Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

czwartek, 2 maja 2013

94. Skandal pedofilii czy efebofilii?



Gdy w styczniu 2013 roku zastanawiałam się, jak wytłumaczyć swoim czytelnikom, dlaczego ta książka zaczyna się od rozmów o homoseksualizmie w Kościele katolickim, nie przypuszczałam, że bezprecedensowe wydarzenia mające miejsce kilka tygodni później doprowadzą do upadku tego wielkiego tabu.
Homoseksualizm był tematem bardzo żywym za pontyfikatu Benedykta XVI, podobnie jak w okresie długich rządów Jana Pawła II rola kobiet w Kościele i ich ewentualne kapłaństwo. Już w kilka miesięcy po wstąpieniu Josepha Ratzingera na tron Piotrowy została przyjęta nowa instrukcja na temat „kryteriów rozeznawania powołania u osób z tendencjami homoseksualnymi ubiegających się o przyjęcie do seminarium i dopuszczenia do święceń”. Ów dokument – choć oświadcza, że Kościół szanuje „osoby, których dotyczy ten problem” – w gruncie rzeczy zamyka drogę do kapłaństwa tym, którzy „praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną «kulturę gejowską»”.
Małżeństwa homoseksualne – które zostały wprowadzone już w kilku krajach, jak na przykład w katolickiej Hiszpanii, i o których legalizacji myślą również inne państwa – według byłego papieża Benedykta XVI nie tylko stanowią zagrożenie dla tradycyjnej rodziny zbudowanej na wartościach katolickich i destabilizują społeczeństwa, lecz także „w poważny sposób ranią sprawiedliwość i pokój”..
Wobec słów tak brzemiennych trudno nie zadać sobie pytania, dlaczego Kościół tak otwarcie przeciwstawia się homoseksualizmowi lub nawet z nim walczy. I czy homoseksualizm naprawdę jest tak niebezpieczny?
Jest. Gdyż przede wszystkim stanowi zagrożenie i poważny problem dla samego Kościoła. Po raz pierwszy stało się to jasne, gdy w 2010 roku we Włoszech wybuchł skandal spowodowany publikacją przez tygodnik „Panorama” reportażu Carmela Abbate Szalone noce księży gejów, demaskującego księży homoseksualistów i ich niemoralne prowadzenie się. Również w Polsce tygodnik „Newsweek” przeprowadził w 2012 roku podobne dochodzenie dziennikarskie, zatytułowane Seks po bożemu, ujawniając, iż gejów w koloratkach jest bardzo wielu i nie zawsze prowadzą oni cnotliwe życie, zgodne z przykazaniami Kościoła. Polski „Newsweek” przy tej okazji opublikował również część wywiadu przeprowadzonego na potrzeby tej książki z włoskim dziennikarzem, autorem światowego bestsellera Sex and the Vatican. Dlatego też jemu, jako pierwszemu oddałam głos w Głosach spoza chóru.
Choć Watykan twierdzi, że rozpustni księża geje to tylko „zgniłe jabłka”, margines, a reszta Kościoła jest zdrowa – tezę o tym, że Kościołem rządzi lobby homoseksualne, wysunęli nie laiccy publicyści czy wojujący ateiści – lecz polski ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w swojej książce Chodzi mi tylko o prawdę.
„Homoseksualizm jest w Kościele tematem tabu. To rezultat sytuacji, w jakiej znalazło się środowisko księży rzymskokatolickich. Kościół powinien otworzyć się na święcenie viri probati, czyli sprawdzonych żonatych mężczyzn, jak to miało miejsce w pierwszych wiekach. Celibat sprawia, że homoseksualiści mają większe wpływy wśród duchownych rzymskokatolickich. W Kościele jest lobby homoseksualne, które czasami decyduje o nominacjach. To lobby wpływa na decyzje, kto zostanie ważnym urzędnikiem w Kościele i kto awansuje. Bez wsparcia lobby homoseksualnego awanse w niektórych strukturach kościelnych są bardzo trudne. Kościół potrzebuje debaty i reform” – mówił Tadeusz Isakowicz-Zaleski w wywiadzie dla Onetu w czerwcu 2012 roku.
Wielu katolików napiętnuje homoseksualizm i nawet uważa go jeszcze za chorobę. Tóż przed abdykacją wstrząsem dla wszystkich była więc publikacja włoskiego tygodnika „Panorama“, mówiąca o tym, że na podjęcie decyzji o dymisji przez Josepha Ratzingera najprawdopodobniej wpływ miał sekretny raport komisji kardynalskiej (w składzie Julian Herranz Casado, Jozef Tomko i Salvatore De Giorni), przekazany papieżowi pod koniec grudnia 2012. „Może część raportu, która zszokowała Papieża to ta mówiąca o istnieniu sieci przyjaźni i szantaży na tle homoseksualnym, która jest obecna w kurii“ – pisał w swoim artykule Il dossier segreto condizionerà conclave (sekretny raport wpłynie na konklawe) watykanista „Panoramy“ Ignazio Ingrao.
O to, czy „lobby homoseksualne” istnieje i rządzi Kościołem, dlaczego Kościół walczy z homoseksualizmem i jak to możliwe, że w tak katolickim kraju jak Hiszpania zezwala się na śluby parom jednopłciowym – zapytałam Rossenda Domènecha, korespondenta hiszpańskiego dziennika „El Periódico” i portugalskiego tygodnika „Espresso”, dziennikarza od lat zajmującego się problematyką kościelną.
Wokół homoseksualizmu i celibatu toczy się również moja rozmowa z profesorem Richardem Sipe’em, światowym specjalistą od spraw seksualności i zdrowia psychicznego duchownych rzymskokatolickich, autorem dzieła Sex, Priests, And Power: Anatomy Of A Crisis. Ten były duchowny spędził osiemnaście lat w służbie Kościoła, zajmując się rozwiązywaniem wielu niewygodnych spraw kapłanów, którzy nie potrafili okiełznać własnego libido. Sądzi, że 25–30 procent księży oraz biskupów angażuje się w relacje seksualne z kobietami, przynajmniej 40–50 procent duchownych jest orientacji homoseksualnej i co najmniej połowa z nich jest seksualnie aktywna. Zdaniem Sipe’a, nie tyle sam celibat – który stanowi dar od Boga – ile celibat obowiązkowy księży rzymskokatolickich to powód wielu problemów w łonie Kościoła, w tym również seksualnego wykorzystywania nieletnich. Uważa on także, że stanowisko Kościoła wobec homoseksualizmu to hipokryzja, bo wielu świętych było orientacji homoseksualnej, a wielu dobrych księży to geje żyjący w celibacie.
Szacunki profesora Sipe’a co do liczby homoseksualistów w seminariach potwierdza opinia Anonima – młodego mężczyzny orientacji homoseksualnej, który studiował w seminarium najpierw w dużym mieście w Polsce, a później we Włoszech, ale zrezygnował z drogi kapłańskiej. Dziś mieszka w Warszawie i pracuje w znanej firmie ubezpieczeniowej – dlatego to jedyny wywiad, w którym nazwisko rozmówcy nie zostaje ujawnione. Anonim jest zdeklarowanym zwolennikiem PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego, przeciwnym legalizacji związków partnerskich i małżeństw homoseksualnych, bo uważa to za sztuczny problem. Niedoszły ksiądz ujawnia jednak wiele ciekawych szczegółów z życia seminarzysty oraz porównuje katolicyzm polski i katolicyzm włoski – przesiąknięty nadal duchem posoborowym.
Dlaczego jednak w tej książce rozmawia się o homoseksualizmie? W Rzymie czasów Inkwizycji palono gejów na stosach, tak jak heretyków i czarownice. Homofobia cechowała wszystkie reżimy totalitarne – hitlerowcy wysyłali homoseksualistów wraz z Cyganami i osobami pochodzenia żydowskiego do obozów koncentracyjnych, zmuszając ich do noszenia różowych trójkątów, ale homokaust to jednak nadal temat tabu. W komunistycznym zsrr kierowano gejów do szpitali psychiatrycznych, a na Kubie do obozów reedukacji.
Z powodów edytorskich zabrakło, niestety, w tej książce miejsca dla dwóch jeszcze głosów spoza chóru – Vladimira Luxurii, pierwszej europejskiej parlamentarzystki transseksualnej, i Heleny Veleny, znanej pisarki transgender – które opowiadały o prześladowaniach, jakich na przestrzeni wieków zaznała wspólnota LGBTQ.
Nie ulega wątpliwości, że osoba homoseksualna to idealny kozioł ofiarny, którego jeszcze dziś można poświęcić za milczącym przyzwoleniem. Zazwyczaj kozłowi ofiarnemu przypisuje się cechy, które się wypiera i których nie akceptuje się w sobie samym, lub wręcz własne winy, z którymi nie można się pogodzić. Im większą zbrodnię popełnia się wobec kozła ofiarnego, tym większą zbrodnię, dla usprawiedliwienia, kozłowi się zarzuca.
Watykański sekretarz stanu Tarcisio Bertone podczas swojej podróży do Chile w 2010 roku powiedział, że „wielu psychologów i psychiatrów udowodniło, że nie ma związku między celibatem a pedofilią, natomiast wielu innych wykazało, że istnieje związek pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią”. Jego słowa wywołały oburzenie i krytykę środowisk homoseksualnych, podobnie jak słowa Benedykta XVI dotyczące ślubów jednopłciowych, które ranią sprawiedliwość i pokój.
Także były watykański promotor sprawiedliwości Charles Scicluna w opublikowanym przez portal Stolicy Apostolskiej wywiadzie z włoskim dziennikarzem Giannim Cardinale mówił, że dziennikarze niesłusznie nazywają problem nadużyć seksualnych w Kościele „skandalem pedofilii”, bo na trzy tysiące przypadków zgłoszonych w latach 2001–2010 do Kongregacji Nauki Wiary tylko mniejszość, czyli 10 procent, to akty „prawdziwej pedofilii, która jest określona przez pociąg seksualny do dzieci przed okresem dojrzewania”. 30 procent przypadków dotyczyło heteroseksualnego współżycia z nieletnimi dziewczynami. Natomiast aż 60 procent przypadków nadużyć seksualnych z ostatnich pięćdziesięciu lat to efebofilia, która jest wynikiem pociągu seksualnego do młodzieży tej samej płci.
W czerwcu 2012 roku ukazał się na łamach „Frondy” ciekawy artykuł, w którym inny polski ksiądz, Dariusz Oko, pisał: „Trzeba tu najpierw zdemaskować powszechne kłamstwo medialne. Media mówią ciągle o pedofilii duchownych, tymczasem najczęściej chodzi tu efebofilię, czyli o wynaturzenie polegające na pociągu dojrzałych homoseksualnych mężczyzn nie do dzieci, ale do pokwitających i dorastających chłopców. Jest to typowe zboczenie łączące się z homoseksualizmem. Do podstawowej wiedzy na ten temat należy prawda, że aż ponad 80 procent przypadków przemocy seksualnej duchownych, ujawnionych w USA, była to efebofilia, a nie pedofilia! Ten fakt jest skrzętnie ukrywany, przemilczany, bo szczególnie dobrze ujawnia zakłamanie zarówno światowego, jak i kościelnego homolobby. Tym bardziej trzeba go nagłaśniać”.
Artykuł Dariusza Oko Z papieżem przeciwko homoherezji odbił się dyskretnym echem poza granicami Polski. Gdyby przeczytało go więcej osób na Zachodzie, spotkałby się z ostrą krytyką. Ksiądz Oko pisze otwarcie: „…trzeba zatem pamiętać, że skandale przemocy seksualnej, które wstrząsnęły Kościołem światowym, w zdecydowanej większości były dziełem duchownych homoseksualnych”. I jego opinia nie jest w Kościele odosobniona, bo odpieraniem homoideologii oraz homopropagandy zajmuje się on od lat „na polecenie oraz za zachętą szeregu kardynałów i biskupów”.
Zdania co do znaczenia terminu „efebofilia” są podzielone. Według profesora Richarda Sipe’a efebofilia to aktywność seksualna osoby dorosłej z nastoletnim chłopcem bądź nastoletnią dziewczynką – nie jest to więc „zboczenie typowo homoseksualne”. Może raczej bardziej adekwatny byłby termin „pederastia” (z greckiego dosłownie: miłość do chłopców), oznaczający specyficzną formę homoseksualizmu męskiego, polegającą na związkach erotycznych lub kontaktach seksualnych mężczyzn lub młodzieńców (erastesów, miłośników) z młodzieńcami lub chłopcami (eromenosami, lubymi, oblubieńcami), zazwyczaj opartych na różnicy wieku. Mniejsza zresztą o nazwę… Spory na temat terminologii pozostawmy specjalistom.
Nie wiem, czy Kościołowi uda się w końcu przekonać światową opinię publiczną do tego, że na przełomie XX i XXI wieku wybuchł skandal nie pedofilii, lecz efebofilii klerykalnej (lub pederastii), i że całą odpowiedzialność za to ponosi lobby homoseksualne, które kryło się nawzajem. Myślę jednak, tak jak Rossend Domènech, że „jeżeli ktoś próbuje umniejszać ciężar skandalu pedofilii w Kościele katolickim i odpowiedzialność za niego, mówiąc, że tak naprawdę to nie były przypadki pedofilii, lecz efebofilii, popełnia duży błąd”.
Czy homoseksualiści mogą być przyjmowani do seminarium oraz wyświęcani na kapłanów to wyłącznie wewnętrzna sprawa Kościoła. Watykan ma prawo mieć swoje prerogatywy i wprowadzać ograniczenia, jeżeli chodzi o własnych księży. Zdaniem hiszpańskiego dziennikarza instrukcję ustalającą kryteria przyjmowania do seminariów osób o tendencjach homoseksualnych i ich wyświęcania wydano dlatego, że Benedykt XVI chciał przejrzystości.
„Przejrzystość” to słowo pada wielokrotnie w Głosach spoza chóru, zarówno w przypadku skandalu pedofilii, jak i afer finansowych banku watykańskiego IOR, i jest emblematyczne dla pontyfikatu Josepha Ratzingera. W ostatnich latach wyborcy, wierni i opinia publiczna domagają się od instytucji większej przejrzystości. Nic więc dziwnego, że wzrasta jej znaczenie nie tylko w polityce i relacjach międzyludzkich, lecz także w Kościele. 

Agnieszka Zakrzewicz

ze wstępu do książki "Głosy spoza chóru"

Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalac



 

AGNIESZKA ZAKRZEWICZ
Głosy spoza chóru

Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach
Wydawnictwo Czarna Owca



Ta książka powstawała w jednym z najtrudniejszych momentów współczesnej historii Kościoła – od afery Vatileaks po abdykację papieża Benedykta XVI. Przeprowadzając wywiady i pisząc ją nie zdawałam sobie oczywiście sprawy, że powstaje ona w tak przełomowym momencie i jest jego żywym świadectwem. Dlatego czytając zebrane tu rozowy można prześledzić przyczyny i narastanie kryzysu, którego efektem był gest poruszający i zadziwiający cały świat. „Uznaję przed Bogiem i w zgodzie ze swoim sumieniem, moją niezdolność do kierowania Kościołem. Ustępuję dla dobra Kościoła. Nie czuję się już na siłach, by kontynuować posługę.” – powiedział Benedykt XVI jedenestego stycznia 2013 roku podczas konsystorza w sprawie kanonizacji męczenników z Otranto i poinformował, że zakończy pontyfikat dwudziestego ósmego  lutego 2013 roku o godzinie dwudziestej.
Będzie musiało upłynąć dużo czasu, żebyśmy mogli właściwie pojąć konsekwencje decyzji Benedykta XVI i jej wpływ na kluczowe kwestie w Kościele. Dlatego nie zdecydowałam się prowadzić z moimi rozmówcami spekulacji na temat kolejnego pontyfikatu, choć nazwisko nowego papieża padło tu na długo przed jego wyborem. Ten tom zamyka się wraz z odlotem Josepha Ratzingera do Castel Gandolfo na pokładzie helikoptera.
Głosy spoza chóru to zbiór rozmów poświęconych najnowszej historii Kościoła, zadedykowanych ofiarom milczenia. Wśród tematów znalazły się: homoseksualizm duchownych, skandal pedofilii klerykalnej, oszustwa finansowe Banku Watykańskiego, dokumenty ujawnione w tzw. aferze Vatileaks, prawdopodobne przyczyny dymisji Josepha Ratzingera, kondycja Kościoła w epoce postwojtyłwej. Autorka i jej rozmówcy próbują podsumować pięćdziesięciolecie soboru Watykańskiego II, wpływy i politykę Kościoła w Ameryce Łacińskiej, a w szczególności jego rolę w ukrywaniu zbrodni junty wojskowej w Argentynie w latach 1976-1983. Wywiadów do książki udzielili znani watykaniści, dziennikarze, pisarze, historycy, filozofowie, prawnicy a przede wszystkim ofiary i ich bliscy:
 
Carmelo Abbate, Anonim, A.W. Richard Sipe,
Rossend Domènech, Paddy Agnew,
Bernie McDaid, Sue Cox, Francesco Zanardi,
Stowarzyszenie Niesłyszących „Antonio Provolo“,
Roberto Mirabile, Nino Marazzita,
Sandro Magister, John L. Allen Jr., Giacomo Galeazzi,
Giovanni Avena, Giovanni Franzoni, Vittorio Bellavite,
Maurizio Campisi, Julio Algañaraz, María Josefina Cerutti,
Marco Politi, Gianluigi Nuzzi, Paolo Flores d’Arcais
Ignazio Ingrao, Claudio Rendina



Wydanie: I
Data wydania: kwiecień 2013
Ilość stron: 368
Format: 135 x 205
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7554-526-5
cena detaliczna: 39.90 pln
 

wtorek, 2 kwietnia 2013

93. Franciszek to papież niewygodny

Papież Franciszek jest zagrożeniem dla tradycjonalistów w Watykanie.

WP.PL | dodane (10:28)
zobacz galerię fot. PAP/EPA / Ettore Ferrari Papież Franciszek chce reform i zmian

Ze wszystkich najmniej odpowiednich kardynałów Jorge Mario Bergoglio jest chyba najgorszy.
Rorate Coeli
AAA drukuj

Po wielkiej euforii, jaką wywołał wybór Jorge Maria Bergoglia na papieża i jego niekonwencjonalne gesty oraz skromność, w Watykanie widać pierwsze oznaki niezadowolenia. Niektórzy elektorzy Franciszka z Kurii Rzymskiej zaczynają zdawać sobie sprawę, że tego papieża nie da się kontrolować.

- To papież niewygodny. W Watykanie otaczają go należnym szacunkiem, jako nowego szefa. Ale jego upór, by zachowywać się jak "biskup ubogi", zaczyna drażnić, co bardziej konserwatywnych prałatów - słowa Marco Politiego obiegły już świat, stając się pierwszym sygnałem tego, że za Spiżową Bramą znowu rośnie napięcie. Model Kościoła ubogich, do jakiego wraca Franciszek nie odpowiada także licznym hierarchom lokalnym, ale nie tylko to jest powodem niezadowolenia.


"Jorge Mario Bergoglio jest chyba najgorszy"

- Alarm zadzwonił zaraz po jego wyborze, gdy Franciszek pojawił się w Loży Błogosławieństw ze swoim zwyczajnym żelaznym krzyżem i bez czerwonej peleryny. Już wtedy tradycjonaliści katoliccy przywiązani do mszy przedsoborowej po łacinie kręcili nosem - napisał Alessandro Speciale, jeden z watykanistów portalu Vaitican Insider. "Curriculum" argentyńskiego papieża od razu wywołało krytykę fanów rytu trydenckiego. "The Horror" podsumował syntetycznie wybór Bergoglia pewien południowoamerykański dziennikarz w analizie opublikowanej przez tradycjonalistyczny blog Rorate Coeli, pisząc, że "ze wszystkich najmniej odpowiednich kardynałów Jorge Mario Bergoglio jest chyba najgorszy. Nie dlatego, że zapowiada otwarcie doktrynę przeciwko wierze i moralności, ale dlatego, że sądząc po jego pracy, jako arcybiskupa Buenos Aires - wydaje się, że wiara i moralność nie mają dla niego żadnego znaczenia".

Niezadowolenie tradycjonalistów bierze się z tego, że Bergoglio w swojej archidiecezji zabronił odprawiania Nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego (czyli mszy trydenckiej, odprawianej po łacinie), na którą przyzwolił Benedyk XVI w swoim motu proprio Summorum Pontificum, mając nadzieję, że to polepszy stosunki z lefebrystami. Pod tym względem Franciszek, przywiązany do reformy liturgicznej mającej miejsce po Soborze Watykańskim II jest bliższy Janowi Pawłowi II, a nawet bardziej postępowy od niego. Tradycjonaliści katoliccy jego zachowanie traktują jednak, jako "modernistyczne nowinki".

Otwartą wrogość zwolenników mszy trydenckiej - którzy po wyborze Bergoglia na papieża czują się wyraźnie zagrożeni - wywołał fakt, że podczas nabożeństwa w Wielki Czwartek umył on nogi dwóm dziewczynom osadzonym w rzymskim więzieniu dla nieletnich. Bergoglio praktykował już ten obyczaj w Archidiecezji Buenos Aires, ale taki gest w wykonaniu papieża w Watykanie był czymś zupełnie nowym i szokującym. Franciszek został oskarżony przez blogerów Rorate Coeli o dawanie "złego przykładu" oraz o "pogwałcenie praw Kościoła". Tradycjonaliści z Rorate Coeli uznali, że ten fakt "zakończył reformę reformy" (jak określa się próbę powrotu do liturgii i tradycji przedsoborowej), którą rozpoczął Benedykt XVI.

Kim naprawdę jest nowy papież?

Media, które do tej pory zachwycały się niesamowitymi gestami Franciszka, starają się oceniać go mniej powierzchownie i ustalić, kim jest naprawdę nowy papież.

Ignacjo Ingrao, watykanista włoskiego tygodnika "Panorama" napisał, że to trochę Albino Luciani (Jan Paweł I) i trochę Che Guevara, który tak jak on - twardy i uczuciowy jednocześnie - stanie się wkrótce ikoną współczesnej popkultury. Popularności Franciszkowi rzeczywiście nie brakuje, o czym świadczy 250 tysięcy wiernych, którzy uczestniczyli na Placu Świętego Piotra w mszy odprawionej w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. I to będzie prawdziwa "broń" tego pontyfikatu. Nie ulega też wątpliwości, że to papież otwarty na ekumenizm zarówno w stosunku do innych religii, jak i kościołów oraz wielki lider polityczny, dla którego najważniejszy jest pokój na świecie. Wszystko to wzmocni popularność Franciszka i jego pozycję.

Pierścień, jaki wybrał papież wzoruje się na szkicu przygotowanym dla Pawła VI i nie jest to przypadek. Franciszek odwołuje się do tradycji Kościoła ubogich a przede wszystkim do "Paktu katakumb", który na kilka dni przed zakończeniem Soboru Watykańskiego II - 16 listopada 1965 roku podpisało 40 ojców soborowych zebranych w Katakumbach Domitylli w Rzymie, ślubując życie w ubóstwie zgodnie z naukami Chrystusa.

Kościół skromny i miłosierny, odwaga w okazywaniu czułości, przywołanie księży do tego, aby byli pastorami mającymi zapach stada owiec oraz zaskakujące gesty nowego papieża nie są obliczone tylko na medialny efekt - mówią o tym, że Franciszek ma zamiar dokonać głębokiej reformy moralnej Kościoła i zmienić nawyki hierarchii kościelnej.

Papież niewygodny dla lewicy

Jak pisze Ingrao w swoim artykule, nowy papież przywiązuje dużą wagę do sakramentów. - Dziś księża w wielu krajach świata odmawiają sakramentów rozwodnikom, parom żyjącym bez ślubu, dzieciom rodziców nieochrzczonych czy samotnym matkom. Franciszek ma zamiar zapobiegać sekularyzacji wychodząc na przeciw jak największej ilości wiernych chcących powrócić na łono Kościoła, gdyż uważa on, że pierwszeństwo ma miłosierdzie a nie kara - twierdzi watykanista "Panoramy".

Nie należy jednak ulegać iluzji, że Jorge Mario Bergoglio będzie równie miłosierny w stosunku do homoseksualistów, dla nieletnich lub zgwałconych kobiet w ciąży, dla zwolenników in vitro, eutanazji czy choćby antykoncepcji. Właśnie na tym polu w ostatnich latach miał miejsce konflikt pomiędzy arcybiskupem Buenos Aires i prezydent Argentyny Cristiną Kirchner.

Otwarcie duszpasterskie i rygor moralny godny najbardziej zatwardziałych integrystów katolickich, to cechy nowego papieża, który pod tym względem jest "wilkiem w owczej skórze" gotowym przeciwstawić się każdej władzy politycznej. Dziwi więc, że niektórzy lewicowi politycy przywitali Bergoglia z tak wielkim entuzjazmem, jakby to był rzeczywiście Che Guevara Kościoła, skoro jezuici w Ameryce Łacińskiej popierali teologię wyzwolenia.

Lewica miała już pierwsze bolesne starcie z nowym papieżem, gdy oskarżyła go o współpracę z reżimem argentyńskim. Konfliktów w niedalekiej przyszłości będzie więcej. Co powiedzą lewowi politycy, którzy dziś wychwalają papieża przywołującego lokalne hierarchie do życia w prawdziwym duchu Chrystusa, gdy rozpocznie on wielką krucjatę w obronie wartości chrześcijańskich oraz przewagi prawa naturalnego nad prawem stanowionym?

Jak Bergoglio zreformuje Kurię?

Wszyscy ci, którzy łudzili się, że zagraniczny papież poświęci się ewangelizacji i pozostawi Kurię Rzymską w spokoju, dziś zrozumieli, że Bergoglio ma jasne idee i chce rządzić. Franciszek nosi się z zamiarem wprowadzenia reform za Spiżową Bramą i to być może w sposób najbardziej drastyczny - nie tylko zmiany na najwyższych szczeblach hierarchii watykańskiej i wprowadzenie nowego, skromnego "stylu franciszkańskiego", ale nawet zamknięcie niektórych dykasteriów (urząd administracyjny Kościoła katolickiego), obniżenie kosztów i uproszczenie całej biurokratycznej machiny. Nominacje, które mają nastąpić już wkrótce, pokażą, co dokładnie planuje.

Nowy papież ma już w ręku tajny raport trzech kardynałów powstały z woli Benedykta XVI po aferze Vatileaks i będzie mu on pomocny w ocenie sytuacji oraz w dokonaniu reform. Wydaje się jednak, że nie ma zamiaru poddawać się żadnym sugestiom i przywiązywać wagi do przeszłości. Liczy się dla niego jedynie lojalność. Jego recepta jest prosta: "Mam swój plan i będę go realizować. Jesteście ze mną lub nie ma dla was miejsca u mojego boku".

Jezuita w przebraniu franciszkanina

Wielu watykanistów jest zgodnych, że Franciszek to papież, który nie będzie szedł na kompromisy. Uparty, indywidualista i niewygodny - zarówno dla tradycjonalistów, konserwatywnej hierarchii kościelnej, która nie chce zrezygnować z przywilejów, jak i dla lewicy oraz wszystkich tych, którzy mają odmienne cele polityczne.

Bergoglio przyjął imię Franciszka, ale nie jezuity Franciszka Ksawerego, ponieważ bliżej mu do założyciela zakonu franciszkanów niż do jezuickiego apostoła Indii. W głębi duszy pozostaje jednak jezuitą - jest nie tylko pasterzem, ale i wyrafinowanym, przebiegłym politykiem potrafiącym sprawować władzę. Na ile jednak pozwoli mu na to Kuria Rzymska, zastanawiają się już niektórzy watykaniści. Nie zawsze wola papieża idzie w parze z interesami Watykanu.

Z Rzymu dla WP.PL Agnieszka Zakrzewicz

piątek, 29 marca 2013

92. Magdi Cristiano Allam krytykuje Kościół






Magdi Cristiano Allam krytykuje Kościół: za bardzo kochacie islam

Piątek, 29 marca 2013, źródło:WP.PLWP.PL
 
fot.AFP / Christophe Simon 
Cały świat poruszył bezprecedensowy gest papieża Franciszka, który podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek w zakładzie karnym Casal del Marmo na peryferiach Rzymu umył nogi 12 osobom. W ich gronie po raz pierwszy znalazły się dwie dziewczyny - w tym muzułmanka serbskiego pochodzenia urodzona we Włoszech. Zaledwie trzy dni wcześniej włoski dziennikarz i europarlamentarzysta pochodzenia egipskiego Magdi Cristiano Allam opublikował na łamach włoskiej gazety "Il Giornale" artykuł, w którym oznajmił, że opuszcza Kościół katolicki z powodu jego słabości w stosunku do islamu.

Allam, który wcześniej zajmował prestiżowe stanowisko wicenaczelnego dziennika "Corriere della Sera", a od 2009 roku jest posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia Unii na rzecz Centrum, przeszedł na katolicyzm i został ochrzczony przez papieża Benedykta XVI w Wielkanoc 2008 roku. 

Apostazja Magdi Allama

 
Jako publicysta zajmował się tematami związanymi z imigracją, a także stosunkami między muzułmanami i światem zachodnim. Jest znany ze swojej ostrej krytyki w stosunku do ekstremizmu islamskiego. Jego książki i artykuły niejednokrotnie wywołały polemikę i procesy sądowe, ale także przyniosły mu prestiżowe nagrody jak Dan David Prize. Założył też partię polityczną pod nazwą Protagoniści na rzecz Chrześcijańskiej Europy (Protagonisti per l'Europa Cristiana).

Publiczna i nagłośniona przez media całego świata apostazja Magdi Allama, po której przyjął imię Cristiano, spotkała się z krytyką organizacji muzułmańskich. - Szanuję wybór Allama, ale jeżeli jego wiara jest żarliwa i szczera chrzest powinien przyjąć z rąk zwykłego księdza w normalnym kościele, a nie od samego papieża w Bazylice Świętego Piotra - powiedział wtedy Yahya Sergio Yahe Pallavicini - wiceprezes włoskiej wspólnoty islamskiej CO.RE.IS. 

Papalatria jest dogmatem czy aberracją?

- Wierzę w Chrystusa, ale już nie w Kościół. Moje nawrócenie na katolicyzm, które nastąpiło za sprawą Benedykta XVI w noc poprzedzającą Wielkanoc 22 marca 2008 roku, uważam za zakończone wraz z końcem jego pontyfikatu - napisał Magdi Allam na łamach "Il Giornale" dodając, że jest to decyzja przynosząca mu cierpienie i wie, że spotka się ona z goryczą oraz krytyką wielu przyjaciół katolików.

Szerokim echem odbiły się jego słowa wyjaśniające, że powodem przyśpieszenia jego decyzji o odejściu z Kościoła katolickiego jest "papalatria" (kult papieża) - przejawiająca się w euforii, z jaką został przyjęty papież Franciszek oraz w nadmiarze populistycznej retoryki prowadzącej do natychmiastowej archiwizacji Benedykta XVI, o którym już zapomniano.

- Kościół jest narażony fizjologicznie na zło, rozumiane jako pogwałcenie moralności publicznej, gdyż narzuca zachowania będące w konflikcie z ludzką naturą jak celibat księży, powstrzymywanie się od współżycia seksualnego przed małżeństwem, nierozwiązywalność związku małżeńskiego, dodając do tego pokusę, jaką stanowią pieniądze - napisał Magdi Cristiano Allam zarzucając Kościołowi relatywizm, z którym sam walczy. 

Islam podporządkuje sobie Europę

- To, co najbardziej oddaliło mnie od Kościoła jest uznanie islamu za prawdziwą religię, Allaha za prawdziwego Boga, Mahometa za proroka i Koranu za święty, a meczetów za miejsca kultu. To prawdziwe samobójcze szaleństwo, że Jan Paweł II posunął się do pocałowania Koranu 14 maja 1999 roku, że Benedykt XVI położył rękę na Koranie modląc się w kierunku Mekki w Błękitnym Meczecie w Stambule 30 października 2006 roku, podczas gdy Franciszek rozpoczął swój pontyfikat wychwalając muzułmanów "adorujących jedynego Boga, żywego i miłosiernego" - tak Allam tłumaczył przyczyny swojej kolejnej apostazji.

Europarlamentarzysta dodał również, że choć szanuje muzułmanów jest przekonany, że islam jest ideologią przemocy, która przez wieki prowadziła do konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych. Stwierdził, że jest coraz bardziej przekonany do tego, że islam podporządkuje sobie Europę, tak jak to miało miejsce już w średniowieczu, jeżeli nie potępi ona Koranu, jako księgi szerzącej nienawiść, przemoc i śmierć nie muzułmanom, nie uzna szariatu za zbrodnię przeciwko ludzkości, gdyż podważa on świętość życia, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, wolność religijną oraz nie zakaże powstawania meczetów na swoim terytorium. 

Allam to "performer"

 
Próbowaliśmy skontaktować się z Magdi Allamem aby zadać mu kilka pytań, nie chciał jednak skomentować swojej decyzji i artykułu, który nie został niezauważony przez Watykan.

Natomiast pewien znany włoski watykanista powiedział nam anonimowo: - Magdi Allam zawsze potrafił doskonale wyczuć odpowiedni moment i dokonywać "performansów", które zwrócą uwagę światowej opinii publicznej. Papież Franciszek zaskakuje wszystkich swoimi czynami i zyskuje przez nie olbrzymią popularność. Wnosi do Watykanu nawyki prawdziwego pasterza, który prowadzi życie w normalnej parafii. Watykan nie jest jednak przygotowany na kontakt z rzeczywistością i to powoduje pewną dezorientację. Bezprecedensowy gest papieża Franciszka w zakładzie karnym Casal del Marmo wzbudził pewne opory nie tylko dlatego, że tej Mszy Wieczerzy Pańskiej nie można było transmitować w telewizji, gdyż prawo włoskie zabrania pokazywać osoby niepełnoletnie. Artykuł Allama to pierwszy znak, że w Watykanie panuje nie tylko euforia. 

Z Rzymu dla WP.PL Agnieszka Zakrzewicz

91. Argentyna i cena milczenia - "Głosy spoza chóru" nowa książka Agnieszki Zakrzewicz



Już w kwietniu 2013 nowa książka Agnieszki Zakrzewicz wydana przez Czarną Owcę.

 "Głosy spoza chóru" to zbiór rozmów poświęconych najnowszej historii Kościoła i zadedykowanych ofiarom milczenia. Homoseksualizm i pedofilia, afery finansowe banku watykańskiego, Vatileaks, przyczyny dymisji Josepha Ratzingera, epoka postwojtyłowa, pięćdziesięciolecie Soboru Watykańskiego II, Ameryka Łacińska, a w szczególności Argentyna i rola Kościoła w ukrywaniu zbrodni junty wojskowej w latach 1976-1983. Na te tematy wypowiadają się znani watykaniści, dziennikarze, pisarze, historycy, filozofowie, prawnicy, a przede wszystkim ofiary lub ich bliscy (Carmelo Abbate, Anonim, A.W. Richard Sipe, Rossend Domènech, Paddy Agnew, Bernie McDaid, Sue Cox, Francesco Zanardi, Stowarzyszenie Niesłyszących „Antonio Provolo“, Roberto Mirabile, Nino Marazzita,
Sandro Magister, John L. Allen Jr., Giacomo Galeazzi,
Giovanni Avena, Giovanni Franzoni, Vittorio Bellavite,
Maurizio Campisi, Julio Algañaraz, María Josefina Cerutti,
Marco Politi, Gianluigi Nuzzi, Paolo Flores d’Arcais, Ignazio Ingrao, Claudio Rendina).

Kiedy Agnieszka Zakrzewicz przeprowadzała te rozmowy, nie wiedziała jeszcze ani o abdykacji Benedykta XVI, ani o wyborze kardynała Jorge Maria Bergoglia na papieża, jej książka "przepowiada" jednak właśnie te fakty. To autorka "Głosów spoza chóru" wytypowała trafnie właściwego "papabile".




Ta historia wyszła na jaw już dawno temu. Trudno zrozumieć, jak kardynał Bergoglio mógł być brany pod uwagę jako kandydat na papieża.

Agnieszka Zakrzewicz: Janowi Pawłowi II zarzuca się, że przemilczał nie tylko grzechy Marciala Maciela Degollado i cały skandal pedofilii, ale także wszystko to, co działo się w Ameryce Łacińskiej z ofiarami dyktatur wojskowych, i że zamiast potępić zbrodnie, ściskał ręce dyktatorów – Augusta Pinocheta, Jorge Rafaela Videli i innych. Te zarzuty są słuszne? 

Julio Algañaraz: Dziś o milczenie w sprawie łamania praw człowieka w Ameryce Łacińskiej oskarża się głównie Jana Pawła II, zapominając, że większość zamachów wojskowych miała miejsce za pontyfikatu Pawła VI, który też nigdy nie powiedział ani słowa. Pio Laghi wspominał, że kiedy donoszono Montiniemu o przewrotach militarnych, ten mówił: „Zajmijcie jakieś stanowisko”. „To ty powinieneś zająć stanowisko, w końcu jesteś papieżem” – słyszał w odpowiedzi, mimo to nadal milczał. Zamach w Chile miał miejsce w 1973, w Argentynie w 1976 roku. Pontyfikat Karola Wojtyły rozpoczął się w 1978 roku. Pinochet działał spokojnie przez pięć lat rządów Pawła VI.

Gdyby Paweł VI i oczywiście później Jan Paweł II opowiedzieli się przeciwko przewrotom wojskowym w Ameryce Łacińskiej, uratowaliby życie setek tysięcy ofiar.

Jak Kościół zachował się wobec tego, że w niewyjaśnionych okolicznościach znikało tyle osób? Ginęli także księża, zakonnicy i biskupi podejrzewani o sympatie lewicowe. Kościół też na to nie reagował? 

W Argentynie osoby zaczęły znikać w 1976 roku. Na początku zdesperowani bliscy – wśród nich ja jako wuj młodej dziewczyny – przychodzili do kościołów. Liczyli, że z pomocą księży uda im się dowiedzieć, co się dzieje z desaparecidos.

Niedługo po przewrocie wydarzyła się rzecz groźna. W odwecie za atak na siedzibę policji specjalnej wojskowi dokonali masakry w kościele Świętego Patryka w dzielnicy Belgrano w Buenos Aires. Zamordowali trzech księży i dwóch seminarzystów. Ofiary to: Alfredo Leaden, Alfredo Kelly, Pedro Duffau, Salvador Barbeito, Emilio Barletti. Masakra miała miejsce czwartego lipca 1976 roku. Ofiarami byli członkowie zakonu ojców pallotynów, uważani za postępowych, a nawet za marksistów. To była egzekucja przeprowadzona pod osłoną nocy przez pięcioosobowe komando. W 1986 roku argentyński dziennikarz Eduardo Kimel opublikował książkę La masacre de San Patricio (Masakra u Świętego Patryka), w której twierdzi, że zbrodnia została dokonana przez oficerów i żołnierzy (Perníasa, Aristegui, Cubala, Vallejosa) z przyzwoleniem władz wojskowych oraz Kościoła.

Po masakrze w kościele Świętego Patryka hierarchia argentyńska wyraziła zdziwienie i odprawiła nabożeństwo za dusze zmarłych, w którym uczestniczyli także zabójcy. Krąży anegdota, że Pio Laghi udzielił im nawet komunii.

Kościół w Argentynie zareagował bardzo ulegle, Watykan natomiast nie powiedział ani słowa.

To było przyzwalające milczenie, bo Kościół argentyński był wtedy bardzo silny i wpływowy i gdyby zareagował na masakrę, nie dałby wojskowym wolnej ręki.

Zostało zamordowanych także dwóch biskupów. Jednym z nich był Enrique Angelelli, arcybiskup La Rioja. Wystąpił on w obronie dwóch zaginionych księży, był więc niewygodny. Czwartego sierpnia 1976 roku, gdy jechał samochodem wraz z księdzem Arturem Pinto, jego auto fiat 125 – któremu drogę zajechała ciężarówka wojskowa – uległ wypadkowi. Dopiero po latach odkryto prawdę, że Angelelli i Pinto zostali zabici. Miałem okazję rozmawiać w Rzymie z kardynałem Raulem Franciskiem Primatestą, arcybiskupem Cordoby. Zapytałem go podczas konferencji prasowej, czy Angelelli został zabity? Odpowiedział mi: „Nie mów takich rzeczy, to był wypadek”.

Musiało upłynąć dużo czasu, zanim można było powtórnie zbadać zwłoki i zebrać zeznania świadków. Dziś oficjalne wiadomo, że biskup został zamordowany.

Rok później, jedenastego lipca 1977, także inny biskup, Carlos Horacio Ponce de León, zginął w wypadku samochodowym, którego okoliczności nie do końca są jasne. Przyczyną było również zderzenie z samochodem wojskowym. Biskup wiózł dokumentację osób zaginionych w jego diecezji. Podczas „brudnej wojny” zginęło co najmniej dwudziestu niewygodnych księży, na co hierarchia w gruncie rzeczy nie zareagowała.

Kardynał Jorge Mario Bergoglio, arcybiskup Buenos Aires, przewodniczący Konferencji Episkopatu Argentyny – a także kardynał, który na konklawe po śmierci Jana Pawła II otrzymał bardzo wiele głosów i nadal jest uznawany za jednego z papabilich – swego czasu był oskarżany o to, że zdradził dwóch swoich zakonników, jezuitów Orlanda Yorio i Francisca Jalicsa, którzy zostali porwani i torturowani. Co mówi się o tym w Argentynie? 

Kiedy wybuchł ten skandal, Bergoglio był prowincjałem jezuitów. Obaj porwani zakonnicy pracowali z biednymi w jednej ze wspólnot podstawowych w dzielnicy Bajo Flores w Buenos Aires. Byli podejrzewani o sympatyzowanie z teologią wyzwolenia. Przeszkadzali wojskowym, których zdaniem prowadzili działalność rewolucyjną i podburzali ludzi.

Bergoglio zawsze twierdził, że to nieprawda.

W rzeczywistości są świadkowie i dokumenty, które mówią, że to właśnie on doniósł na nich reżimowi wojskowemu.

Oddziały specjalne uprowadziły dwóch zakonników, nie zabiły ich jednak, gdyż podobno sam Bergoglio się temu przeciwstawił, bojąc się konsekwencji.

Cała historia wyszła na jaw już dawno temu i w związku z tym trudno zrozumieć jak kardynał Bergoglio mógł być brany pod uwagę jako kandydat na papieża i otrzymać tyle głosów. Jezuici całkowicie się od niego odwrócili.

Odwiedziłem kiedyś zakon jezuitów w Rzymie i podczas luźnej rozmowy z przełożonym zapytałem, ilu mają kardynałów. Wymienił wielu, dodając jednak, że jezuici są zakonnikami i nie ubiegają się o honory, to papież ich nominuje. Powiedziałem wtedy, że my, Argentyńczycy, mamy kardynała Bergoglio, który jest jezuitą, i zapytałem, czy często gości w ich klasztorze. Przełożony zakonu popatrzył na mnie lodowatym wzrokiem i odparł tylko, że kardynał Bergoglio nigdy nie chodzi tymi korytarzami. To mówi wszystko.

Orlando Yorio i Francisco Jalics zostali w końcu zwolnieni i otrzymali zgodę na opuszczenie Argentyny. Yorio już nie żyje, Jalics natomiast w 1995 roku wydał książkę Ejercicios de meditación (Ćwiczenia medytacyjne), w której opowiedział wszystko.

Jorge Mario Bergoglio został natomiast nominowany arcybiskupem Buenos Aires i prymasem Argentyny – po śmierci kardynała Antonia Quarracino i z jego namaszczeniem.

W 1979 roku, gdy w ESMA – Szkole Mechanicznej Marynarki Wojennej – zamienionej w centralę tortur i nielegalne więzienie, miała się odbyć inspekcja Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka, wszyscy więźniowie zostali przewiezieni na należącą do Kościoła wyspę El Silencio (Cisza), gdzie często odpoczywał kardynał Aramburu. Horacio Verbitsky napisał o tym książkę, w której stwierdził, że „był to jedyny obóz koncentracyjny na terenie kościelnym”. 

To prawda. Wyspa El silencio należała do Kościoła i zostali na nią przewiezieni więźniowie z EsMA, podczas gdy w budynku szkoły odnowiono wszystko, a na miejscu sal tortur zbudowano łazienki, aby ukryć przed Międzynarodową Komisją Praw Człowieka to, co tam się działo. Episkopat w tym dopomógł. W książce Horacia Verbitsky‘ego, która ukazała się w 2005 roku, są świadectwa ofiar, które przeżyły.

W maju 2012 roku Verbitsky udzielił ciekawego wywiadu argentyńskiemu dziennikowi „Tiempo”, w którym powiedział, że jednak nie był to jedyny obóz koncentracyjny na terenach kościelnych, ale na razie nie chce zdradzać szczegółów. Dodał też, że pisząc swoją książkę, myślał, że Kościół ograniczył się do milczenia, i tytuł, który jej nadał – El Silencio (Cisza) – był tego metaforą.

Teraz twierdzi, że Kościół odpowiada za współudział. 

Czy księża uczestniczyli także w torturach? 

Tego nie stwierdzono. Wielu księży natomiast udzielało rozgrzeszenia i komunii osobom skazanym na loty śmierci, przed wstrzyknięciem im zastrzyku usypiającego. Kościół dawał im w ten sposób wsparcie i starał się, aby umierali po ludzku i nie cierpieli. Wygląda na to, że metoda zabijania „wywrotowców” została zaakceptowana przez hierarchię kościelną i uznana za chrześcijańską. Kapelani rozgrzeszali zabójców wykonujących rozkazy, używając metafor biblijnych, jak „puryfikacja” czy „oddzielanie ziarna od plew”. Pewien kapelan, którego nazwiska nie chcę wymieniać, wyznał mi szczerze, z rozbrajającą naiwnością: „W wielu przypadkach mogliśmy ich nawet wyspowiadać, udzielaliśmy im komunii. Umierali po chrześcijańsku” .

Christian von Wernich, kapelan Policji Prowincji Buenos Aires, przyznał się do uczestnictwa w torturach. W 2007 roku sąd argentyński skazał go na dożywocie za uprowadzenie czterdziestu dwóch osób, z których siedem zostało zabitych, a reszta była torturowana.

(…)

Teraz, gdy po trzydziestu latach udało się wreszcie doprowadzić do skazania osób odpowiedzialnych za zbrodnie reżimu wojskowego, rozpoczęła się w Argentynie również dyskusja na temat współodpowiedzialności Kościoła. To bardzo bolesny, ale i bardzo żywy temat w Pana kraju. Jakie stanowisko zajmuje obecnie Kościół? 

We wrześniu 2012 roku grupa wpływowych osób – intelektualistów, dyplomatów, przedstawicieli organizacji zajmujących się prawami człowieka, a także duchownych wielu kongregacji – której przewodził były ambasador Hernán Patiño Mayer, wystąpiła do Konferencji Episkopatu Argentyny z prośbą o wyjaśnienie roli Kościoła w okresie dyktatury. Powodem były wypowiedzi Jorge Rafaela Videli opublikowane w książce Disposición final, w których były dyktator oskarżył otwarcie argentyńską hierarchię kościelną, mówiąc, że łamanie praw człowieka odbywało się za jej przyzwoleniem.

W odpowiedzi – w listopadzie 2012 roku – Kościół argentyński ogłosił, że w celu dotarcia do prawdy przeprowadzi dochodzenie dotyczące relacji jego przedstawicieli z reżimem wojskowym, zaprzeczył jednak „jakimkolwiek formom kolaboracji między władzami kościelnymi a ówczesnym reżimem wojskowym”.

Krąży anegdota, według której kardynał Antonio Quarracino, gdy odwiedził generała Videlę podczas jego pierwszego pobytu w więzieniu, usłyszał od niego: „Jestem tutaj, bo robiłem to, co mi kazaliście”. Czy anegdota mówi prawdę, czy nie, faktem jest, że Kościół pobłogosławił juntę wojskową i rozgrzeszył jej zbrodnie. Niestety, w Ameryce Łacińskiej historia zawsze się powtarza: religia służy usprawiedliwieniu przemocy – tak było od czasów konkwistadorów, którzy koniecznością ewangelizacji niewiernych tłumaczyli wymordowanie 80 procent rdzennej ludności.

Przynajmniej Kościół już dziś nie mówi, że nie ma archiwum.

Kiedy zginęła moja bratanica, siostra chodziła co tydzień do kościoła, zanosząc różne dokumenty na temat jej życia. Kościół zbierał wszystko. Jeśli dokumentów dotyczących desaparecidos nie ma w archiwach diecezjalnych, są w archiwum nuncjatury, jeśli nie ma ich tam, to gdzie powinny być? W Watykanie. Wiemy, że Kościół niczego nie wyrzuca, gromadzi wszystko.

Fragment książki Agnieszki Zakrzewicz „Głosy spoza chóru", która ukaże się w kwietniu 2013 roku nakładem wydawnictwa Czarna Owca. W publikowanym fragmencie pominięto przypisy.  


Julio Algañaraz – jest korespondentem zagranicznym argentyńskiego dziennika „Clarín” we Włoszech i w Watykanie oraz członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Zagranicznych we Włoszech. Mieszka i pracuje w Rzymie. Pisze o polityce, kulturze oraz Kościele. Wykładał dziennikarstwo w Buenos Aires. Wraz z żoną Cristiną Mihurą od lat zajmuje się problemem desaparecidos w Ameryce Łacińskiej. 

90. Sprawdziły się przewidywania realistów: Watykan wybrał kompromis.

 Zobacz wywiad:

Zakrzewicz: Okres reform w Kościele możemy uznać za zamknięty

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/swiat/20130314/zakrzewicz-okres-reform-w-kosciele-mozemy-uznac-za-zamkniety

 Rozmowa Jakuba Majmurka, 14.03.2013

Kardynał nie był wymieniany wśród faworytów. Co zadecydowało o jego wyborze? Jakie kościelne frakcje go poparły?

To nieprawda, że kardynał Bergoglio nie był wymieniany wśród faworytów, niektórzy doświadczeni watykaniści wspominali o nim kilka razy. Po prostu polskie media są zbyt powierzchowne w analizie i interpretacji tego, co się dzieje za Spiżową Bramą, i mało uważne. Kto zna dialektykę watykańską, potrafił odczytać odpowiednie znaki. Jorge Maria Bergoglio jest „rezerwowym” papieżem od 2005 roku. Na konklawe po śmierci Jana Pawła II to on, zaraz po Ratzingerze, zdobył najwięcej głosów. Podobno wtedy kardynał Angelo Sodano był przeciwny jego kandydaturze i poparł wybór na papieża ówczesnego dziekana kolegium kardynalskiego. Tym razem było odwrotnie – to właśnie Sodano był „sponsorem” Bergoglia. Nie zapominajmy, że Sodano zna bardzo dobrze Amerykę Łacińską, gdyż był nuncjuszem w Chile podczas reżimu Pinocheta i to on prowadził zabiegi dyplomatyczne w jego obronie, gdy dyktator został zatrzymany w Wielkiej Brytanii.

Przed wyborem nowego papieża kolegium kardynalskie podzieliło się na „reformatorów” i na „partię rzymską” związaną z Kurią. W pierwszym obozie znaleźli się kardynałowie zagraniczni przybyli do Rzymu, bardzo zaniepokojeni tym, co dzieje się wewnątrz Watykanu, i chcący reform w duchu Ratzingerowej „przejrzystości”. Ich faworytem był kardynał Angelo Scola. W „partii rzymskiej” zjednoczyli się natomiast kardynałowie Tarcisio Bertone (sekretarz stanu za Benedykta XVI) i Angelo Sodano (sekretarz stanu za Jana Pawła II), którzy do tej pory byli wielkimi wrogami walczącymi o zdobycie przewagi w Kurii Rzymskiej. Ich faworytem był kardynał brazylijski Odilo Pedro Scherer, związany z bankiem watykańskim IOR. Czwartym prawdziwym papabilim był kanadyjski kardynał Marc Ouellet. Kiedy już po drugim głosowaniu okazało się, że nie ma jednego mocnego kandydata i że ani Scola, ani Ouellet nie są w stanie zebrać wystarczającego poparcia, wybrano kompromis – czyli Bergoglia

To na niego wskazał Sodano, który z racji wieku nie brał już udziału w konklawe, podczas mszy Pro Eligendo Pontefice, mówiąc, że „potrzeba papieża, który będzie głosił Ewangelię i będzie miłosierny”. O Bergoglio nie mówiło się tak głośno jako o papabilim, gdyż wszyscy myśleli, że tym razem w Kościele nastąpią wreszcie wielkie zmiany, że zostanie wybrany papież, który będzie prawdziwym reformatorem i poprowadzi Kościół w XXI wiek. Klimat przed tym konklawe był naprawdę pełen entuzjazmu, powiało duchem odnowy, jaki towarzyszył Soborowi Watykańskiemu II. Tymczasem sprawdziły się przewidywania realistów. Wielu włoskich watykanistów twierdziło przed konklawe, że w zaistniałej sytuacji zostanie wybrany trzeci kandydat, który pogodzi interesy „reformatorów” i „partii rzymskiej”.

89. Chciałabym się pomylić... ale mam wrażenie, że papieżem zostanie Argentyńczyk, kard. Bergoglio.

 13 marca 2013 napisałam na Facebooku:


Chciałabym się pomylić... ale mam wrażenie, że papieżem zostanie Argentyńczyk, kard. Bergoglio. To na niego wskazał kard. Sodano mówiąc, że potrzeba pasterza a nie menadżera. W ten sposób pod pozorem potrzeby ewangelizacji, a w zasadzie nawrócenia katolików Ameryki Południowej, którzy odeszli do innych kościołów, w duchu kontynuacji dzieła Jana Pawła II, walkę o tron papieski wygra najbardziej konserwatywne skrzydło Kościoła. Bergoglio będzie jeździł po świecie i zostawi Kurię w spokoju...
Istnieje słynne włoskie powiedzenie “Tutto deve cambiare perché nulla cambi……” (Wszystko musi się zmienić, aby nic się nie zmieniło) z książki Il gattopardo Giuseppe Tomasi di Lampedusa. Wielu włoskich watykanistów twierdziło przed konklawe, że w zaistniałej sytuacji - gdy kolegium kardynalskie podzieliło się na "reformatorów" i na "partię rzymską" związaną z Kurią - zostanie wybrany trzeci kandydat, który pogodzi interesy jednego i drugiego skrzydła. Tego właśnie należy się spodziewać, że w Watykanie nastąpią zmiany tylko po to, by zachować status quo.



Po "trafieniu" Bergoglia niektórzy prosili mnie o numery w Totolotka, a "Super Express" chciał napisać artykuł o tym, że Polka przepowiedziała następcę Benedykta XVI - na szczęście jednak się rozmyślili.

No cóż, wytypowanie nowego papieża tym razem było łatwe, jeżeli z uwagą śledzi się to, co dzieje się w cieniu San Pietro...

Agnieszka Zakrzewicz