Agnieszka Zakrzewicz swą dziennikarską pracę rozpoczęła w Radiu Watykańskim. Dziś, mieszkając od 20 lat w Rzymie i pracując jako korespondent zagraniczny dla polskich mediów, opowiada o kulisach Kościoła i Watykanu. W szczególności o tych sprawach, które najbardziej dotykają problemu kobiet w funkcjonowaniu tej instytucji, pedofilii, homoseksualizmu, sekularyzacji współczesnego społeczeństwa oraz przemian Kościoła katolickiego w epoce „postwojtyłowej“. W blogu „W cieniu San Pietro“ znajdziecie wszystko to, o czym otwarcie pisze prasa zagraniczna, a o czym z trudnością przeczytacie w prasie polskiej.

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Ukazało się wdanie włoskie "Watykańskiego labiryntu"

Kliknij "lubię to" - W cieniu San Pietro fan page na Facebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fundacja Nie lękajcie się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fundacja Nie lękajcie się. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2019

Wreszcie pękł wrzód... - refleksja wokół filmu Sekielskiego


Wreszcie pękł wrzód... - refleksja wokół filmu Sekielskiego


Obejrzałam film Marka Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu” (a w zasadzie braci Sekielskich - Marka i Tomasza) i mogę powiedzieć o nim jedno – gdyby Polska była Ameryką, zostałby on nagrodzony statuetką Amerykańskiej Akademii i Wiedzy Filmowej za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny.
Film porusza do bólu, tak jak chciał reżyser. Przypomina mi „Siostry Magdalenki” Petera Mullana, „Przestępstwa seksualne i Watykan” Colma O’Gormana i oczywiście "Spotlight" Toma McCarthy’ego. Film Sekielskiego jest ich kontynuacją, bo opowiada kolejny kawałek historii globalnego skandalu nadużyć seksualnych w Kościele. I jeżeli spojrzymy na ten fenomen z właściwej perspektywy – „Tylko nie mów nikomu” jest tym samym, czym dla Irlandii, dla USA i praktycznie dla całego świata były właśnie te filmy. Momentem, w którym pękł wrzód i ropa się wylała…
Wysłuchałam już historii wielu ofiar i każda kolejna budzi we mnie głęboki smutek. W pewnym sensie są podobne, niezależnie od szerokości geograficznej – bo na tym polega właśnie globalny fenomen „skandalu pedofilii klerykalnej”. Każda jest jednak jednostkowa, bo kryje się za nią człowiek i jego cierpienie, ukrywane często przez większą część życia.

Co mnie zabolało w filmie Sekielskiego?

Zabolała mnie scena z księdzem Cybulą chodzącym o lasce, który w tak podeszłym wieku nie ma w sobie żadnej skruchy i mówi do swojej ofiary: “przecież ci się podobało, nie musiałem cię związywać”, i że całe molestowanie było czymś w rodzaju dowcipu, przy współudziale ofiary. Jest również święcie przekonany o tym, że nie było grzechu, bo nie było wytrysku.
Zabolał mnie ten popłoch na plebanii, kiedy ekipa dokumentalisty pyta o ks. Dariusza Olejniczaka, te krzyki proboszcza: „Jesteście hieny”. A przecież skazany za pedofilię Dariusz Olejniczak mimo zakazu kontaktu z nieletnimi, prowadził rekolekcje z udziałem dzieci i mówił do nich niewyobrażalne rzeczy „Kim chcielibyście zostać? Na pewno nie księdzem. Bo nas nie lubią, niektórzy to nawet chcieliby nas rozstrzelać”. Potrzeba było filmu Sekielskiego, aby taki człowiek przestał być wreszcie księdzem?
Zabolała mnie podobna scena, w której ksiądz – były pracownik Służby Więziennej broni oddanego pod jego opiekę innego skazanego księdza, mówiąc, że przecież odprawia mszę w jego prywatnej kaplicy, że wszyscy go tu znają, że wszyscy wiedzą co zrobił, że na mszę przychodzą tylko znajomi i pyta: “A wam nie szkoda całej niedzieli, żeby ścigać księdza?”
Zabolały mnie słowa mecenasa Artura Nowaka z fundacji Nie Lękajcie Się: „Nie spotkałem się z przypadkiem, aby taka osoba (ofiara) była poważnie potraktowana, aby zapytano jej czy potrzebuje jakiejś pomocy”.
Zabolała mnie historia Marka Milewczyka. Jego konfrontacja z ks. Andrzejem Srebrzyńskim, wizyta w Mszana, gdzie ksiądz ten przebywał prawie dwadzieścia lat i gdzie popełnił samobójstwo jeden z jego ministrantów. Zabolała mnie rozmowa pomiędzy ofiarą i oprawcą, w której ten, po latach, odpowiada jej butnie i bezkarnie: „przemyj uszy”.
Co mnie zabolało w filmie Sekielskieg? Bezkarność, pycha, obłuda, lekceważenie, prostactwo, buta, pogarda dla ofiar, którą pokazali przed kamerami członkowie polskiego Kościoła. Wszystko mnie zabolało w tym filmie, bo ten film boli. Musi boleć…

Wrzód nie pęka od razu

Marka Milewczyka poznałam w Łodzi, na spotkaniu „O problemie pedofilii w Kościele katolickim w Polsce i na świecie”, które wraz z Ekke Overbeekiem i fundacją Nie Lękajcie Się,  ze wsparciem Leszka Jażdżewskiego oraz innych osób z redakcji zorganizowaliśmy w siedzibie Liberté. Było to praktycznie pierwsze publiczne wystąpienie polskich ofiar. Marek Milewczyk powiedział mi wtedy: „Nie mogę się przywitać, bo ze strachu spociły mi się ręce”. „Nie martw się. Damy radę” – Ekke Overbeek poklepał go po ramieniu.
Z Ekkiem spotkaliśmy się pół roku wcześniej na debacie wokół naszych książek wydanych przez Czarną Owcę - „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią” – Overbeeka i mojej – „Głosy spoza chóru. Rozmowy o Kościele, papieżach, homoseksualizmie, pedofilii i skandalach”, zorganizowanej z okazji Dni Świeckości w Krakowie pod tytułem „Kościół wątpliwy moralnie”. W obu przypadkach – jak to zwyczajowo bywa – wysłaliśmy komunikaty prasowe do wszystkich mediów i zaprosiliśmy dziennikarzy: „Jak to jest w Polsce z tym molestowaniem seksualnym przez księży?” – to pytanie zadaje sobie wiele osób. Śledząc doniesienia prasy, można odnieść wrażenie, że problem pedofilii klerykalnej dotyczy wielu krajów, ale nie Polski. Jak dotąd ojczyzna papieża Jana Pawła II wydawała się być krajem nieskazitelnym, tym lepszym miejscem, w którym pedofilia wśród duchownych nie miała miejsca. Czy tak jest naprawdę? Czy jesteśmy zieloną wyspą moralności, czy może raczej białą plamą na mapie wstydu, gdzie nie brakuje przemilczanych i skrzętnie ukrywanych ludzkich tragedii?”. Nikt nie przyszedł i nikt nie napisał słowa, bo sprawy nie było.

W grudniu 2014 r., zorganizowałam konferencję prasową fundacji Nie Lękajcie Się w Rzymie, w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Zagranicznych. Marek Lisiński spotkał się wtedy z dziennikarzami z międzynarodowych mediów i opowiedział o historiach polskich ofiar. Brał w niej udział również bardzo znany włoski adwokat Nino Marazzita, niosący od lat pomoc ofiarom pedofilii. Pomysł na założenie polskiej organizacji „ocalonych” przyszedł Lisińskiemu i Milewczykowi po uczestnictwie w Światowej Konferencji SNAP (Survivors Network of those Abused by Priests – Międzynarodowa Sieć Ofiar Molestowania przez Księży), w Irlandii w 2013 r. Łączył ich ważny cel: chęć uwolnienia się od lęku przed sprawcami i przed opinią publiczną, bo to ni oni skrzywdzili, lecz zostali skrzywdzeni.

Z członkami Survivor's Voice (Głos Ocalonych) spotkałam się w 2010 r., podczas pierwszego międzynarodowego protestu ofiar przed Watykanem. Wtedy to, po raz pierwszy wiele ofiar z całego świata spotkało się, rozmawiało ze sobą i zaczęło działać. Poznałam założyciela Głosu Ocalonych - Bernie MacDaida (pierwszą ofiarę nadużyć seksualnych w diecezji w Bostonie, z którą spotkał się papież Benedykt XVI), Sue Cox z Wielkiej Brytanii, Francesco Zanardiego z Włoch, a także Stowarzyszenie Niesłyszących “Antonio Provolo”, którego upośledzeni członkowie byli ofiarami straszliwych gwałtów w Weronie. Wszyscy opowiedzieli mi swoje wstrząsające historie w “Głosach spoza chóru”. Od 2010 r., przez kilka lat zajmowałam się problem nadużyć seksualnych w Kościele. Wraz z wieloma dziennikarzami z całego świata (wśród nich znani i cenieni watykaniści), śledziliśmy rozwój wypadków w Watykanie, protesty ofiar, wybuch skandali w różnych krajach świata, reakcje Stolicy Apostolskiej, która musiała w końcu zająć się problemem i spróbować go rozwiązać po wielu latach milczenia i ukrywania faktów.

Stowarzyszenie Niesłyszących “Antonio Provolo” zaprosiło mnie na swoją manifestację do Werony w 2012 r.. Widzieć tych głuchoniemych staruszków, którzy przez dziesięciolecia walczyli o swoje prawa i znać ich przerażające historie, było dla mnie ciężkim doświadczeniem. Był ze mną wtedy Maurizio Turco z Partii Radykalnej.
Kiedy zajęłam się sprawą Wesołowskiego i pojechałam na Santo Domingo, dziennikarka Nuria Piera, która ujawniła pedofilską aferę, powiedziała mi: “Przed panią było już trzech polskich dziennikarzy i każdy próbował udowodnić, że kłamię. Pani jedyna stawia rzetelnie pytania”. Niestety nikt w Polsce nie chciał kupić ode mnie tego reportażu. Pamiętam przy tej okazji rozmowę z pewną polską dziennikarką: „Gdyby to była prawda ja bym go wykastrowała”, ale sprawą Wesołowskiego się nie zajęła.

Z Markiem Lisińskim spotkaliśmy się ponownie w Rzymie, w październiku ub.r., na konferencji ECA (Ending Clergy Abuse), w której uczestniczyło już 15 stowarzyszeń ofiar nadużyć seksualnych z różnych krajów. Potem odbył się ich protest pod Watykanem. Jak zwykle był Maurizio Turco i kilku innych znajomych dziennikarzy z różnych stron świata. Marek miał wtedy smutną minę. „Tyle lat starań o to, aby prawda wyszła na jaw i nic się nie dzieje. Nie można przebić muru” - pomyślałam. Nikt nie spodziewał się, że zaledwie cztery miesiące później, w lutym b.r., Lisiński będzie pierwszą polską ofiarą, z którą spotka się papież Franciszek. Papież ucałował jego dłoń i był to piękny, symboliczny gest w stosunku do wszystkich polskich ofiar.

Film Tomasza Sekielskiego doprowadził do pęknięcia wrzodu, ale wrzód nie pęka od razu. Zanim do tego dojdzie, procesy zapalne toczą się w środku przez dłuży czas. Od 2013 roku członkowie fundacji Nie Lękajcie Się wykonali olbrzymią pracę oraz wykazali się niezwykłą odwagą i uporem w dochodzeniu prawa do godności polskich ofiar.


To sprawa nie tylko Kościoła, ale i społeczeństwa

„Robiąc ten film dokładnie widzicie jakie są opory ludzi z danej wsi, środowiska, miasteczka. To nie jest tak, że to jest jakiś dziwny fenomen związany z Watykanem, z Janem Pawłem II. Jest to po prostu pewnym zjawiskiem, że nie wierzy się, że wujek może być pedofilem… No jak to? Taki przyjemny wujek, zawsze przynosił słodycze!” – mówi w filmie Sekielskiego profesor Stanisław Obirek.

Ostatnia scena „Tylko nie mów nikomu” jest niezwykle wymowna. Dwóch bohaterów – Marek Milewczyk i mec. Artur Nowak jadą do Krakowa by spróbować spotkać się z kard. Dziwiszem. Czekają na niego, dzwoniąc kilkakrotnie do drzwi siedziby Metropolity Krakowskiego, jednak nikt nie odpowiada. W przerwie na obiad, kiedy siedzą w restauracji Nowak mówi do Milewczyka: “Wiesz chciałbym, żeby on tak po ludzku mi powiedział, patrząc prosto w oczy, czy nic nie wiedzieli co się dzieje na tym świecie, gazet nie czytali, nie przychodziły skargi do nich… czy może nie dochodziły i zostawały gdzieś po drodze. Powiem ci, że w tych polskich mediach, w normalnych mediach, to powinni stać u niego pod domem, dwadzieścia kamer… w normalnym kraju… i zadawać pytania”. Wieczorem, gdy ktoś wreszcie odpowiada, że kardynała nie ma i nie będzie, odchodzą z kwitkiem.

W sumie historia polskich ofiar i Polski nie różni się od innych krajów. Wybucha jakiś większy skandal, ale wszyscy go tuszują, bo nikt nie wierzy i nie chce wierzyć. Ofiary powoli zaczynają się ujawniać, ale trafiają na gumowy mur. Nikt nie interesuje się ich sprawami, nie są traktowani poważnie - ani przez otoczenie, ani przez Kościół, ani przez państwo. Dziennikarze unikają tematu, twierdząc, że jest mało interesujący, że nie ma dowodów. Tych, którzy sprawą się interesują oskarża się o atak na Kościół, o antyklerykalizm o działanie dla chęci zysku. Ofiar ujawnia się jednak coraz więcej. Powstaje wreszcie organizacja, która je zrzesza. Powoli przyłączają się do niej inni ludzie, prawnicy, działacze, politycy. Okazuje się, że skandali jest coraz więcej, że oprócz jednostkowych przypadków są również tzw. „przestępcy seryjni”, mający na sumieniu więcej ofiar i których przenosi się z parafii na parafię, ukrywa, często nie informując o tym, że mają zakaz pracy z dziećmi lub zostali już skazani. Działania te są tak oburzające i niebezpieczne, że powstaje w końcu mapa księży i miejsc. Wszystko zaczyna łączyć się w całość, wypływać, ujawniać, stawać tak oczywiste, że trudno temu zaprzeczać dłużej. Wtedy dzieje się coś, co wstrząsa opinią publiczną - tak jak filmy Mullana, O’Gormana, McCarthy’ego czy Sekielskiego. Oczywiście pierwszą reakcją jest: „to atak na Kościół i próba zniszczenia go”, „to tendencyjne i nieobiektywne”, „to byle co”...
Wrzód jednak pęka, ropa się wylewa i jest to dobroczynne dla całego organizmu - dla Kościoła, dla opinii publicznej, dla państwa, dla ofiar i nawet dla sprawców... Dopiero po tym, może nastąpić leczenie rany i uzdrowienie, ale to bardzo długi proces.
Jesteśmy w połowie drogi…

Agnieszka Zakrzewicz

niedziela, 6 lipca 2014

137. Rozmowa z członkami Fundacji „Nie lękajcie się”, która zrzesza ofiary pedofilii klerykalnej



Marek Milewicz, Marek Lisiński

Agnieszka Zakrzewicz: Dlaczego i w jakich okolicznościach powstała wasza organizacja? Jakie są jej cele?

Marek Lisiński: Nasza Fundacja powstała w odpowiedzi na istniejące zapotrzebowanie. Jesteśmy pierwszą w Polsce organizacją, która zrzesza ofiary pedofilii klerykalnej - Ocalonych. Wcześniej ofiary księży nie miały swojego przedstawicielstwa w Polsce, nie miały do kogo się zgłosić by uzyskać wsparcie, pomoc prawną, psychologiczną oraz pomoc w procesach kanonicznych.

Marek Mielewczyk: Założyciele Fundacji "Nie lękajcie się" poznali się przez Internet, na forum poświęconym ofiarom księży. Przez długi czas nosiliśmy się z zamiarem stworzenia oficjalnej organizacji charytatywnej dla Ocalonych i w końcu zrealizowaliśmy ten pomysł. Wielkim wsparciem było dla spotkanie ofiar księży z całego świata na konferencji SNAP w Irlandii w 2013 roku.

M.M: Głównym celem Fundacji “Nie lękajcie się” jest pomoc ofiarom księży na czterech głównych płaszczyznach: tworzenie grup wsparcia dla Ocalonych, pomoc prawna, pomoc w procesach kanonicznych oraz psychoterapia. Na każdej z tych płaszczyzn już działamy. Już sam fakt, że Ocalony może porozmawiać z nami, podzielić się swoją historią, spotkać osobiście lub online kogoś, kto ma bardzo podobne przeżycia, jest ogromnym krokiem do przodu. Kościół nie integruje ze sobą ofiar księży – jeśli faktycznie udziela im jakiejkolwiek pomocy, to izoluje je od siebie.
Ważnym celem Fundacji jest także edukowanie społeczeństwa. W chwili obecnej jesteśmy jedyną organizacją w Polsce, która posiada tak dużą wiedze na temat pedofilii klerykalnej (poza samym Kościołem, ale on nie specjalnie chce ujawniać informacje). Coraz częściej występujemy w mediach nie tylko jako poszkodowani ze swoimi świadectwami, ale także jako eksperci z tej wąskiej dziedziny wiedzy. Jesteśmy również na drodze do opracowywania danych, które systematycznie do nas napływają. Polskie społeczeństwo ma bardzo małą wiedzę na temat pedofilii klerykalnej, ale to się zmienia na lepsze. Również dziennikarze, dzięki rozmowom z nami, coraz lepiej poznają temat i tworzą coraz lepsze materiały. Wiedzę czerpiemy z naszych doświadczeń, od najlepszych specjalistów i autorytetów, z którymi współpracujemy, a także od naszych zagranicznych partnerów. Bardzo dużo informacji można znaleźć na naszym FanPage'u oraz stronie internetowej http://nielekajciesie.org.pl/. W marcu zorganizowaliśmy naszą pierwszą konferencję na temat pedofilii klerykalnej w Polsce, a na jesień przewidujemy następną, tym razem o charakterze międzynarodowym.
Kolejnym celem naszej organizacji, za którego realizację również powoli się już zabieramy, to działania prewencyjne, mające na celu zapobieganie łamaniu praw dziecka w Kościele katolickim.


A.Z.: Ile osób pracuje w Fundacji i jak ona funkcjonuje?

Marek Mielewczyk: wszyscy członkowie Fundacji działają na zasadzie wolontariatu i nikt z nas nie pobiera wynagrodzeń za swoją pracę. Jak łatwo się domyślić, każdy z nas ma swoją, normalną pracę lub działalność, a Fundacją zajmujemy się w wolnym czasie. W zarządzie Fundacji działają trzy osoby: ja, Marek Lisiński I Marysia Mucha. Współpracuje z nami adwokat Jarosław Głuchowski, którego kancelaria udziela Ocalonym bezpłatnych konsultacji prawnych i który na każdym roku nas wspiera. Mamy też kilku wolontariuszy, są to głównie Ocaleni, którzy prace na rzecz Fundacji traktują jako część terapii.


A.Z.: Organizacjom pomagającym ofiarom pedofilii klerykalnej często zarzuca się, że robią to dla pieniędzy. Jak wygląda wasza sytuacja finansowa?

Marek Lisiński: Tak, jak wspominał Marek Mielewczyk - nie pobieramy wynagrodzeń za pracę w Fundacji, wszyscy jesteśmy wolontariuszami. Niestety bardzo trudno jest nam pozyskać jakiekolwiek dofinansowania czy darczyńców, więc na razie – poza drobnymi wpłatami od ludzi z dobrym sercem – sami finansujemy nasza działalność.

A.Z.: Dlaczego ofiary pedofilii powinny dostawać odszkodowania? Jak wygląda ich terapia?

Marek Lisiński: Każda z ofiar poniosła wielkie straty w życiu osobistym i zawodowym. W związku z tym bardzo trudno odnajduje się jej w życiu codziennym. Pieniądze są istotnym elementem powrotu do funkcjonowania, poprzez uczęszczanie na różnego rodzaju terapie, które są niestety bardzo kosztowne.
Terapia to szeroko pojęta pomoc psychologiczna, od terapii indywidualnej do grupowej. Jest to wieloletni proces powrotu do w miarę poukładanego życia. 

A.Z.: Jak można się do was zgłosić i Ile osób się zgłasza się z prośbą o pomoc?

Marek Mielewczyk: Do tej pory zgłosiło się już kilkadziesiąt osób, których przypadki zweryfikowaliśmy. Oczywiście wiemy, że tych osób jest więcej, prawie każdy Ocalony zna przynajmniej kilka innych ofiar swojego oprawcy.

M.M: Do Fundacji zgłosić można się drogą e-mailową (info@nielekajciesie.org.pl), poprzez skype, na Facebooku (fb.com/NieLekajcieSie) i przez specjalny formularz na naszej stronie www.nielekajciesie.org.pl. Prawie 24h/dobę działa też nasza infolinia. Zdarzają się także zgłoszenia listowne, pocztą tradycyjną.
Drogą elektroniczną zgłaszają się do nas głównie młode osoby, często najpierw obserwują nas na Facebooku przez kilka tygodni, badają grunt. Oprócz typowych zgłoszeń dotyczących przestępstw i zbrodni seksualnych mamy także zgłoszenia od młodych ludzi, którzy w wieku wczesnej adolescencji (13, 14, 15 lat) byli uwikłani w długoletnie związki z księżmi, oparte o manipulację i nadużycia przemocowe.

A.Z.: Jaka jest waszym zdaniem skala pedofilii klerykalnej w Polsce?

M.M: Dane na temat skali pedofilii klerykalnej szacować możemy na dwa sposoby. Pierwszy to odniesienie sytuacji polskiej do sytuacji w krajach, w których problem pedofilii klerykalnej został głęboko przeanalizowany, np. w Belgii, Holandii czy Irlandii. Na tej podstawie kalkulujemy, że wśród duchownych mamy ok 6-9% pedofilów, a liczbę ofiar na minimum kilkanaście tysięcy. Drugi sposób szacowania danych, to analiza zebranych dotychczas przypadków przez Fundację - jesteśmy w trakcie ich opracowywania.

A.Z: Nie jesteście już sami - nawiązaliście współpracę międzynarodową. Jak ona się rozwija i kim są wasi partnerzy?

Marek Mielewczyk: Oficjalnie - na podstawie listów intencyjnych - współpracujemy z amerykańskim SNAP, holenderskim KLOKK oraz włoskim Dobrym Cukierkiem. Wymieniamy się doświadczeniami w dziedzinie pomocy prawnej i psychologicznej. Jak zachowywać się w pierwszym kontakcie z ofiarą itp. Wieloletnie doświadczenie organizacji zagranicznych pozwolą nam nie popełniać już poważnych błędów. Ich doświadczenie daje nam poczucie że można wiele, potrzeba tylko czasu i odwagi.

A.Z.: Braliście udział w sesji ONZ - co mówił końcowy dokument krytykujący Watykan?

Marek Lisiński:
Dokument ten pokazuje wieloletnie, karygodne zaniedbania Kościoła odnośnie pedofilii wśród kleru, ukrywanie i tuszowanie czynów pedofilskich. Kościół  w większości nie stosuje się do konwencji ochrony praw dziecka którą podpisał. Raport pokazuje nie tylko problemy molestowania seksualnego, ale też znęcania się fizycznego i psychicznego nad dziećmi.

A.Z.: Jak oceniacie dotychczasowe działania podjęte przez Watykan w celu zaradzenia problemowi w skali światowej?

M.M: Watykan powołał Papieską Komisję ds. Pedofilii, ale nie ma ona jeszcze na swoim koncie żadnych dokonań.  Pozytywnym działaniem Watykanu było stworzenie wytycznych dla poszczególnych episkopatów, dotyczących postępowania w przypadku pedofilii - dzięki temu, od niedawna, polski Kościół musi proponować poszkodowanym terapie psychologiczne. Natomiast w dokumencie tym nie ma informacji o zadośćuczynieniach dla Ocalonych ani konieczności informowania organów państwowych w przypadku wiedzy na temat łamania praw dziecka przez osobę duchowną. Watykan powinien to jakoś ujednolicić, aby Ocaleni w Polsce też otrzymywali odszkodowania i aby biskupi mieli nakaz zgłaszania przypadków molestowania do prokuratury. To trochę dziwne, że Watykan pozwala na dzielenie Ocalonych na gorszych i lepszych, w zależności od tego, w jakim kraju mieszkają.

A.Z.: Jak oceniacie działania papieża Franciszka dotyczące przeciwdziałania pedofilii w Kościele i karania księży pedofilów?

Marek Lisiński: doceniamy je i mamy nadzieję, że papież wytrwa w swoich działaniach.

M.M: Ja to widzę trochę inaczej. Działania Franciszka są działaniami mocno PR-owymi, na pokaz, a brakuje konkretnych ruchów np. ekstradycji biskupów posądzonych o pedofilię - w tym momencie są ukrywani w Watykanie, a Wesołowski jest jednym z nich (mimo wydalenia ze stanu duchownego).

A.Z.: Co robi polski Kościół? Czy śledzi wytyczne Watykanu? Czy zajął się już poważnie sprawą, czy w dalszym ciągu robi tylko działania na pokaz?

Marek Mielewczyk: Kościół w Polsce działa ewidentnie  na pokaz i w dodatku bardzo opieszale.  Wytyczne Watykanu są wypełniane połowiczne, gdyż przykładowo według tych wytycznych ofiar księży nie wolno ignorować, a to się cały czas dzieje... Ostatnio jeden Ocalony, zgłaszając sprawę do kurii, otrzymał krótką odpowiedź: ten ksiądz nie należy już do naszej diecezji.

M.M: Czasem mamy wrażenie, że w Polsce nadal obowiązuje Crimen Sollicitationis!

Marek Lisiński: Najważniejsi polscy hierarchowie odmówili nam spotkania, co jest najlepszym dowodem na to, że polski Kościół nie chce podjąć dialogu z ofiarami, najważniejszymi osobami w całej sprawie.

A.Z.: Co waszym zdaniem powinno zostać zrobione w Polsce aby problem  nadużyć seksualnych w polskim Kościele został rozwiązany na poziomie innych krajów jak USA czy Niemcy, a ofiary doznały wymiernego zadośćuczynienia?

Marek Lisiński: Jesteśmy w trakcie redagowania naszych wytycznych dla Kościoła. Przy ich tworzeniu poprosiliśmy o pomoc Ocalonych. Bardzo ważnym punktem jest powołanie niezależnej komisji ekspertów świeckich, którzy będą czuwali nad obiektywną analizą danych kościelnych - jeśli Kościół otworzy przed nimi swoje archiwa. Takie działania miały miejsce między innymi w USA, Irlandii, Holandii, Belgii, obecnie w Niemczech i zaowocowały szokującymi raportami.

M.M: Kościół w Polsce na razie odmawia wzięcia instytucjonalnej odpowiedzialności za ukrywanie sprawców i wypłacanie odszkodowań, ale mamy nadzieję, że to się w końcu zmieni. Obecnie najważniejszym wydarzeniem w Kościele, z punktu widzenia Ocalonych, jest bezprecedensowa sprawa Marcina K. o ochronę dóbr osobistych i zadośćuczynienie ze strony pozwanych: diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii św. Wojciecha w Kołobrzegu i skazanego za pedofilię ks. Grzegorza R. (Sąd Okręgowy w Koszalinie sygnatura akt IC79/14). Jest ona prowadzona przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Planujemy także kolejne sprawy o odszkodowanie. Oczywiście docelowo chcielibyśmy, aby ofiary nie musiały domagać się odszkodowania na drodze sądowej i aby otrzymywały zadośćuczynienie na mocy ugód proponowanych przez Kościół.

A.Z.: Jakie są wasze potrzeby jako organizacji i jakie plany?

M.M: Główne potrzeby Fundacji, to potrzeby finansowe. Liczy się każda, nawet symboliczna złotówka. Szukamy też do współpracy osób, które mają doświadczenie w pozyskiwaniu grantów, dofinansowań, w tym dofinansowań unijnych.
   
Marek Lisiński: Obecnie naszym głównym celem jest pomoc Oclaonym, poprzez umożliwienie podjęcia terapii grupowych. Po drugie: wywalczenie przeprosin i odszkodowań dla każdej z ofiar. Mamy w planach również działania prewencyjne (akcje dla rodziców, młodzieży) i edukacyjne dla lokalnych społeczności, aby wiedzieli, że wina nie leży po stronie ofiar.
Czekamy na wszystkich, którzy chcieliby z nami współpracować i prosimy o wsparcie finansowe, aby osobom poszkodowanym, które się do nas zgłaszają umożliwić rozpoczęcie terapii.


czwartek, 6 lutego 2014

122. Dlaczego Kościół tak długo tolerował i ukrywał pedofilię?


Ilekroć przechodzę przez most Św. Anioła w Rzymie i plac przed Zamkiem o tej samej nazwie, by zbliżyć się na pogranicze Via Della Conciliazione - czyli do miejsca, z którego najlepiej widać w perspektywie Bazylikę Św. Piotra i gdzie, przy okazji wielkich uroczystości kościelnych, rozkłada się cyrk medialny - rozmyślam nad tym, dlaczego Kościół tak długo tolerował i ukrywał pedofilię? Sceny, którą zaraz opiszę, nie mogę wymazać z mojej głowy. Ilekroć tamtędy prowadzi moja droga - ja tę scenę po prostu widzę... jest jak gwóźdź wbity w mój mózg, w moje oczy..., które wolałabym zamknąć, niż otworzyć.

11 września 1599 roku tu - na tym właśnie placu, pod Zamkiem Św. Anioła, została stracona Beatrice Cenci, jej starszy brat Giaccomo oraz ich macocha Lukrecja Petroni. Byli winni okrutnego ojcobójstwa-mężobójstwa. 22-letnia Beatricę oraz starszą Lukrecję zgładzono przez ścięcie głowy. Giaccomowi, kat papieski najpierw zmiażdżył pałką kości, a potem poćwiartował go żywcem na kawałki. Wyrok wydany przez papieża Klemensa VIII był w poczuciu rzymskiego ludu tak niesprawiedliwy, że doszło do rozruchów. Aby zapewnić przykładny przebieg egzekucji, z garnizonu zostały wyprowadzone wojska papieskie i otoczyły miejsce kaźni. W wyniku tumultu i przepychanek zmarło kilka osób i kilka - zepchniętych do Tybru - utopiło się. Najsłynniejszy opis tej krwawej egzekucji pochodzi z pamiętników "Memorie romanzate di Giambattista Bugatti", Mastro Titta - kata Państwa Papieskiego (1796 al 1864), będących prawdopodobnie powieścią napisaną przez anonimowego autora w XIX wieku na podstawie wzmianek historycznych.

Historię Beatrice Cenci - która z biegiem wieków stała się rzymską heroiną ludową – uważałam za krwawy epizod włoskiej czarnej kroniki, aż do momentu gdy nie zainteresowałam się bliżej postacią jej ojca Francesca Cenci - okrutnego, gwałtownego i wpływowego arystokraty, znanego w całym Rzymie. Zaintrygował mnie fakt, że był on sądzony i skazany wielokrotnie na wysoką grzywnę pieniężną za "colpe nefandissime" (najcięższe przewinienia), a w szczególności za "sodomię" – co doprowadziło go do ruiny. Francesco Cenci – gorliwy katolik i ojciec rodziny - wykorzystywał młodocianych chłopców, ale także i dziewczęta, których zwłoki czasami znajdowano w Tybrze. Z jego rąk zginęła córka Lukrecji Petroni. Podejrzewa się też, że zgwałcił - lub przynajmniej próbował - także swoją córkę Beatrice, gdy ta była nieletnia. Choć sodomia była karalna w tamtych czasach nawet śmiercią, żeby tej kary uniknąć wystarczyło być bogatym i odkupić swoje grzechy płacąc Kościołowi. To z powodu nadużyć odpustowych, które miały miejsce w historii Kościoła doszło w końcu do schizmy Marcina Lutera i reformacji.

Dopiero po latach uświadomiłam sobie, że Francesco Cenci był odrażającym, seryjnym pedofilem, ale Kościół przymykał na to oczy, bo wykorzystywanie seksualne nieletnich przez wieki było tolerowane - także przez społeczeństwo. Sam papież Klemens VIII wstawił się za nim, ale skazał jego dzieci na śmierć.

"Colpe nefandissime" Kościoła

Ponad czterysta lat później - 31 października 2010 roku, właśnie nieopodal miejsca, w którym stracono Beatricę Cenci, odbyła się pierwsza  manifestacja ofiar księży pedofilów, które do Rzymu zjechały się z 13 krajów. Spotkanie pt. „Dzień reformowania“ zorganizowali założyciele stowarzyszenia Survivor's Voice (Głos Ocalałych) - Bernie McDaid i Gary Bergeron – ofiary gwałtów księży z diecezji w Bostonie. Uczestniczyli w nim także byli uczniowie Instytutu Kościelnego dla Głuchoniemych im. Antonio Provolo w Weronie – ofiary największego skandalu pedofilii we Włoszech. Był obecny Francesco Zanardi z Savony, który rozpoczął głodówkę przeciwko biskupowi Vittorio Lupi, chroniącemu księży pedofilów. Była też Sue Cox z Wielkiej Brytanii.

Wszyscy oni opowiedzieli mi później swoje historie opublikowane w mojej książce „Głosy spoza chóru”. W każdym z tych przypadków Kościół ukrywał księży pedofilów, przenosząc ich z parafii do parafii i pozwalając im na to, by molestowali i gwałcili dziesiątki kolejnych dzieci. Ksiądz Joseph E. Birmingham, który wielokrotnie zgwałcił Berniego McDaida, w ciągu 22 lat swojej posługi kapłańskiej wykorzystał co najmniej pięćdziesięciu nieletnich. Kiedy jego skłonności wreszcie odkryto i został wezwany do diecezji – przeprosił. Później był przenoszony do kolejnych parafii, zaliczając ich łącznie siedem.

Największą perfidią Kościoła w ukrywaniu przestępstw pedofilii było jednak przenoszenie seryjnych pedofilów nie z parafii do parafii, lecz do zakładów zamkniętych dla dzieci upośledzonych. Te dzieci nie wracały do domów – więc rodzice nie mogli zorientować się, że coś jest z nimi nie tak. Te dzieci często nawet nie słyszały i nie mówiły – nie mogły więc nikomu opowiedzieć co robił z nimi ksiądz. Głuchoniemych z włoskiego Instytutu im. Antonio Provolo gwałcono nawet pod ołtarzem w kościele w Weronie. Dziś ludzie ci są w wieku emerytalnym, a księża, którzy popełnili nadużycia seksualne są nadal kapłanami i mieszkają dalej w tym samym budynku przy szkole, gdzie molestowali swoje ofiary.

Kilkadziesiąt ofiar przestępstw seksualnych, które miały miejsce w zaciszu zakrystii i konfesjonałów przyjechało do Rzymu w październiku 2010 roku z dwóch powodów: pokazać, że powstaje międzynarodowa organizacja, która domaga się aby Watykan przestał wreszcie tuszować i umniejszać popełnione zbrodnie oraz skłonić ONZ, aby uznał popełnianie pedofilii i systematyczne ukrywanie tego przestępstwa za zbrodnię przeciwko ludzkości.

ONZ wreszcie potępia

Od tamtego wydarzenia minęły ponad trzy lata. Ofiary co prawda nie doczekały się, aby Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała pedofilię za zbrodnię przeciwko ludzkości – co automatycznie doprowadziłoby do zniesienia jej przedawnienia i dało możliwość ścigania wszystkich przestępstw, a więc umożliwiło otwarcie tysięcy procesów przeciwko Kościołowi. 
Doczekały się jednak miażdżącego raportu o pedofilii klerykalnej (ogłoszonego 5 lutego 2014 roku przez Komitet ONZ do spraw Praw Dziecka), który wyrokuje wreszcie: „postawa i linia postępowania Watykanu umożliwiły wykorzystanie kilkudziesięciu tysięcy dzieci przez księży pedofilów” i domaga się natychmiastowego usunięcia z szeregów Kościoła wszystkich duchownych dopuszczających się nadużyć seksualnych na nieletnich, udostępnienia archiwów i dokumentów dotyczących przypadków pedofilii i ich tuszowania oraz postawienia winnych przed świeckim wymiarem sprawiedliwości. ONZ skrytykował także politykę Watykanu opierającą się na "zmowie milczenia" i fakt, że w Kościele obyczajem jest przenoszenie księży pedofilów z parafii do parafii, a czasem nawet za granicę i że praktyka ta trwa nadal. Komitet ONZ oświadczył, iż jest "poważnie zaniepokojony" tym, że Watykan nie zdawał sobie sprawy z powagi i zasięgu tych przestępstw oraz nie przyjął na czas niezbędnych zasad postępowania, by uporać się z tym problemem i chronić dzieci.

Przy okazji Organizacja Narodów Zjednoczonych skrytykowała też podejście Watykanu do homoseksualizmu, antykoncepcji i aborcji – co wywołało opozycję ze strony Stolicy Apostolskiej, która uznała to za ingerencję w nauki Kościoła i wolność religijną.

Do wydania ONZ-towskiego raportu doszło w wyniku przesłuchania przedstawicieli Watykanu w sprawie nadużyć seksualnych na nieletnich, mającego miejsce w styczniu 2014 roku w Genewie. Uczestniczyły w nim także organizacje reprezentujące ofiary molestowania seksualnego, w tym - po raz pierwszy z Polski - założyciele polskiej fundacji „Nie lękajcie się”.
Stolica Apostolska po raz pierwszy w historii wysłała swoją pięcioosobową delegację, pod przewodnictwem abp. Silvano Tomasiego, aby zeznawać dobrowolnie przed Komisją Praw Dziecka ONZ.
W styczniu, przed przesłuchaniem, abp. Tomasi mówił o linii papieża Franciszka i tłumaczył, że Watykan opracowuje procedury, które mają wyeliminować takie nadużycia, współpracuje z wymiarem sprawiedliwości poszczególnych państw, angażuje się w słuchanie ofiar i ich rodzin, tworzy wytyczne, które pozwolą lokalnym kościołom współpracować z lokalnym wymiarem sprawiedliwości, by zapobiegać dalszej przemocy.
Po wydaniu lutowego raportu zapewnił, że Stolica Apostolska skrupulatnie przeanalizuje zarzuty skierowane pod jej adresem.

Gender znowu atakuje mózg

Ilekroć mówię o nadużyciach seksualnych na nieletnich, zawsze powtarzam, że Kościół rzymskokatolicki nie jest jedynym miejscem, w którym wydarzyły się złe rzeczy. Aż 60–70 procent przypadków pedofilii ma miejsce w rodzinach, a do licznych aktów przemocy seksualnej dochodzi też w internatach, domach dziecka, więzieniach dla nieletnich. Jest również prawdą, że mniej księży niż ojców dopuszcza się przestępstw pedofilii. Wielu uczciwych duchownych przestrzegających celibatu pomaga dzieciom, a niektórzy księża zostali oskarżeni fałszywie i bezpodstawnie.
Jak jednak mówi Marco Politi - „Fakt, że także w instytucjach Kościoła katolickiego dochodzi do przestępstw seksualnych, wymaga szczególnego napiętnowania, gdyż Kościół katolicki przepowiada systematycznie czystość, nakazuje swoim kapłanom żyć w celibacie i zawsze proponuje siebie jako gwaranta moralności”.

Od wybuchu skandalu pedofilii klerykalnej minęło już ponad 20 lat – tyle potrzeba było czasu, aby pod wpływem presji medialnej i naciskiem opinii publicznej Kościół zaczął zmieniać swoją politykę oraz odwieczne obyczaje tolerowania i tuszowania seksualnego wykorzystywania dzieci – tak w swoim łonie, jak i w społeczeństwie. Zostały podjęte już ważne kroki, ale to nie wystarczy. Kościół musi zmienić całkowicie swoją mentalność i musi ją zmienić całe społeczeństwo – aby zrozumieć, że na pierwszym miejscu trzeba chronić dzieci i dbać o dobro ofiar, a nie o instytucję i jej status quo…

Potrzeba było aż 20 lat, aby ONZ wydał dokument ujawniający trochę prawdy…
U nas w Polsce nadal się tego nie rozumie i zawsze znajdą się jacyś „świętsi od samego papieża”, jak na przykład senator Solidarnej Polski Kazimierz Jaworski, który napisał w swoim oświadczeniu skierowanym do WP.PL: “Watykan już dawno zwracał uwagę, iż agendy ONZ są rozsadnikiem najgorszej gangreny moralnej, niszczenia rodziny, demoralizowania dzieci i młodzieży, pod sztandarami gender. ONZ programowo propaguje ideologię gender. To ideologia gender jest przyczyną rozprzężenia moralnego, które jest prawdziwym powodem nadużyć seksualnych, również w stosunku do dzieci.”, oznajmiając, że jego partia złoży niezwłocznie projekty uchwał potępiających antykościelne działania ONZ.

Zawsze powtarzam, że pedofilia klerykalna to tylko czubek lodowej góry. Gdy stopnieje ukaże "colpe nefandissime" całego społeczeństwa. Aż 60-70% nadużyć seksualnych na dzieciach ma miejsce w rodzinach – i dopuszczają się ich przykładni ojcowie, tacy jak Francesco Cenci…


Agnieszka Zarzewicz

Rzym, luty 2014 r.