Już w kwietniu 2013 nowa książka Agnieszki Zakrzewicz wydana przez Czarną Owcę.
"Głosy spoza chóru" to zbiór rozmów poświęconych najnowszej historii
Kościoła i zadedykowanych ofiarom milczenia. Homoseksualizm i pedofilia,
afery finansowe banku watykańskiego, Vatileaks, przyczyny dymisji
Josepha Ratzingera, epoka postwojtyłowa, pięćdziesięciolecie Soboru
Watykańskiego II, Ameryka Łacińska, a w szczególności Argentyna i rola
Kościoła w ukrywaniu zbrodni junty wojskowej w latach 1976-1983. Na te
tematy wypowiadają się znani watykaniści, dziennikarze, pisarze,
historycy, filozofowie, prawnicy, a przede wszystkim ofiary lub ich
bliscy (Carmelo Abbate, Anonim, A.W. Richard Sipe, Rossend Domènech, Paddy Agnew, Bernie McDaid, Sue Cox, Francesco Zanardi, Stowarzyszenie Niesłyszących „Antonio Provolo“, Roberto Mirabile, Nino Marazzita,
Sandro Magister, John L. Allen Jr., Giacomo Galeazzi,
Giovanni Avena, Giovanni Franzoni, Vittorio Bellavite,
Maurizio Campisi, Julio Algañaraz, María Josefina Cerutti,
Marco Politi, Gianluigi Nuzzi, Paolo Flores d’Arcais, Ignazio Ingrao, Claudio Rendina).
Kiedy Agnieszka Zakrzewicz przeprowadzała te rozmowy, nie
wiedziała jeszcze ani o abdykacji Benedykta XVI, ani o wyborze kardynała
Jorge Maria Bergoglia na papieża, jej książka "przepowiada" jednak
właśnie te fakty. To autorka "Głosów spoza chóru" wytypowała trafnie
właściwego "papabile".
Ta historia wyszła na jaw już dawno temu. Trudno
zrozumieć, jak kardynał Bergoglio mógł być brany pod uwagę jako kandydat
na papieża.
Agnieszka Zakrzewicz: Janowi Pawłowi II zarzuca się,
że przemilczał nie tylko grzechy Marciala Maciela Degollado i cały
skandal pedofilii, ale także wszystko to, co działo się w Ameryce
Łacińskiej z ofiarami dyktatur wojskowych, i że zamiast potępić
zbrodnie, ściskał ręce dyktatorów – Augusta Pinocheta, Jorge Rafaela
Videli i innych. Te zarzuty są słuszne?
Julio Algañaraz: Dziś o milczenie w sprawie łamania
praw człowieka w Ameryce Łacińskiej oskarża się głównie Jana Pawła II,
zapominając, że większość zamachów wojskowych miała miejsce za
pontyfikatu Pawła VI, który też nigdy nie powiedział ani słowa. Pio
Laghi wspominał, że kiedy donoszono Montiniemu o przewrotach
militarnych, ten mówił: „Zajmijcie jakieś stanowisko”. „To ty powinieneś
zająć stanowisko, w końcu jesteś papieżem” – słyszał w odpowiedzi, mimo
to nadal milczał. Zamach w Chile miał miejsce w 1973, w Argentynie w
1976 roku. Pontyfikat Karola Wojtyły rozpoczął się w 1978 roku. Pinochet
działał spokojnie przez pięć lat rządów Pawła VI.
Gdyby Paweł VI i oczywiście później Jan Paweł II opowiedzieli się
przeciwko przewrotom wojskowym w Ameryce Łacińskiej, uratowaliby życie
setek tysięcy ofiar.
Jak Kościół zachował się wobec tego, że w niewyjaśnionych
okolicznościach znikało tyle osób? Ginęli także księża, zakonnicy i
biskupi podejrzewani o sympatie lewicowe. Kościół też na to nie
reagował?
W Argentynie osoby zaczęły znikać w 1976 roku. Na początku
zdesperowani bliscy – wśród nich ja jako wuj młodej dziewczyny –
przychodzili do kościołów. Liczyli, że z pomocą księży uda im się
dowiedzieć, co się dzieje z
desaparecidos.
Niedługo po przewrocie wydarzyła się rzecz groźna. W odwecie za atak
na siedzibę policji specjalnej wojskowi dokonali masakry w kościele
Świętego Patryka w dzielnicy Belgrano w Buenos Aires. Zamordowali trzech
księży i dwóch seminarzystów. Ofiary to: Alfredo Leaden, Alfredo Kelly,
Pedro Duffau, Salvador Barbeito, Emilio Barletti. Masakra miała miejsce
czwartego lipca 1976 roku. Ofiarami byli członkowie zakonu ojców
pallotynów, uważani za postępowych, a nawet za marksistów. To była
egzekucja przeprowadzona pod osłoną nocy przez pięcioosobowe komando. W
1986 roku argentyński dziennikarz Eduardo Kimel opublikował książkę
La masacre de San Patricio
(Masakra u Świętego Patryka), w której twierdzi, że zbrodnia została
dokonana przez oficerów i żołnierzy (Perníasa, Aristegui, Cubala,
Vallejosa) z przyzwoleniem władz wojskowych oraz Kościoła.
Po masakrze w kościele Świętego Patryka hierarchia argentyńska
wyraziła zdziwienie i odprawiła nabożeństwo za dusze zmarłych, w którym
uczestniczyli także zabójcy. Krąży anegdota, że Pio Laghi udzielił im
nawet komunii.
Kościół w Argentynie zareagował bardzo ulegle, Watykan natomiast nie powiedział ani słowa.
To było przyzwalające milczenie, bo Kościół argentyński był wtedy
bardzo silny i wpływowy i gdyby zareagował na masakrę, nie dałby
wojskowym wolnej ręki.
Zostało zamordowanych także dwóch biskupów. Jednym z nich był Enrique
Angelelli, arcybiskup La Rioja. Wystąpił on w obronie dwóch zaginionych
księży, był więc niewygodny. Czwartego sierpnia 1976 roku, gdy jechał
samochodem wraz z księdzem Arturem Pinto, jego auto fiat 125 – któremu
drogę zajechała ciężarówka wojskowa – uległ wypadkowi. Dopiero po latach
odkryto prawdę, że Angelelli i Pinto zostali zabici. Miałem okazję
rozmawiać w Rzymie z kardynałem Raulem Franciskiem Primatestą,
arcybiskupem Cordoby. Zapytałem go podczas konferencji prasowej, czy
Angelelli został zabity? Odpowiedział mi: „Nie mów takich rzeczy, to był
wypadek”.
Musiało upłynąć dużo czasu, zanim można było powtórnie zbadać zwłoki i
zebrać zeznania świadków. Dziś oficjalne wiadomo, że biskup został
zamordowany.
Rok później, jedenastego lipca 1977, także inny biskup, Carlos
Horacio Ponce de León, zginął w wypadku samochodowym, którego
okoliczności nie do końca są jasne. Przyczyną było również zderzenie z
samochodem wojskowym. Biskup wiózł dokumentację osób zaginionych w jego
diecezji. Podczas „brudnej wojny” zginęło co najmniej dwudziestu
niewygodnych księży, na co hierarchia w gruncie rzeczy nie zareagowała.
Kardynał Jorge Mario Bergoglio, arcybiskup Buenos Aires,
przewodniczący Konferencji Episkopatu Argentyny – a także kardynał,
który na konklawe po śmierci Jana Pawła II otrzymał bardzo wiele głosów i
nadal jest uznawany za jednego z papabilich – swego czasu był oskarżany
o to, że zdradził dwóch swoich zakonników, jezuitów Orlanda Yorio i
Francisca Jalicsa, którzy zostali porwani i torturowani. Co mówi się o
tym w Argentynie?
Kiedy wybuchł ten skandal, Bergoglio był prowincjałem jezuitów. Obaj
porwani zakonnicy pracowali z biednymi w jednej ze wspólnot podstawowych
w dzielnicy Bajo Flores w Buenos Aires. Byli podejrzewani o
sympatyzowanie z teologią wyzwolenia. Przeszkadzali wojskowym, których
zdaniem prowadzili działalność rewolucyjną i podburzali ludzi.
Bergoglio zawsze twierdził, że to nieprawda.
W rzeczywistości są świadkowie i dokumenty, które mówią, że to właśnie on doniósł na nich reżimowi wojskowemu.
Oddziały specjalne uprowadziły dwóch zakonników, nie zabiły ich
jednak, gdyż podobno sam Bergoglio się temu przeciwstawił, bojąc się
konsekwencji.
Cała historia wyszła na jaw już dawno temu i w związku z tym trudno
zrozumieć jak kardynał Bergoglio mógł być brany pod uwagę jako kandydat
na papieża i otrzymać tyle głosów. Jezuici całkowicie się od niego
odwrócili.
Odwiedziłem kiedyś zakon jezuitów w Rzymie i podczas luźnej rozmowy z
przełożonym zapytałem, ilu mają kardynałów. Wymienił wielu, dodając
jednak, że jezuici są zakonnikami i nie ubiegają się o honory, to papież
ich nominuje. Powiedziałem wtedy, że my, Argentyńczycy, mamy kardynała
Bergoglio, który jest jezuitą, i zapytałem, czy często gości w ich
klasztorze. Przełożony zakonu popatrzył na mnie lodowatym wzrokiem i
odparł tylko, że kardynał Bergoglio nigdy nie chodzi tymi korytarzami.
To mówi wszystko.
Orlando Yorio i Francisco Jalics zostali w końcu zwolnieni i
otrzymali zgodę na opuszczenie Argentyny. Yorio już nie żyje, Jalics
natomiast w 1995 roku wydał książkę
Ejercicios de meditación (Ćwiczenia medytacyjne), w której opowiedział wszystko.
Jorge Mario Bergoglio został natomiast nominowany arcybiskupem Buenos
Aires i prymasem Argentyny – po śmierci kardynała Antonia Quarracino i z
jego namaszczeniem.
W 1979 roku, gdy w ESMA – Szkole Mechanicznej Marynarki
Wojennej – zamienionej w centralę tortur i nielegalne więzienie, miała
się odbyć inspekcja Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka, wszyscy
więźniowie zostali przewiezieni na należącą do Kościoła wyspę El
Silencio (Cisza), gdzie często odpoczywał kardynał Aramburu. Horacio
Verbitsky napisał o tym książkę, w której stwierdził, że „był to jedyny
obóz koncentracyjny na terenie kościelnym”.
To prawda. Wyspa El silencio należała do Kościoła i zostali na nią
przewiezieni więźniowie z EsMA, podczas gdy w budynku szkoły odnowiono
wszystko, a na miejscu sal tortur zbudowano łazienki, aby ukryć przed
Międzynarodową Komisją Praw Człowieka to, co tam się działo. Episkopat w
tym dopomógł. W książce Horacia Verbitsky‘ego, która ukazała się w 2005
roku, są świadectwa ofiar, które przeżyły.
W maju 2012 roku Verbitsky udzielił ciekawego wywiadu argentyńskiemu
dziennikowi „Tiempo”, w którym powiedział, że jednak nie był to jedyny
obóz koncentracyjny na terenach kościelnych, ale na razie nie chce
zdradzać szczegółów. Dodał też, że pisząc swoją książkę, myślał, że
Kościół ograniczył się do milczenia, i tytuł, który jej nadał –
El Silencio (Cisza) – był tego metaforą.
Teraz twierdzi, że Kościół odpowiada za współudział.
Czy księża uczestniczyli także w torturach?
Tego nie stwierdzono. Wielu księży natomiast udzielało rozgrzeszenia i
komunii osobom skazanym na loty śmierci, przed wstrzyknięciem im
zastrzyku usypiającego. Kościół dawał im w ten sposób wsparcie i starał
się, aby umierali po ludzku i nie cierpieli. Wygląda na to, że metoda
zabijania „wywrotowców” została zaakceptowana przez hierarchię kościelną
i uznana za chrześcijańską. Kapelani rozgrzeszali zabójców wykonujących
rozkazy, używając metafor biblijnych, jak „puryfikacja” czy
„oddzielanie ziarna od plew”. Pewien kapelan, którego nazwiska nie chcę
wymieniać, wyznał mi szczerze, z rozbrajającą naiwnością: „W wielu
przypadkach mogliśmy ich nawet wyspowiadać, udzielaliśmy im komunii.
Umierali po chrześcijańsku” .
Christian von Wernich, kapelan Policji Prowincji Buenos Aires,
przyznał się do uczestnictwa w torturach. W 2007 roku sąd argentyński
skazał go na dożywocie za uprowadzenie czterdziestu dwóch osób, z
których siedem zostało zabitych, a reszta była torturowana.
(…)
Teraz, gdy po trzydziestu latach udało się wreszcie
doprowadzić do skazania osób odpowiedzialnych za zbrodnie reżimu
wojskowego, rozpoczęła się w Argentynie również dyskusja na temat
współodpowiedzialności Kościoła. To bardzo bolesny, ale i bardzo żywy
temat w Pana kraju. Jakie stanowisko zajmuje obecnie Kościół?
We wrześniu 2012 roku grupa wpływowych osób – intelektualistów,
dyplomatów, przedstawicieli organizacji zajmujących się prawami
człowieka, a także duchownych wielu kongregacji – której przewodził były
ambasador Hernán Patiño Mayer, wystąpiła do Konferencji Episkopatu
Argentyny z prośbą o wyjaśnienie roli Kościoła w okresie dyktatury.
Powodem były wypowiedzi Jorge Rafaela Videli opublikowane w książce
Disposición final,
w których były dyktator oskarżył otwarcie argentyńską hierarchię
kościelną, mówiąc, że łamanie praw człowieka odbywało się za jej
przyzwoleniem.
W odpowiedzi – w listopadzie 2012 roku – Kościół argentyński ogłosił,
że w celu dotarcia do prawdy przeprowadzi dochodzenie dotyczące relacji
jego przedstawicieli z reżimem wojskowym, zaprzeczył jednak
„jakimkolwiek formom kolaboracji między władzami kościelnymi a ówczesnym
reżimem wojskowym”.
Krąży anegdota, według której kardynał Antonio Quarracino, gdy
odwiedził generała Videlę podczas jego pierwszego pobytu w więzieniu,
usłyszał od niego: „Jestem tutaj, bo robiłem to, co mi kazaliście”. Czy
anegdota mówi prawdę, czy nie, faktem jest, że Kościół pobłogosławił
juntę wojskową i rozgrzeszył jej zbrodnie. Niestety, w Ameryce
Łacińskiej historia zawsze się powtarza: religia służy usprawiedliwieniu
przemocy – tak było od czasów konkwistadorów, którzy koniecznością
ewangelizacji niewiernych tłumaczyli wymordowanie 80 procent rdzennej
ludności.
Przynajmniej Kościół już dziś nie mówi, że nie ma archiwum.
Kiedy zginęła moja bratanica, siostra chodziła co tydzień do
kościoła, zanosząc różne dokumenty na temat jej życia. Kościół zbierał
wszystko. Jeśli dokumentów dotyczących
desaparecidos nie ma w
archiwach diecezjalnych, są w archiwum nuncjatury, jeśli nie ma ich tam,
to gdzie powinny być? W Watykanie. Wiemy, że Kościół niczego nie
wyrzuca, gromadzi wszystko.
Fragment książki Agnieszki Zakrzewicz „Głosy spoza chóru", która
ukaże się w kwietniu 2013 roku nakładem wydawnictwa Czarna Owca. W
publikowanym fragmencie pominięto przypisy.
Julio Algañaraz – jest korespondentem
zagranicznym argentyńskiego dziennika „Clarín” we Włoszech i w Watykanie
oraz członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Zagranicznych we Włoszech.
Mieszka i pracuje w Rzymie. Pisze o polityce, kulturze oraz Kościele.
Wykładał dziennikarstwo w Buenos Aires. Wraz z żoną Cristiną Mihurą od
lat zajmuje się problemem desaparecidos w Ameryce Łacińskiej.