, że trzeba było nałożyć na nią sylikonową maskę i że z żuchwy wypadła kość gnykowa (którą zamknięto pospiesznie w kryształowym relikwiarzu i wystawiono na widok publiczny). Ostensione (wystawienie ciała) celebrowane przez kardynała Saraiva Martinsa było transmitowane przez telewizje całego świata. Resztki świętego zostały wystawione na widok publiczny od 24 kwietnia 2008 r. do 24 września 2009 r. „Adorowało“ je 9 milionów osób. Serce św. Pia, zamknięte w relikwiarzu pobłogosławił sam papież Benedykt XVI, który przybył 21 czerwca 2009 r.


Tymczasem kryzys robi swoje...


W tym roku - który już się kończy - do San Giovanni Rotondo przyjechało zaledwie 2,5 mln pielgrzymów. W maju, na ołtarze został wyniesiony błogosławiony Karol Wojtyła, wierni wolą więc jeździć do Rzymu na jego grób. Także rodzinne Wadowice papieża Polaka, zaczynają nabierać coraz większego znaczenia na mapie turystyki religijnej i psuć biznes Ojca Pia.


Aby znaleźć sposób na kryzys - bracia kapucyni, którym przedsiębiorczości nie brakuje, 23 września br., w dzień świętego, podarowali dzieciom komiks "Piołciu i Lolek" - rysunkową biografię Ojca Pio i Jana Pawła II dla najmłodszych. Nie pomogło...


- Kapucyni przekształcili wiarę w świętego w jeden wielki odpust. Uprawiają już tylko marketing religijny. Przez takie chwyty reklamowe jak ten komiks, banalizują świętość. Kto przyjeżdża na grób Ojca Pia, chce się pomodlić, a w nowym kościele nie ma nawet klęczników. Stara krypta była skromna, teraz złoto i mozaiki rozpraszają modlitewne skupienie wiernych. - oskarżał później Francesco Colafemmina, autor książki "Tajemnica kościoła św. Pia".


No cóż, na kryzys przydałby się prawdziwy cud! Może krótkie zmartwychwstanie Ojca Pio? - to na pewno ożywiłoby biznes w Piolandii. Zaradni kapucyni coś już na pewno wymyślą...


Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz