Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

niedziela, 26 października 2014

139. Czy Kościół się zmieni? - Refleksje po nadzwyczajnym synodzie Franciszka


Po synodzie dotyczącym spraw rodziny, który zakończył się 19 października br., w Rzymie, widać wyraźnie, że Kościół współczesny podzielił się na tych, którzy - używając słów samego papieża Franciszka - chcą zmienić kamień w chleb, aby nakarmić nim głodujących, i na tych, którzy chcą zmienić chleb w kamień, aby rzucać nim w grzeszników.

Czy synod przyniósł konkretne zmiany i nowości? Nic nowego w sferze antykoncepcji i in vitro. Żadnego oficjalnego przyzwolenia na związki partnerskie – choć to one znalazły się w centrum refleksji całego dokumentu końcowego. Żadnej dobrej nowiny dla rozwodników - ani w formie długo oczekiwanego zezwolenia na udział w Eucharystii, ani nawet w komunii duchowej - bo godzi to w sakrament ślubu (Co Bóg złączył, niech człowiek nie waży się rozłączyć). Nie dla ślubów i rodzin jednopłciowych, choć wreszcie była mowa o szacunku dla osób homoseksualnych.
Coś jednak drgnęło w Kościele. Ale co z tego będzie - chleb, czy kamień?
  
Czy można spodziewać się, by Kościół zmienił swoją tysiącletnią doktrynę w ciągu niespełna dwóch tygodni? Nie. Czy można liczyć na to, że ją kiedykolwiek zmieni...?
"Relatio Synodi" zawierające 62 paragrafy i przegłosowane przez biskupów biorących udział w synodzie nadzwyczajnym zwołanym w Watykanie przez Franciszka w październiku br., to tylko dokument wstępny, który ma zostać poddany szerszej konsultacji.
Konkluzje dotyczące tematów ujętych w "Relatio Synodi" zostaną przyjęte dopiero na synodzie zwyczajnym, którego datę papież wyznaczył na 4-25 października 2015 r. Ostatnie słowo w kwestii zmian doktrynalnych będzie należeć jednak do Bergoglia, zgodnie z dogmatem o nieomylności papieskiej.
W synodzie, na którym dyskutowano o współczesnych wyzwaniach Kościoła katolickiego związanych z rodziną, wzięło udział blisko 190 biskupów przybyłych do Rzymu z całego świata. Jest to organ doradczy papieża, który może zwoływać zgodnie z własną wolą.
Kolegialne obrady z udziałem przedstawicieli kościołów lokalnych ustanowił Paweł VI - papież, któremu zawdzięcza się kontynuację Soboru Watykańskiego II, otwartego przez Jana XXIII. Już na Soborze Watykańskim II poruszono pewne ważne kwestie doktrynalne jak: celibat, kapłaństwo kobiet, otwarcie na homoseksualistów, kolegialność biskupów i Eucharystia dla rozwodników. Z tego właśnie powodu zamknięcie pierwszego nadzwyczajnego synodu Franciszka zbiegło się z beatyfikacją Pawła VI (20 października 2014 r.).
Do tej pory organ doradczy papieża spotykał się 25 razy. Dwa inne synody nadzwyczajne odbyły się w 1969 i 1985 r. Nie był to też pierwszy synod poświęcony rodzinie. O jej problemach dyskutowano już na synodzie zwołanym przez Jana Pawła II w 1980 r., którego owocem była adhortacja apostolska "Familiaris Consortio", w której Wojtyła dokonał małego otwarcia w stosunku do rozwodników, zezwalając by brali oni udział w niektórych czynnościach życia wspólnotowego - na przykład we mszy. Jednak zezwolenie na przyjmowanie komunii świętej rozwiedzionym, którzy powtórnie weszli w cywilny związek małżeński - było i jest nie do przyjęcia dla Kościoła katolickiego i jego wiernych. Ten krok podkopuje fundament sakramentu ślubu - czyli jego nierozwiązywalności oraz przysięgę wierności małżeńskiej aż do śmierci. Miłosierne otwarcie Kościoła na ludzi, którzy powtórnie ułożyli sobie życie małżeńskie, a nadal czują się i chcą być praktykującymi katolikami - otwarcie, którego od początku swojego pontyfikatu chce papież Franciszek – w katolicyzmie może być nigdy nie możliwe, gdyż wprowadza niejasności i dylematy dotyczące natury grzechu.

Rozwodnicy i homoseksualiści

Trudno się więc dziwić, że wśród trzech paragrafów z "Relatio Synodi", które nie uzyskały 2/3 głosów potrzebnych do ich akceptacji - tym, który napotkał na największy opór (104 głosy za i 74 przeciw) było dopuszczenie rozwodników do Eucharystii (paragraf 52). To kwestia sprawiająca katolickim sumieniom najwięcej problemów. Jak się okazuje sakrament ślubu jest dla katolików fundamentalny - rozwodnik jest grzesznikiem i takim pozostać powinien. Świadczy o tym również fakt, że paragraf 53 mówiący o przyzwoleniu rozwiedzionym na komunię duchową nie uzyskał kworum (112 głosów za i 64 przeciw). Komunia duchowa, która mogłaby zastąpić komunię materialną - budzi znaki zapytania, bo jeśli grzesznicy mogą przystępować do komunii duchowej, to dlaczego nie do tej prawdziwej, sakramentalnej?
Na synodzie większości kwalifikowanej nie zdobył także paragraf 55 proponujący otwarcie się Kościoła na rodziny homoseksualne. Choć mówi on jasno o tym, że "nie ma żadnej, nawet najbardziej odległej możliwości, aby związki homoseksualne zostały w jakimkolwiek stopniu zrównane z rodziną lub stały się jej fundamentem" - w punkcie tym była mowa, że "osoby homoseksualne muszą być traktowane z szacunkiem i delikatnością" oraz że "w stosunku do nich należy unikać wszelkich oznak niesprawiedliwej dyskryminacji”. Za przyjęciem paragrafu 55 głosowało 118 biskupów – przeciwko 62.
Papież Franciszek uczestniczył w obradach synodu, choć nie zabierał głosu. Najprawdopodobniej spodziewał się większej otwartości mentalnej ze strony głów lokalnych kościołów i niektórych ważnych hierarchów watykańskich. Jak wyjaśnił rzecznik Watykanu – ojciec Federico Lombardi – publikacja Relatio – zarówno tego przygotowującego podsumowanie obrad, jak i końcowego – jest w tradycji Kościoła. Nowością było jednak to, że papież nakazał również ujawnienie do publicznej wiadomości ilości głosów, którymi zostały zatwierdzone lub nie, wszystkie 62 paragrafy.
Choć synod odbywał się za zamkniętymi drzwiami – wiele informacji przeciekało do prasy. Na obradach – a zwłaszcza w kuluarach było burzliwie. Temat rozwodników i homoseksualistów rozpalił serca, głowy, a także języki niektórych biskupów.

Spory wokół "Relatio post disceptationem"

Burzę w Watykanie wywołała nadinterpretacja medialna dokumentu podsumowującego pierwszy tydzień obrad synodu - "Relatio post disceptationem", przygotowanego przez węgierskiego kardynała Pétera Erdő i podanego do wiadomości publicznej. Czołowe światowe media pisały o tym, że Kościół otwiera się na homoseksualistów. Zamieszanie wywołało zdanie zawarte w jednym z paragrafów dokumentu: "Osoby homoseksualne posiadają zalety i dary, które mogą zaoferować wspólnocie chrześcijańskiej".
Jak wynika z doniesień kuluarowych – synod podzielił się na reformatorów i konserwatorów. Do pierwszej grupy należeli Walter Kasper, Bruno Forte, Damasceno Assis (kardynał brazylijski, który osobiście napisał fragmenty Relatio dotyczące homoseksualistów),  Christop Schonborn, Antonio Spadaro. Konserwatorom przewodził kard. Raymond Leo Burke (kierujący Najwyższym Trybunałem Sygnatury Apostolskiej), Gerhard Ludwig Müller (prefekt Kongregacji Nauki Wiary), kard. Carlo Caffarra z Bolonii, kard. George Pell, kard. Andre Vingt-Trois, do których dołączył także abp. Stanisław Gądecki (przewodniczący KEP) oraz abp. Zbigniew Stankiewicz z Rygi. To Gądecki jako pierwszy zaczął bić na alarm z głośników polskiej sekcji Radia Watykańskiego, że "Relatio post disceptationem" jest odejściem od nauk Jana Pawła II i zawiera elementy „ideologii antymałżeńskiej” oraz „przedstawia naukę Kościoła tak, jakby do tej pory była nieludzka, a teraz stała się miłosierna”.
Hierarchowie watykańscy posunęli się jednak do czegoś gorszego. Delegacja konserwatorów udała się do rezydencji papieża emeryta Benedykta XVI, by prosić go o interwencję. Ratzinger – który przez lata stał na straży doktryny katolickiej jako prefekt byłego Sant’Uffizio - odpowiedział im, że nie on jest papieżem i przekazał dyskretnie pisemną informację o „puczu” do Bergoglia. Benedykta XVI pokazał, że lojalnie stoi po stronie Franciszka.
Papież przybyły z Ameryki Łacińskiej, gdzie od kilku lat toczy się rewolucja światopoglądowa i gdzie w Argentynie oraz Brazylii wprowadzono już śluby par homoseksualnych – nie spodziewał się, że w katolickiej Europie panuje nadal tak konserwatywny beton i że niektórzy jego obrońcy są gotowi wymówić mu posłuszeństwo lub doprowadzić do schizmy. Teraz już wie – i jako doświadczony jezuita będzie jeszcze bardziej ostrożny.

Nihil novum

Choć watykańscy obserwatorzy podkreślają, że konserwatorzy są w mniejszości i że synodowi jednak przyświecał duch otwartości na rozwodników i homoseksualistów – w dokumencie końcowym brak śmiałych tez, które zastąpiły same ogólniki. W „Relatio Synodi” zniknęło wiele sformułowań proponowanych w "Relatio post disceptationem". Co prawda z paragrafu 56 zniknęło również słowo „gender” - nazbyt trywialne, aby znaleźć się w dokumencie watykańskim (synod uważa, że jest "nie do przyjęcia", iż "instytucje międzynarodowe udzielają pomocy finansowej mającej na celu wprowadzanie ustawodawstwa inspirowanego przez ideologię gender") – przesłanie tego paragrafu pozostało: „Jest całkowicie nie do przyjęcia, żeby pasterze Kościoła cierpieli presje w tej sprawie (związki homoseksualne – przyp.aut) i że organy międzynarodowe udzielają pomocy finansowej dla biednych krajów, mającej na celu wprowadzenie przepisów, które ustanawiają "małżeństwa" między osobami tej samej płci”. Widząc, że paragraf 55 - mówiący o szacunku dla homoseksualistów – nie uzyskał kworum, wszystko co dotyczy osób o odmiennej orientacji seksualnej niż ta hetero, w dokumencie końcowym synodu sprowadza się tylko do tego… Trudno się dziwić, że katolickie środowiska LGBT są rozczarowane.
Czy obrady były rzeczywiście rewolucyjne pod wieloma względami? Ten synod pokazał na pewno, że papież Franciszek jako Biskup Rzymu chce powrócić do kolegialności. Po raz pierwszy po blisko 27 latach pontyfikatu Jana Pawła II i kolejnych 7 Benedykta XVI, widać wyraźnie, że Kościół katolicki ma wiele dusz - że są w nim konserwatorzy, ale także rośnie skrzydło reformatorskie. Synod nadzwyczajny udowodnił również, iż Kościół katolicki nie jest tylko monarchią absolutystyczną, zarządzaną przez autorytet papieża. Ujawnił, że istnieje Kościół Powszechny, który chce szukać dialogu. Ważne jest również to, że po raz pierwszy w historii obrady biskupów dotyczące problemów rodziny poprzedziła ankieta, którą episkopaty wszystkich krajów miały przeprowadzić wśród wiernych, i w której padły pytania o antykoncepcję, związki partnerskie, homoseksualizm i rozwodników.
Niestety, jak widać po „Relatio Synodi”, nie tylko biskupi – ale przede wszystkim sami katolicy nie chcą zmienić swojej doktryny w sferze moralnej: większość z nich nadal nie akceptuje homoseksualistów, rozwód uważa za grzech śmiertelny, sakrament ślubu za świętość, nie zgadza się na żadną formę antykoncepcji, jest przeciw in vitro i akceptuje życie w związkach partnerskich jedynie z powodów ekonomicznych, ale zawsze z docelową perspektywą ślubu kościelnego. Co może zrobić sam jeden papież Franciszek? Aby zmienić Kościół, musiałby najpierw zmienić mentalność samych katolików. Ma na to rok, do następnego synodu – ale czy 360 dni wystarczy…?

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

dla


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz